Janusz Jankowiak: Trumpowska recepta dobrze się sprzedaje, choć jest chora

Ekipa amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa jest jak kościół. Tam jest wiara, że nasza koncepcja jest najsłuszniejsza i ona się sprawdzi. Za chwilę przekonamy się, jak się sprawdzi – mówi Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu.

Publikacja: 03.04.2025 12:28

Janusz Jankowiak: Trumpowska recepta dobrze się sprzedaje, choć jest chora

Foto: Reuters

Jak się panu podobało wystąpienie prezydenta Trumpa, w którym zapowiedział on wprowadzenie ceł odwetowych na znaczącą część świata?

To konsekwentna realizacja dosyć prostej strategii kierowanej do masowego odbiorcy, która polega na tym, że generalnie wszystko, co się da, należy przenieść do nas. Cła mają wymusić przeniesienie do USA produkcji towarów, które dziś są eksportowane na tamtejszy rynek. Klasyczna polityka izolacjonistyczna oparta na błędnych założeniach makroekonomicznych, wręcz sprzecznych z teorią ekonomii, z tym co wiemy o ekonomicznych zasadach funkcjonowania świata. Żaden rozsądny makroekonomista tego nie poprze.

Kto zatem doradza to prezydentowi Trumpowi?

Prawdziwi ekonomiści już od prezydenta Trumpa odeszli. Tych, którzy byli w radzie ekonomicznej, którzy byli doradcami poprzednich prezydentów, już dawno w otoczeniu Trumpa nie ma. Tam jest mocna ideologia. Trochę to jest jak z kościołem. Tam jest wiara. Wiara, że nasza koncepcja jest słuszna, najsłuszniejsza i ona się sprawdzi. Za chwilę się przekonamy, jak się sprawdzi.

Trump liczy, że cła, które nakłada, przyniosą ograniczenie amerykańskiego deficytu handlowego.

Różne są na ten temat szacunki. Ocenia się, że cła w średniej wysokości 20 proc. ograniczą amerykański deficyt handlowy mniej więcej o 1/10. Mogą co najwyżej zredukować, nie zlikwidować, deficyt handlowy, przynosząc przy tym duże straty w postaci wyższych kosztów dla konsumentów amerykańskich. To z ekonomią jako taką nie ma nic wspólnego. Problemem amerykańskiej gospodarki jest nadmierny popyt wewnętrzny przy niewystarczających możliwościach zaspokojenia go siłami własnymi. To jest główna przyczyna deficytu handlowego. Ale ten deficyt to małe piwo. Oni mają olbrzymi napływ kapitału, który pokrywa im deficyt w wymiarze finansowym, fiskalnym. I obecna polityka Trumpa będzie powodowała to, że ten kapitał będzie im napływał mniej chętnie. W jaki sposób, bez wsparcia zewnętrznego, sfinansować popyt krajowy - to będzie następny problem.

Tymczasem ten sam wynik da się osiągnąć przez wzrost podatków, cięcie wydatków rządowych oraz wzrost oszczędności gospodarstw domowych. I to bez likwidacji zewnętrznych źródeł finansowania deficytów, które są niezbędne do czasu, aż wyniki zacznie przynosić rozsądna korekta realnych przyczyn nierównowagi. Problemem jest dobór remedium na bolączkę. Ta trumpowska recepta dobrze się sprzedaje, choć jest chora i chorobę tylko pogłębi. Recepta ekonomiczna wymaga nieprzyjemnej kuracji. Pomogłaby w średnim okresie przywrócić zdrowie. Tyle, że bardzo kiepsko wygląda w oczach wyborców.

Dzień wolności, który Trump ogłosił przy okazji nakładania ceł, może go pogrążyć?

Na krótką metę będą temu towarzyszyły werble propagandowe, które będą sławiły decyzje prezydenta i ich przyszłe konsekwencje. To zresztą widzieliśmy już w czasie ogłaszania decyzji o cłach. Słychać to też w głosach przedstawicieli amerykańskiej administracji, ludzi odpowiedzialnych za gospodarkę. Natomiast w średnim okresie, który dostarczy dane o wpływie ceł na ceny, popyt wewnętrzny, handel zagraniczny, na tempo wzrostu gospodarczego, będzie to działało przeciwko administracji prezydenta Trumpa. To okres najbliższych paru kwartałów. W prognozach dotyczących dynamiki wzrostu gospodarczego już widać rosnące prawdopodobieństwo wystąpienia recesji.

Czy Europa mocno odczuje amerykańskie cła?

Szacunki mówią o zdjęciu z dynamiki europejskiego wzrostu gospodarczego dziesiątych części punkta procentowego. Wylicza się ten spadek na około 0,4 pkt. proc. Przy tak niskim tempie wzrostu jakie ma UE, to jest jednak znaczące ograniczenie dynamiki wzrostu. Temu wszystkiemu towarzyszy przy tym duża niepewność, wszak Trump zmienia zdanie co pięć minut.

Czy Unia Europejska powinna odpowiedzieć na amerykańskie cła?

Pole manewru jest stosunkowo wąskie. Z reguły na cła odpowiada się podobnymi retorsjami celnymi. Oczywiście można, i tego Komisja Europejska oraz jej przewodnicząca Ursula von der Leyen nie wyklucza, wszcząć jakieś negocjacje co do tego jak wzajemne relacje celne powinny wyglądać, ale zbyt dużo nie da się tu raczej ugrać. A przecież UE jest przyzwyczajona do dyplomacji ekonomicznej. Tymczasem w przypadku Chin, krajów Azji południowo-wschodniej, również dotkniętych cłami, tego nie ma. Tam będzie działał automatyzm, możliwa jest więc eskalacja konfliktu.

Gospodarka światowa
Donald Trump uderza cłami. Co to znaczy dla świata, gospodarek i rynków?
Materiał Partnera
Zasadność ekonomiczna i techniczna inwestycji samorządów w OZE
Gospodarka światowa
1,7 bln dolarów wyparowało z Wall Street
Gospodarka światowa
Piotr Kuczyński: Odpowiedź na cła Trumpa? UE ma potężną broń – podatek cyfrowy
Gospodarka światowa
Jak doradcy Trumpa wyliczyli cła odwetowe?
Gospodarka światowa
Cła Trumpa uderzyły w rynki. Będzie krach na Wall Street?
Gospodarka światowa
Bruksela szykuje odpowiedź na cła Trumpa. Von der Leyen: nie jest za późno na negocjacje