– Takie proste wyliczenie wskazuje, że podwyżka amerykańskich ceł o 10 proc. miałaby dla Polski stosunkowo niewielkie znaczenie, odejmując od tempa wzrostu gospodarczego około 0,2 pkt proc. Czyli: zabolałoby trochę, ale nie mocno – wylicza prof. Beata Javorcik, główna ekonomistka Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju.
do takiego poziomu dochodzą pesymistyczne szacunki bezpośredniego wpływu 25-proc. ceł Trumpa na wzrost strefy euro.
W podobnym tonie wypowiada się dr Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska. – Żeby cła wprowadzone przez Trumpa na towary z UE miały istotny wpływ na wzrost gospodarczy w Polsce, musiałyby być bardzo wysokie – wyjaśnia. Z przeprowadzonej przez jego zespół symulacji wynika, że pośredni wpływ spadku całego eksportu UE do USA o 10 proc. na produkcję poszczególnych branż w Polsce byłby „niemal do pominięcia”, wynosząc niespełna 0,1 proc. Najmocniej przy takim założeniu ucierpiałaby produkcja metali (spadek o blisko 0,25 proc.), w dalszej kolejności (spadek o kilkanaście setnych procent) produkcja wyrobów z gumy i tworzyw sztucznych, produktów chemicznych, pojazdów (w tym w przemyśle lotniczym) i wyrobów elektrycznych. – USA są odbiorcą tylko 3 proc. polskiego eksportu, nasz eksport do Stanów stanowi tylko 1,5 proc. PKB, więc bezpośredni wpływ wprowadzenia ceł na polski eksport i PKB byłby nieznaczny – dodaje Borowski. Większa skala ceł mogłaby oznaczać oczywiście dotkliwsze konsekwencje. To ważne nie tylko dla Polski, ale też dla całej UE i strefy euro, której potencjał do wzrostu gospodarczego w najbliższych latach jest wyraźnie niższy (marcowa projekcja Europejskiego Banku Centralnego zakłada wzrost PKB w strefie euro kolejno o 0,9 i 1,2 proc. w latach 2025–2026). – Pojawiające się szacunki bezpośredniego wpływu na wzrost gospodarczy strefy euro 25-proc. ceł na cały import towarów ze strefy euro do USA oscylują wokół 0,2–0,5 proc. w perspektywie krótkoterminowej – zauważa Kamil Pastor, ekonomista PKO Banku Polskiego. Mówiąc o Polsce, nie wolno zapominać, że USA odgrywają większe znaczenie dla polskiego sektora usługowego, eksport do Stanów w 2023 r. stanowił tu już blisko 10 proc. całości. Kamil Pastor zwraca więc uwagę na potencjalne skutki nałożenia ceł na eksport usług z Polski, w tym w szczególności usług IT, usług wspólnych czy na sektor badawczo-rozwojowy. Z próbami dokładnych oszacowań wpływu wojen celnych na PKB wiąże się kilka wyzwań. Po pierwsze, niepewność co do ich kształtu, poziomu, zasięgu (branżowe czy „en bloc”), generalnie rozwoju sytuacji (skala odwetów), a także reakcji walut na te wszystkie wydarzenia. Drugie wyzwanie prognostyczne to to, czy w obecnych, bardzo wahliwych okolicznościach możliwe jest wyodrębnienie tylko efektu wojen celnych na perspektywy wzrostu gospodarczego.
Czytaj więcej
Na dzień przed rozpoczęciem nowej rundy w wojnie handlowej inwestorzy wciąż nie bardzo wiedzieli, na co się przygotować. Czarnym scenariuszom mówiącym o wielkich kosztach podwyżek ceł towarzyszyły nadzieje, że działania Waszyngtonu okażą się łagodniejsze.
– We wszystkich szacunkach mamy z tyłu głowy myśl, że gdyby nie Stany Zjednoczone – żonglerka rozporządzeniami Trumpa, komunikacja ws. bezpieczeństwa w Europie itd. – to nie byłoby całego europejskiego pakietu stymulacyjnego – zauważa Grzegorz Ogonek z Santander Banku. Cła będą oddziaływały w kierunku niższego wzrostu gospodarczego, niemniej są tylko jednym – acz ważnym – elementem globalnej układanki. Ze względu na niepewność co do kształtu ceł, ich efekt nie został uwzględniony w marcowej projekcji NBP. Niemniej bank wskazywał na wyraźnie silniejszą ekspozycję na handel z USA i Chinami m.in. Niemiec, Luksemburga, Holandii czy Belgii niż przede wszystkim Portugalii, Hiszpanii czy Grecji. Zauważał, że wojna celna zwiększa prawdopodobieństwo dalszej dywergencji, czyli silniejszego wzrostu gospodarczego krajów południa Europy niż północy.