W poniedziałek zwyżki rzędu 7 proc., wczoraj – spadki. Sytuacja na amerykańskich giełdach wskazuje, że inwestorzy głębiej wczytali się w to, co proponuje Timothy Geithner. I doszli do wniosku, że jeszcze nie czas na zakupy.
Od zanotowanego 9 marca dołka bessy zaledwie dziesięciu sesji potrzebował indeks S&P 500 na wzrost o 20 proc., który w normalnych warunkach zwykle zapowiadał hossę.
Projekt, który wywołał szturm byków, opiera się na dwóch elementach. Po pierwsze, utworzone zostaną publiczno-prywatne fundusze, które za pomocą gwarantowanych przez państwową agencję FDIC pożyczek będą kupować od banków zagrożone kredyty. Po drugie, rząd finansowo zachęci inwestorów do kupowania papierów wartościowych opartych na aktywach.
[srodtytul]Sceptycyzm noblistów[/srodtytul]
Wczoraj ostro skrytykowali całą koncepcję dwaj laureaci ekonomicznej Nagrody Nobla. – Szczerze mówiąc, sprowadza się ona do okradzenia narodu amerykańskiego. Nie sądzę, by plan zadziałał, ponieważ może być wiele sprzeciwów wobec nakładania tak wielkich strat na barki amerykańskiego podatnika – powiedział Joseph Stiglitz. Jego zdaniem, nawet gdyby bankom udało się pozbyć kłopotliwych aktywów, wobec recesji nie będą one skłonne do wzmożenia akcji kredytowej.