Wojna handlowa rozpoczęta

Rewolucja i całkowita zmiana standardów w zasadach handlu ze wszystkimi państwami świata stała się faktem. Dokona tego prezydent USA.

Publikacja: 04.04.2025 06:00

Paweł Danielewicz, menedżer ds. portfeli, analityk techniczny, Santander BM

Paweł Danielewicz, menedżer ds. portfeli, analityk techniczny, Santander BM

Foto: materiały prasowe

Donald Trump wprowadził minimalną, 10-proc. stawkę ceł na towary importowane z całego świata i dodatkowo zróżnicował taryfy celne na kraje, z którymi Stany Zjednoczone mają największy deficyt w obrotach handlowych (przykładowo cła na towary z Unii Europejskiej będą wynosić 20 proc.). „To jeden z największych dni w historii USA. To deklaracja ekonomicznej niepodległości, to jest właśnie Dzień Wyzwolenia, który będzie zapamiętany jako moment odrodzenia przemysłu amerykańskiego”, obwieścił światu w triumfalny sposób Donald Trump w Ogrodzie Różanym Białego Domu.

Pierwsza reakcja rynków na te rewolucyjne posunięcia była łatwa do przewidzenia, czyli bardzo negatywna. Jeszcze w trakcie przemówienia rentowność 10-letnich obligacji skarbowych rządu USA obniżyła się z 4,22 do 4,12 proc. Natomiast kurs złota konsekwentnie piął się w górę, zbliżając do poziomu 3200 USD za uncję trojańską.

Warto w tym kontekście wspomnieć także o wcześniejszych sygnałach słabości, jakie pojawiły się na indeksie S&P 500. Na pewno marcowe przełamanie wsparcia: 5755–5767 pkt można tutaj uznać za pierwszy wymierny efekt dyskontowania niespójnej i chaotycznej polityki handlowej prowadzonej przez nową administrację USA. Indeks wszedł wówczas w relatywnie silną fazę przeceny, która wyhamowała w rejonie bazowego, średnioterminowego wsparcia: 5520–5534 pkt.

O tej strefie wielokrotnie informowałem w swoich opracowaniach (również w komentarzach wideo), zwracając uwagę na jej newralgiczne usytuowanie na wykresie S&P 500 w skali tygodniowej. Co istotne, obóz byków na przestrzeni ostatnich tygodni w aktywny sposób podejmował tutaj działania obronne. Obiektywnie można zatem stwierdzić, że analizowany węzeł cenowy jest respektowany przez rynek, stanowi ważny punkt odniesienia, natomiast w obecnej sytuacji istnieje coraz większe prawdopodobieństwo jego trwałego wybicia.

Wydaje się, że gdyby ostatecznie strefa 5520–5534 pkt ugięła się pod naporem podaży, to taka okoliczność mogłaby stać się przysłowiowym bodźcem inspirującym podaż do kreowania jeszcze większej presji. Z punktu widzenia techniki wygenerowałoby to zatem bardzo silny sygnał słabości – również rozpatrując tę kwestię przez pryzmat horyzontu średnio­terminowego.

Na zakończenie warto jeszcze zdefiniować adekwatne zapory popytowe na indeksach: DAX i WIG20.

W pierwszym przypadku jest to często przywoływane przeze mnie wsparcie Fibonacciego: 21780–21950 pkt. Na indeksie WIG20 z kolei węzeł: 2678–2688 pkt określa przestrzeń dla dopuszczalnego ruchu kontrującego. Wybicie jednak tej strefy wskazywałoby na zmieniający się stopniowo układ sił rynkowych na GPW.

Okiem eksperta
W drugi kwartał wchodzimy z recesyjnymi odczytami
Materiał Partnera
Zasadność ekonomiczna i techniczna inwestycji samorządów w OZE
Okiem eksperta
Czy „Trump put” jeszcze działa?
Okiem eksperta
Dzień wyzwolenia od hossy?
Okiem eksperta
Czy CD Projekt pokazał złe wyniki?
Okiem eksperta
2800 pkt po raz drugi
Okiem eksperta
Ultraszpan za ultrapieniądze