Przez globalne rynki przetaczała się w czwartek fala wstrząsowa będąca reakcją na ogłoszony przez prezydenta USA Donalda Trumpa mechanizm tzw. ceł wzajemnych. Sesja na Wall Street zaczęła się od ostrych spadków. Dow Jones Industrial tracił 2,7 proc., S&P 500 spadał o 3,1 proc., a Nasdaq Composite zniżkował o 4,2 proc. Wyprzedawano przede wszystkim akcje sieci sklepów oraz koncernów, które dotąd mocno korzystały z globalizacji. Papiery Apple zniżkowały o 8 proc., Tesli o 4 proc., Nike o 12 proc., a sieci Dollar Tree o 11 proc. W tym czasie trwała wyprzedaż w Europie. Niemiecki DAX spadał o 2,4 proc., francuski CAC 40 zniżkował o 3,2 proc., a polski WIG20 tracił 3,7 proc. Spadkami zakończyła się wcześniej sesja w Azji. Japoński Nikkei 225 stracił 2,8 proc., Hang Seng (główny indeks giełdy w Hongkongu) spadł o 1,5 proc., ale koreański KOSPI zakończył dzień tylko 0,8 proc. na minusie, indyjski Sensex stracił 0,4 proc., a chiński Shanghai Composite spadł o 0,2 proc. Dolar tracił wobec głównych walut świata i złotego. Po południu za 1 euro płacono 1,106 USD, a za 1 dolara 3,79 zł. Rentowność amerykańskich obligacji dziesięcioletnich zeszła do 4,05 proc. Cena złota ustanowiła rekord na poziomie prawie 3160 USD, by później spaść w okolice 3100 USD. Notowania bitcoina spadały po południu o około 2 proc., ale były w okolicach 83 tys. USD. Ropa gatunku WTI taniała natomiast o blisko 6 proc., a jej cena spadła poniżej 68 USD za baryłkę.
– To dzień wielkiego wstrząsu sejsmicznego dla handlu globalnego. Trump wysadza w powietrze powojenny system, który uczynił USA i świat dostatnimi, a robi to z lekkomyślną pewnością siebie – uważa Nigel Green, prezes firmy doradczej deVere Group.
Szokujący cios
– 2 kwietnia 2025 r. na zawsze zostanie zapamiętany jako dzień odrodzenia się amerykańskiego przemysłu, dzień odzyskania przeznaczenia Ameryki i dzień, w którym zaczęliśmy ponownie czynić Amerykę bogatą, dobrą i zamożną – mówił w środę wieczorem Trump. Przedstawił wówczas mechanizm tzw. ceł wzajemnych. Przewiduje on, że od 5 kwietnia towary sprowadzane od większości partnerów handlowych USA będą obłożone dodatkowym 10-proc. cłem. Do tej grupy, oclonej stawką „minimalną”, zostały zaliczone m.in.: Wielka Brytania, Brazylia, Turcja i Arabia Saudyjska. Pozostałe kraje, obwiniane przez Waszyngton o stosowanie zbyt wysokich barier dla eksportu produktów amerykańskich, zostaną od 9 kwietnia oclone mocniej. (Z podwyżek będą wyłączone niektóre produkty, głównie surowce takie jak ropa, miedź czy drewno). Na dobra importowane z Unii Europejskiej zostanie nałożone 20-proc. cło. Dla Japonii będzie ono wynosiło 24 proc., dla Indii 26 proc., dla Szwajcarii 31 proc., a dla Tajwanu 32 proc. Chiny zostaną dotknięte cłem wynoszącym 34 proc., do którego trzeba jednak dodać nałożone kilka tygodni temu 20-proc. cło oraz podwyżki ceł z czasów pierwszej administracji Trumpa.
– Usiądźcie, weźcie głęboki oddech i nie dokonujcie odwetu od razu. Zobaczymy, w jakim kierunku się sprawy potoczą, a gdy będziecie odpowiadać, będziemy mieć eskalację – poradził państwom dotkniętym podwyżkami ceł Scott Bessent, sekretarz skarbu USA.