Donald Trump wprowadził minimalną, 10-proc. stawkę ceł na towary importowane z całego świata i dodatkowo zróżnicował taryfy celne na kraje, z którymi Stany Zjednoczone mają największy deficyt w obrotach handlowych (przykładowo cła na towary z Unii Europejskiej będą wynosić 20 proc.). „To jeden z największych dni w historii USA. To deklaracja ekonomicznej niepodległości, to jest właśnie Dzień Wyzwolenia, który będzie zapamiętany jako moment odrodzenia przemysłu amerykańskiego”, obwieścił światu w triumfalny sposób Donald Trump w Ogrodzie Różanym Białego Domu.
Pierwsza reakcja rynków na te rewolucyjne posunięcia była łatwa do przewidzenia, czyli bardzo negatywna. Jeszcze w trakcie przemówienia rentowność 10-letnich obligacji skarbowych rządu USA obniżyła się z 4,22 do 4,12 proc. Natomiast kurs złota konsekwentnie piął się w górę, zbliżając do poziomu 3200 USD za uncję trojańską.
Warto w tym kontekście wspomnieć także o wcześniejszych sygnałach słabości, jakie pojawiły się na indeksie S&P 500. Na pewno marcowe przełamanie wsparcia: 5755–5767 pkt można tutaj uznać za pierwszy wymierny efekt dyskontowania niespójnej i chaotycznej polityki handlowej prowadzonej przez nową administrację USA. Indeks wszedł wówczas w relatywnie silną fazę przeceny, która wyhamowała w rejonie bazowego, średnioterminowego wsparcia: 5520–5534 pkt.
O tej strefie wielokrotnie informowałem w swoich opracowaniach (również w komentarzach wideo), zwracając uwagę na jej newralgiczne usytuowanie na wykresie S&P 500 w skali tygodniowej. Co istotne, obóz byków na przestrzeni ostatnich tygodni w aktywny sposób podejmował tutaj działania obronne. Obiektywnie można zatem stwierdzić, że analizowany węzeł cenowy jest respektowany przez rynek, stanowi ważny punkt odniesienia, natomiast w obecnej sytuacji istnieje coraz większe prawdopodobieństwo jego trwałego wybicia.
Wydaje się, że gdyby ostatecznie strefa 5520–5534 pkt ugięła się pod naporem podaży, to taka okoliczność mogłaby stać się przysłowiowym bodźcem inspirującym podaż do kreowania jeszcze większej presji. Z punktu widzenia techniki wygenerowałoby to zatem bardzo silny sygnał słabości – również rozpatrując tę kwestię przez pryzmat horyzontu średnioterminowego.