Inwestycjami zainteresowana jest też UE. Wartość budżetu dla wszystkich krajów Wspólnoty w ramach budżetu wspierającego odbudowę po pandemii (NextGenerationEU) opiewa na ponad 800 mld euro. Z kolei w USA wdrażany jest w życie program inwestycji opiewający na 1,2 bln dolarów. Nad pakietem inwestycji o wartości 1,1 bln dolarów pracuje też rząd w Chinach. Do tego wszystkiego kraje grupy G7 ogłosiły niedawno, że planują zgromadzić na inwestycje w uboższych krajach 600 mld dolarów celem zdetronizowania Chin. To wszystko powoduje, że w dłuższym horyzoncie czasowym popyt na stal powinien utrzymać się na satysfakcjonującym poziomie. Jak wygląda jednak obecna sytuacja?
– Obecnie wydaje się, że duże zapasy surowca mają dystrybutorzy stali, pojawiają się obawy o recesję. Dużym znakiem zapytania są też Chiny. Ponieważ obecne zapasy surowca są najwyższe od pięciu lat i możliwe, że kraj ten ograniczy produkcję. Przy niższym popycie widać również spadek marż, spadły również ceny surowców niezbędnych do wytwarzania stali, jak np. rudy żelaza, węgla koksowego czy złomu, obserwujemy unormowanie sytuacji. W latach 2023–2024 obraz rynku powinien się poprawiać – zarówno Europa, jak i USA oraz Chiny przedstawiają kolejne plany inwestycji w infrastrukturę, z pewnością duże inwestycje czekają też Ukrainę. Należy jednak pamiętać, że w tym wypadku pewnie główną rolę będzie odgrywała ukraińska stal. Swoje zrobi również popyt na zbrojenia – wyjaśnił Jakub Szkopek, analityk Erste Securities.
Przyglądając się obecnej sytuacji, widać więc, że II półrocze może przebiec znacznie spokojniej niż I połowa roku. Rosną jednak obawy o to, czy i jak bardzo w schłodzonej gospodarce podtrzymane zostaną inwestycje. A to niejedyny problem spółek. – Identyfikujemy wiele zagrożeń związanych z otoczeniem gospodarczym, które mogą dotknąć branże, w których ulokowaliśmy naszą aktywność biznesową. Należą do nich: wzrost kosztów energii, wysoki koszt i dostępność gazu ziemnego oraz presja pracowników na wzrost wynagrodzeń – komentuje prezes Stalprofilu Henryk Orczykowski. – Należy zwrócić uwagę na fakt, że na jednej szali mamy rosnący koszt pieniądza i inflację, a na drugiej możliwe zmniejszenie podaży produkowanych wyrobów. Spółki, chcąc w takich warunkach zaspokoić potrzeby klientów, będą musiały wykazać się ponadprzeciętną elastycznością finansową – zauważa Aleksander Szram, dyrektor finansowy w spółce Bowim. gsu