„Moi drodzy Amerykanie, to Dzień Wyzwolenia, na który długo czekaliśmy. 2 kwietnia 2025 r. na zawsze zostanie zapamiętany jako dzień odrodzenia się amerykańskiego przemysłu, dzień odzyskania przeznaczenia Ameryki i dzień, w którym zaczęliśmy ponownie czynić Amerykę bogatą i bogatą, dobrą i zamożną. Przez dziesięciolecia nasz kraj był rabowany, plądrowany, gwałcony i plądrowany przez narody bliskie i dalekie, zarówno przyjaciół, jak i wrogów” – powiedział Donald Trump. Stwierdził, że podjęte przez niego decyzje przyczynią się do odbudowy bazy przemysłowej kraju, większego otwarcia rynków zagranicznych oraz do większej konkurencji na rynku krajowym, która ostatecznie będzie prowadziła do niższych cen.
Czytaj więcej
Na dzień przed rozpoczęciem nowej rundy w wojnie handlowej inwestorzy wciąż nie bardzo wiedzieli, na co się przygotować. Czarnym scenariuszom mówiącym o wielkich kosztach podwyżek ceł towarzyszyły nadzieje, że działania Waszyngtonu okażą się łagodniejsze.
Prezydent USA zapowiedział, że jego administracja obliczyła, jakie bariery handlowe poszczególne kraje stosują wobec towarów z USA. Cła nałożone w odpowiedzi przez USA mają być „mniej więcej o połowę mniejsze”. - Będziemy dla nich mili – zapowiedział Trump.
Cła na produkty z Chin mają wynieść 34 proc., na import z Japonii 24 proc., a na dobra z Unii Europejskiej 20 proc. Trump przedstawiając nowe cła trzymał w ręku dużą tablicę ze szczegółową ich rozpiską. Wyczytywał z niej poszczególne przykłady. Wietnam ma zostać obłożony cłami opiewającymi aż na 46 proc., Kambodża na 49 proc., Tajwan na 32 proc., RPA na 30 proc., Indie na 26 proc., Korea Południowa na 25 proc., Tajlandia na 36 proc., Indonezja na 31 proc., Szwajcaria na 31 proc., ale Wielka Brytania tylko na 10 proc. Wśród krajów objętych mechanizmem ceł wzajemnych nie wymieniono Kanady i Meksyku.