O około 0,4 proc. tracił w piątkowy poranek złoty w relacji do euro i dolara. Wspólna europejska waluta była wyceniana na 4,24 zł, a za „zielonego” płacono 3,83 zł. O blisko 0,9 proc. złoty tracił z kolei wobec franka, którego wycena podskoczyła do 4,49 zł.

Inwestorzy z jednej strony wyprzedają ryzykowane aktywa po ogłoszeniu przed Donalda Trumpa nowych ceł, na czym siłą rzeczy cierpi też złoty. Z drugiej strony mamy gołębi, zaskakujący, zwrot w retoryce Rady Polityki Pieniężnej.

Początek kłopotów złotego?

O ile na wątek międzynarodowy nie mamy wielkiego wpływu, tak lokalnie postawa RPP, a przede wszystkim szefa NBP Adama Glapińskiego, który jeszcze nie tak dawno wskazywał, że pierwsze obniżki stóp możliwe są dopiero w 2026 r., były mocnym wsparcie dla złotego. W czwartek jednak Glapińskim zmienił się w gołębia i otwarcie zaczął mówić, że obniżki stóp możliwe są jeszcze w tym roku.

- Ostatnie godziny obrotu na rynkach przyniosły podtrzymanie inicjatywy ze strony podaży na rynkach akcji. Zyskują aktywa jak złoto czy CHF, czyli bezpieczne przystanie. Na niekorzyść PLN działa wczorajsza konferencja prezesa NBP, gdzie obserwowaliśmy zwrot w nastawieniu. Po okresie relatywnie restrykcyjnego stanowiska prezes NBP otworzył scenariusz obniżek stóp w najbliższych miesiącach sugerując dostosowanie 1-1,25 proc. do końca roku – wskazuje Konrad Ryczko, analityk DM BOŚ.

Zmiana nastawiania w wykonaniu RPP powoduję, że nawet potencjalne uspokojenie nastrojów na rynkach nie jest gwarantem automatycznego umocnienia złotego.