Jakub Borowski: Jesteśmy w stanie obronić się przed ciosem ze strony Donalda Trumpa

– Poczekajmy z katastroficznymi ocenami. Myślę, że teraz czekają nas negocjacje, które wprowadzą świat w jakąś nową równowagę. Zapewne z wyższymi cłami, bo Donald Trump nie odpuści, ale prawdopodobnie z rozwiązaniami, które będą łagodniejsze dla wzrostu gospodarczego – mówi dr Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska

Publikacja: 03.04.2025 18:09

Dr Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska

Dr Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska

Foto: Parkiet TV

Z ekonomicznego punktu widzenia skończył się świat, który znaliśmy?

Świat, w którym rosły cła, rozpoczął się już w trakcie pierwszej kadencji Donalda Trumpa. Skala wzrostu ogłoszonych teraz przez prezydenta USA jest znacząca, chyba nikt się nie spodziewał takich stawek. Minimalna, w wysokości 10 proc., nałożona na większość krajów świata jest zbieżna z oczekiwaniami, ale obciążenia nałożone na Unię Europejską oraz Chiny już nie.

Cło na wszystkie towary sprowadzane do USA z Unii Europejskiej ma wynosić 20 proc., a na towary z Chin 34 proc.

I to jest poziom wyraźnie wyższy, niż oczekiwaliśmy. Można to wytłumaczyć podejściem Trumpa, który uważa te dwie gospodarki za głównych konkurentów USA.

Cła ogłoszone, czas na recesję?

Prawdopodobieństwo takiego scenariusza jest wysokie w krajach, które handlują ze Stanami Zjednoczonymi na dużą skalę, czyli przede wszystkim w tych graniczących z USA, ale i w mniejszych państwach obu Ameryk. Unii Europejskiej moim zdaniem recesja nie grozi. Z naszych szacunków wpływu wyższych ceł na branżę motoryzacyjną w UE, które były ogłoszone już wcześniej, wynika, że tempo wzrostu gospodarczego strefy euro może być niższe o 0,2 pkt proc.

Czytaj więcej

Witold Orłowski: Trump słucha robotników z Detroit, nie laureatów Nobla z ekonomii

Dokładając do tego nowe stawki, będzie zapewne jeszcze mniejsze?

Myślę, że to będzie dodatkowych kilka dziesiątych punktu procentowego. Ale zastrzegam – to wymaga powtórzenia naszych obliczeń, mówimy bowiem o skomplikowanym mechanizmie powiązań w handlu światowym wpływającym na gospodarki poszczególnych krajów. Tym bardziej że życie nie znosi próżni. Gospodarki, które zostały dotknięte cłami, będą próbowały się ratować. Mogą to robić, rozwijając na przykład wymianę handlową między sobą i myślę, że to będzie miało miejsce. Biorąc to pod uwagę, kraje Unii Europejskiej są w dość komfortowej sytuacji, bo my handlujemy przede wszystkim ze sobą, mamy swobodę wymiany handlowej. Po drugie, kraje dotknięte cłami będą zapewne starały się również oddziaływać na popyt poprzez programy pobudzania popytu. Tak najprawdopodobniej będzie w Chinach, bo tam skala wzrostu ceł jest znacząca, ale i Unia Europejska może tutaj coś zrobić.

Jak wobec tego możemy przeciwstawić się Trumpowi w rozpętanej przez niego wojnie celnej?

Po pierwsze – i uważam, że jest to bardzo ważne z punktu widzenia sytuacji gospodarczej w Polsce – decyzja Trumpa powinna być impulsem do dyskusji na temat wydłużenia okresu realizacji programu KPO. W Polsce istnieje bowiem ryzyko, że nie wydamy wszystkich środków, a jednocześnie będzie znaczące spiętrzenie wydatków w branży budowlanej. Można potraktować to, co się wydarzyło, jako mocny argument na rzecz tego, żeby wydłużyć okres wykorzystania europejskich funduszy. Po drugie, mieliśmy dyskusję na temat zwiększania wydatków na zbrojenia w Unii Europejskiej. Ona ostatecznie skończyła się mniej więcej takim oto wnioskiem: przede wszystkim zwiększajcie te wydatki sami i możecie zwiększać deficyt, jeśli macie taką przestrzeń. Przecież 150 mld euro na zbrojenia w skali całej UE, to jest mniej niż 1 proc. unijnego PKB. Wróćmy więc do dyskusji, czy może jednak nie należy uwspólnotowić tego długu w większym zakresie i pożyczyć więcej. To też byłby impuls popytowy na te trudniejsze czasy. Jest jeszcze trzecie rozwiązanie w obecnej sytuacji – poczekajmy aż opadnie kurz. Donald Trump lubi negocjować, on traktuje swoje decyzje jako punkt wyjścia do rozmów z wieloma krajami. Moim zdaniem teraz właśnie zaczną się negocjacje. Oczywiście wszystkie kraje dotknięte wysokimi cłami będą rozważały działania odwetowe, ale równocześnie będą chciały rozmawiać z Trumpem. I już za tydzień możemy być w innej sytuacji. Podsumowując, myślę, że powodów do paniki na razie nie ma i perspektywy wzrostu gospodarczego się nie pogorszyły.

Czytaj więcej

Janusz Jankowiak: Trumpowska recepta dobrze się sprzedaje, choć jest chora

Polska gospodarka nie odczuje decyzji Trumpa?

W naszym przypadku ja tylko zyskałem dodatkowy argument na rzecz tego, aby nie podnosić prognozy wzrostu na ten rok, która wynosi 3,5 proc.

A jakie jest ryzyko, że obniżycie prognozę wzrostu PKB Polski?

Teraz to ryzyko jest trochę większe, ale pamiętajmy, że jest bilansowane przez pakiet fiskalny, który przyjęły Niemcy i który będzie oddziaływać na zwiększenie aktywności gospodarczej w Niemczech, a pośrednio na aktywność gospodarczą w Polsce w czwartym kwartale tego roku i w 2026 r. Jeśli jednak Unia Europejska nie porozumiałaby się z USA w sprawie złagodzenia ceł, to ryzyko rewizji wzrostu PKB w dół się zwiększa. Gdybym teraz miał zmieniać tę prognozę, to raczej bym ją obniżył, niż podniósł.

Obniżył do jakiego poziomu?

Polska gospodarka rozwijałaby się w tempie zbliżonym do 3 proc., a nie na poziomie 3,5 proc. Ważne, ten wcale niealarmistyczny scenariusz, mógłby się zrealizować przy założeniu, że rzeczywiście lista ceł Donalda Trumpa, by obowiązywała, a wszystkie kraje nimi dotknięte wprowadziłyby reperkusje.

Cła Trumpa zabolą po równo wszystkich w Unii Europejskiej?

Unia Europejska ma znaczącą wymianę handlową ze Stanami Zjednoczonymi, ale jeśli odniesiemy ją do wielkości produkcji poszczególnych branż, to konsekwencje mogą być diametralnie różne. Wskazałbym na jeden sektor, który najprawdopodobniej ucierpi najbardziej, czyli na branżę farmaceutyczną. Udział eksportu do Stanów Zjednoczonych w produkcji tej branży w poszczególnych krajach jak Dania, Niemcy, Belgia i np. Słowenia jest znaczący. Te państwa cła Trumpa zabolą, prawdopodobnie w postaci wyraźnego ograniczenia eksportu.

Czytaj więcej

Piotr Kuczyński: Odpowiedź na cła Trumpa? UE ma potężną broń – podatek cyfrowy

A branża motoryzacyjna?

Zakładamy, że w wyniku 25 proc. ceł nałożonych na eksport branży motoryzacyjnej do Stanów Zjednoczonych, produkcja w Unii Europejskiej spadnie o 8 proc. To nie jest mało oczywiście, ale to nie jest armagedon.

To na pewno oznacza kolejne zwolnienia w branży motoryzacyjnej w Europie.

Tak i to jest oczywiście zła wiadomość. Natomiast pamiętajmy, że wiele rynków pracy jest nadal napiętych i mamy do czynienia z nierównowagą. Jest więc duża szansa dla znaczącej części tych osób, które stracą pracę w branży motoryzacyjnej, że znajdą pracę gdzie indziej. Oczywiście, to będzie wymagało przekwalifikowania się, to może chwilę potrwać, ale niestety Trump zafundował nam mało przyjemne scenariusze. Na szczęście cła przychodzą w dobrym czasie, nie mamy znaczącego spowolnienia wzrostu gospodarczego i nie mamy wysokiego bezrobocia. Jesteśmy w stanie obronić się przed tym ciosem ze strony Trumpa.

Mawia się o szczęściu w nieszczęściu.

Można tak to ująć, choć dziś wszyscy koncentrują się na tym nieszczęściu.

Jak wielkie nieszczęście czeka Stany Zjednoczone? Wzrost inflacji i recesja?

To już zostało uwzględnione w prognozach, chociaż oczywiście przy takiej skali wzrostu ceł, prognozę inflacji prawdopodobnie trzeba będzie podnieść. Należy jednak pamiętać, że gospodarka amerykańska jest stosunkowo mocno zamknięta. W takim kraju jak np. Czechy wzrost cen importu będzie miał większy wpływ na inflację niż to może mieć miejsce w Stanach Zjednoczonych. Impuls inflacyjny w USA nie będzie więc bardzo znaczący, ale na tyle znaczący, że dla Fedu będzie kolejnym sygnałem, żeby nie spieszyć się z obniżkami stóp procentowych. Donald Trump podjął pewne ryzyko, polegające na skoncentrowaniu wszystkich niekorzystnych dla firm I konsumentów działań w pierwszym roku swojej kadencji, aby od 2026 r. zacząć wprowadzać obniżki podatków i zwiększać wydatki federalne w wybranych obszarach. To jest jego gra, pytanie, czy uda mu się znacząco nie stracić poparcia do końca tego roku.

A zacznie tracić, gdy zaczną rosnąć ceny w sklepach w USA.

Tak. I jeśli okaże się, że jego decyzje nie mają przełożenia na zwiększenie produkcji w kraju i na nowe inwestycje, czyli na wzrost liczby miejsc pracy.

Lawrence Summers, były sekretarz skarbu Stanów Zjednoczonych, po ogłoszeniu przez Donalda Trumpa nowych ceł, stwierdził, że to będzie szok na miarę naftowego z lat 70. ubiegłego wieku.

Poczekajmy z takimi ocenami. Myślę, że teraz czekają nas negocjacje, które wprowadzą świat w jakąś nową równowagę. Zapewne z wyższymi cłami, bo Donald Trump nie odpuści, ale prawdopodobnie z rozwiązaniami, które będą łagodniejsze dla wzrostu gospodarczego. Oczywiście, wydarzyło się coś niedobrego, coś co ma negatywny wpływ na perspektywę sytuacji gospodarczej, ale z drugiej strony wydarzyło się coś pobudzającego nas wszystkich do jakiejś odpowiedzi. Na przykład w postaci większych inwestycji, wyższej produktywności i zwiększenia konkurencyjności.

Wojna celna Trumpa
Spirala ceł, chaos, wstrzymanie decyzji. Inwestycje będą podążać za niskim cłem
Materiał Partnera
Zasadność ekonomiczna i techniczna inwestycji samorządów w OZE
Wojna celna Trumpa
Największa przecena na Wall Street od czerwca 2020 roku
Wojna celna Trumpa
Donald Trump wywołał trzęsienie ziemi na giełdach
Wojna celna Trumpa
Witold Orłowski: Trump słucha robotników z Detroit, nie laureatów Nobla z ekonomii
Wojna celna Trumpa
Złoto pobiło rekord – i udało się na spoczynek