Wczoraj wieczorem prezydent USA przedstawił nowe taryfy celne, które mają wejść w życie w najbliższych dniach. Bazowa stawka ceł zwrotnych, jaka ma zacząć obowiązywać od 5 kwietnia to 10 proc., ale od 9 kwietnia na wybrane kraje stawka ma być podniesiona - w przypadku Unii Europejskiej do 20 proc., Chin 34 proc. (łącznie do 54 proc.), Indii 27 proc., Korei Południowej 26 proc., czy Japonii 24 proc. Zaskoczeniem może być tu Szwajcaria, gdzie stawka ma wzrosnąć do 32 proc. Sekretarz Skarbu Scott Bessent przyznał, że prezydent USA nie planuje bardziej podnieść stawek, o ile kraje nie odpowiedzą działaniami zwrotnymi - czyli teoretycznie dalsza eskalacja wojen handlowych jest możliwa. Z drugiej strony Bessent dał też do zrozumienia, że Trump byłby gotowy na negocjacje i bilateralne umowy zmierzające do obniżenia nowych obciążeń - tyle, że realnie może to potrwać tygodnie, o ile nie miesiące i pytanie, czy USA nie będą chciały tu jeszcze czegoś ekstra, gdyż będą to rozmowy z pozycji siły, po stronie USA.
Reakcja rynków jest jednoznaczna - takie działania doprowadzą światowe gospodarki na skraj recesji, a szczególnie jej ryzyko rośnie dla USA. Dlatego też po zachowaniu się rentowności amerykańskich obligacji, które idą mocno w dół, widać, że rynek spodziewa się konkretnych działań po stronie FED w drugiej połowie roku. Na tym tle traci dolar, gdyż relatywnie FED może być bardziej zdecydowany niż inne banki centralne (oczekiwania, co do skali cięć za chwilę zbliżą się do 4 obniżek, co może oznaczać ruch praktycznie na każdym posiedzeniu (od czerwca do grudnia mamy ich pięć). To pokazuje, że rynki: nie oczekują eskalacji wojny handlowej i oceniają, że inflacja wzrośnie tylko przejściowo. Pytanie jednak, czy słusznie marginalizowane jest tu ryzyko stagflacji w którym to FED raczej mocno "skąpiłby" obniżek stóp procentowych.
Dzisiaj uwagę zwraca spadek cen złota - to efekt zapowiedzi wyłączenia złota spod taryf, znika zatem jeden z elementów, który pchał kruszec w górę w ostatnich tygodniach. Wpływ może mieć jednak też wyraźna nerwowość na rynku surowców, który reaguje na perspektywy globalnej recesji.
W czwartek rano dolar najmocniej traci wobec walut europejskich - franka, korony szwedzkiej, czy euro. Para EURUSD podeszła w pewnym momencie pod poziom 1,10 (1,0989), co jest naruszeniem marcowego szczytu przy 1,0954. Zmienność na FX jest dzisiaj ogromna, a rynek w mniejszym stopniu reaguje na dane makro z kalendarza - jak chociażby zaledwie 0,3 proc. r/r wzost inflacji CPI w Szwajcarii, czy też dane PMI dla usług z Europy. Po południu mamy odczyty ISM dla usług w USA, choć pytanie, na ile będą one teraz ważne, skoro rynki żyją tylko cłami.
EURUSD - będzie wybite 1,10?