Tuż po wyborze Donalda Trumpa na nowego prezydenta jesienią minionego roku nastroje wśród samych Amerykanów zauważalnie się poprawiły. Liczono na deregulację, niższe podatki i powrót „amerykańskiego snu”. Współgrało to z pozycjonowaniem na samym rynku, które w grudniu było nadzwyczaj optymistyczne i zapowiadało mniejsze lub większe schłodzenie. Do niego na początku tego roku rzeczywiście doszło, ale jego struktura i same przyczyny można uznać za spore zaskoczenie. Otóż Trump swoje urzędowanie zaczął od twardej celnej retoryki. W konsekwencji optymizm obywateli czy przedsiębiorców szybko zaczął topnieć. W drugi kwartał wchodzimy wręcz z recesyjnymi odczytami, które wyraźnie negatywnie odcisnęły się na kondycji samej Wall Street.

Amerykańska giełda doświadczyła szybkiej metamorfozy z pupilka inwestorów i synonimu dominacji nad pozostałymi parkietami pod względem stóp zwrotu do czarnej owcy i wyraźnego słabeusza, niedorównującego wielu innym parkietom, a szczególnie tym europejskim. Sam I kwartał pod względem inwestycyjnym zły bowiem nie był, jednak pod warunkiem unikania akcji amerykańskich, a szczególnie wcześniejszych liderów hossy spod znaku dużych wzrostowych spółek. Różnice w stopach zwrotu potrafią być bardzo duże, a na nieoczekiwanego lidera wysunął się warszawski parkiet z wręcz fenomenalnym wzrostem o 20,6 proc. w przypadku indeksu WIG.

Nasz rynek korzystał na poprawie klimatu wokół europejskich akcji, co było dodatkowo wspierane rozpoczęciem rozmów nad ewentualnym zakończeniem wojny na Ukrainie. Europa ewidentnie miała swoje pięć minut na początku tego roku. Jej liderzy potrafili stanąć na wysokości zadania i wykorzystali nadarzającą się okazję do rozpoczęcia deregulacji oraz modyfikacji polityki fiskalnej z restrykcyjnej na bardziej rozwojową. Pytanie jednak brzmi, czy ten proces będzie się materializował zgodnie z zapowiedziami, czy może przypadkiem nie utknie w gąszczu narosłych w ostatnich latach polityczno-biurokratycznych problemów. Już teraz widać, że nowa koalicja u naszego zachodniego sąsiada rodzi się w bólach, a we Francji doszło do politycznego trzęsienia ziemi w związku z sądowym wyrokiem zakazującym Marine Le Pen ubiegania się o stanowiska publiczne. Utknęły także amerykańsko-rosyjskie rozmowy na temat Ukrainy. Wkrótce skończy się też noworoczne okienko czasowe, które co do zasady sprzyja bykom. Ich pozycja może więc słabnąć, choć akurat na Starym Kontynencie kupujący po I kw. mają zdecydowanie bardziej komfortową sytuację niż na Wall Street.