Dokładając do tego nowe stawki, będzie zapewne jeszcze mniejsze?
Myślę, że to będzie dodatkowych kilka dziesiątych punktu procentowego. Ale zastrzegam – to wymaga powtórzenia naszych obliczeń, mówimy bowiem o skomplikowanym mechanizmie powiązań w handlu światowym wpływającym na gospodarki poszczególnych krajów. Tym bardziej że życie nie znosi próżni. Gospodarki, które zostały dotknięte cłami, będą próbowały się ratować. Mogą to robić, rozwijając na przykład wymianę handlową między sobą i myślę, że to będzie miało miejsce. Biorąc to pod uwagę, kraje Unii Europejskiej są w dość komfortowej sytuacji, bo my handlujemy przede wszystkim ze sobą, mamy swobodę wymiany handlowej. Po drugie, kraje dotknięte cłami będą zapewne starały się również oddziaływać na popyt poprzez programy pobudzania popytu. Tak najprawdopodobniej będzie w Chinach, bo tam skala wzrostu ceł jest znacząca, ale i Unia Europejska może tutaj coś zrobić.
Jak wobec tego możemy przeciwstawić się Trumpowi w rozpętanej przez niego wojnie celnej?
Po pierwsze – i uważam, że jest to bardzo ważne z punktu widzenia sytuacji gospodarczej w Polsce – decyzja Trumpa powinna być impulsem do dyskusji na temat wydłużenia okresu realizacji programu KPO. W Polsce istnieje bowiem ryzyko, że nie wydamy wszystkich środków, a jednocześnie będzie znaczące spiętrzenie wydatków w branży budowlanej. Można potraktować to, co się wydarzyło, jako mocny argument na rzecz tego, żeby wydłużyć okres wykorzystania europejskich funduszy. Po drugie, mieliśmy dyskusję na temat zwiększania wydatków na zbrojenia w Unii Europejskiej. Ona ostatecznie skończyła się mniej więcej takim oto wnioskiem: przede wszystkim zwiększajcie te wydatki sami i możecie zwiększać deficyt, jeśli macie taką przestrzeń. Przecież 150 mld euro na zbrojenia w skali całej UE, to jest mniej niż 1 proc. unijnego PKB. Wróćmy więc do dyskusji, czy może jednak nie należy uwspólnotowić tego długu w większym zakresie i pożyczyć więcej. To też byłby impuls popytowy na te trudniejsze czasy. Jest jeszcze trzecie rozwiązanie w obecnej sytuacji – poczekajmy aż opadnie kurz. Donald Trump lubi negocjować, on traktuje swoje decyzje jako punkt wyjścia do rozmów z wieloma krajami. Moim zdaniem teraz właśnie zaczną się negocjacje. Oczywiście wszystkie kraje dotknięte wysokimi cłami będą rozważały działania odwetowe, ale równocześnie będą chciały rozmawiać z Trumpem. I już za tydzień możemy być w innej sytuacji. Podsumowując, myślę, że powodów do paniki na razie nie ma i perspektywy wzrostu gospodarczego się nie pogorszyły.
Polska gospodarka nie odczuje decyzji Trumpa?
W naszym przypadku ja tylko zyskałem dodatkowy argument na rzecz tego, aby nie podnosić prognozy wzrostu na ten rok, która wynosi 3,5 proc.
A jakie jest ryzyko, że obniżycie prognozę wzrostu PKB Polski?
Teraz to ryzyko jest trochę większe, ale pamiętajmy, że jest bilansowane przez pakiet fiskalny, który przyjęły Niemcy i który będzie oddziaływać na zwiększenie aktywności gospodarczej w Niemczech, a pośrednio na aktywność gospodarczą w Polsce w czwartym kwartale tego roku i w 2026 r. Jeśli jednak Unia Europejska nie porozumiałaby się z USA w sprawie złagodzenia ceł, to ryzyko rewizji wzrostu PKB w dół się zwiększa. Gdybym teraz miał zmieniać tę prognozę, to raczej bym ją obniżył, niż podniósł.
Obniżył do jakiego poziomu?
Polska gospodarka rozwijałaby się w tempie zbliżonym do 3 proc., a nie na poziomie 3,5 proc. Ważne, ten wcale niealarmistyczny scenariusz, mógłby się zrealizować przy założeniu, że rzeczywiście lista ceł Donalda Trumpa, by obowiązywała, a wszystkie kraje nimi dotknięte wprowadziłyby reperkusje.