Jak się panu podobało wystąpienie prezydenta Trumpa, na którym ogłosił on nałożenie, jak to nazwał, ceł odwetowych na większą część świata?
To było bardzo dziwne wystąpienie. Bardziej przypominało rozmowę dwóch panów w barze niż wystąpienie polityka. Tak wyglądałaby zapewne rozmowa robotników, którzy stracili pracę, bo ich fabryka została gdzieś przeniesiona. Był słowotok o tym, jak to świat oszukiwał dotąd Amerykę, ale teraz to się skończy. Nie było w tym natomiast żadnej jasnej myśli ekonomicznej. Nie było spójnego wyjaśnienia, do czego ma to doprowadzić, jakie będą korzyści. Prezydent Trump nie powiedział też nic o kosztach, jakie przyniosą Amerykanom jego działania.
Czytaj więcej
Prezydent Donald Trump ogłosił w Ogrodzie Różanym Białego Domu nowy pakiet ceł odwetowych wymierzonych przeciwko wszystkim partnerom handlowym Stanów Zjednoczonych. "To co oni robią nam, my zrobimy im" - powiedział Trump przed podpisaniem dokumentu.
Te koszty będą?
Oczywiście. Kilkunastu amerykańskich laureatów nagrody Nobla z ekonomii napisało do prezydenta Trumpa list, w którym tłumaczyli, jakie będą konsekwencje jego działań, ale najwyraźniej bardziej ceni on sobie głos pracowników fabryk z Detroit.
Trump liczy na to, że dzięki cłom ograniczy amerykański deficyt handlowy. To się uda?
Właściwie nie wiadomo. Amerykański prezydent mówi z jednej strony, że cła ograniczą eksport do Stanów, bo zagraniczne firmy przeniosą tam swoją produkcję, z drugiej zapowiada jednak napływ nowych setek miliardów dolarów z ceł nałożonych na eksport do USA. Twierdzi wręcz, że być może w Stanach nie będą potrzebne podatki, bo za amerykańskich obywateli zapłaci je zagranica. To niespójne, bo albo import się wstrzymuje i zastępuje krajową produkcją, albo ten import nadal ma być tylko ma przynosić jak najwięcej pieniędzy. Tu mamy obie te rzeczy.
Oczywiście ręce i nogi ma twierdzenie, że cła zmuszą wiele firm do przeniesienia produkcji do Stanów Zjednoczonych. To w jakiejś mierze nastąpi, myślę na przykład o nowych montowniach samochodów. Ale prezydent Trump trochę oszukuje przy tym swoich wyborców, bo mówi, że wrócą fabryki i miejsca pracy, tymczasem nowe fabryki będą obsługiwane przez roboty, a nie przez ludzi.