Trudy Omnibusa

Powoli zaczyna opadać euforia związana z publikacją projektów Omnibusa i zaczynają się wyłaniać ostre krawędzie odłamków zburzonej architektury raportowania czynników ESG.

Publikacja: 03.04.2025 06:00

dr Mirosław Kachniewski prezes zarządu, Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych

dr Mirosław Kachniewski prezes zarządu, Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych

Foto: materiały prasowe

Niestety, choć wcześniejszy gmach bardzo mnie raził wieloma błędnymi decyzjami na etapie planowania i realizacji, wynikającymi głównie z bardzo pilnego trybu budowy, obecnie odsłaniane gruzy niekoniecznie są tak korzystne dla spółek, jak to wynika z oficjalnych komunikatów.

Najwięcej szkody zmiany te przyniosą dużym emitentom zatrudniającym ponad 1000 pracowników, głównie wskutek pogorszenia ich sytuacji konkurencyjnej, w tym w szczególności względem podmiotów spoza UE. Dla mniejszych spółek raportujących dotychczas zgodnie z dyrektywą NFRD i publikujących właśnie swoje pierwsze raporty zgodne z ESRS zmiany będą raczej neutralne (z jednej strony duża niepewność rozwoju sytuacji, ale z drugiej – bardzo prawdopodobne ograniczenie zakresu raportowania). O tych grupach spółek pisałem 13 marca na łamach „Parkietu”, więc nie ma potrzeby rozwijać wątków ponownie.

Warto jednak wyjaśnić, jak będzie wyglądać sytuacja spółek mniejszych, które wskazywane są jako najwięksi beneficjenci zmian. To one mają najwięcej skorzystać na odejściu od wymogów raportowania czynników zrównoważonego rozwoju. Chodzi tu przede wszystkim o dwie grupy emitentów: tych, którzy mieli po raz pierwszy raportować zgodnie z ESRS za rok 2025, tj. nie raportują za rok 2024 i przekraczają 2 z 3 kryteriów (250 pracowników, 50 mln euro rocznych przychodów, 25 mln euro aktywów) oraz o spółki giełdowe nieprzekraczające tych kryteriów, które miały raportować po raz pierwszy za rok 2026 na podstawie standardu LSME.

W przypadku tych większych emitentów ulga jest poważna, choć okraszona dużą dozą goryczy. Bo przecież spółka, która miała raportować za rok 2025, powinna była najpóźniej jesienią 2024 przeprowadzić badanie podwójnej istotności (aby wiedzieć, jakie dane zbierać) oraz zatrudnić i przeszkolić ludzi, a także wdrożyć odpowiednie procedury i systemy IT (aby móc te dane zbierać). Część spółek poważnie potraktowała unijnego ustawodawcę i poniosła w związku z tym duże koszty finansowe i organizacyjne. Wprawdzie w dłuższym okresie powinny się cieszyć, że w przyszłości te koszty będą niższe, ale w bieżącej perspektywie znalazły się w dość trudnej sytuacji.

I nie chodzi tu tylko o problemy natury emocjonalnej – że nie trzeba było się spieszyć, że znowu lepiej mają ci, którzy zostawiają wszystko na ostatnią chwilę. To ma także bardzo wymierny wpływ na konkurencyjność względem tych, którzy regulacjami się nie przejmują oraz na przyszłe podejście do realizacji wymogów związanych z raportowaniem czynników zrównoważonego rozwoju. Bo drugi raz nie da się z zespołu wykrzesać takiego poziomu entuzjazmu i zaangażowania. Dlatego te spółki stoją wobec bardzo poważnego dylematu: kontynuować rozpoczęte projekty pomimo prawdopodobnego zniesienia wymogów, czy odpuścić.

Druga grupa to mniejsze spółki giełdowe, które miały raportować zgodnie z bardzo wymagającym i skomplikowanym standardem LSME począwszy od raportów za rok 2026. Pisałem o tym wielokrotnie, a w tekście z  18 kwietnia 2024 r. wróżyłem olbrzymie problemy dla 123 spółek notowanych na GPW. Niniejszym z dużą przyjemnością chciałbym napisać, że nie miałem racji, że walka, która wyglądała na totalnie przegraną, prawdopodobnie okaże się jednak wygraną, że mali emitenci nie będą zmuszeni do raportowania zgodnie z LSME.

I tu przechodzimy do sedna, czyli do wymogów obu przywołanych powyżej grup spółek, które – zgodnie z powszechnie odbieranym przekazem – nie będą zobowiązane do raportowania czynników zrównoważonego rozwoju. Jeśli będą chciały, to zaraportują zgodnie ze standardem VSME – bardzo przyjaznym dokumentem zawierającym tylko najistotniejsze wymogi. A jeśli nie będą chciały, to nie zaraportują.

Niestety, sytuacja jest bardziej skomplikowana, gdyż widzę przynajmniej dwie grupy odbiorców, które będą wymuszać raportowanie. Pierwsza z nich to instytucje finansowe, które potrzebują danych ESG do raportowania zgodnie z rozporządzeniem SFDR, choć ono także ma ulec pewnemu uproszczeniu. Druga – to duże spółki (powyżej 1000 pracowników), które raportować będą zgodnie z ESRS i potrzebować będą do tego danych z łańcucha wartości.

Jak z powyższego wynika, w przypadku mniejszych emitentów standard VSME będzie jednak quasi-obowiązkowy, gdyż prościej będzie opracować taki raport, niż odpowiadać na wiele zapytań, zwłaszcza mając na względzie problem równego dostępu do informacji. Dlatego najbliższe miesiące poświęcimy na szczegółowe omówienie konstrukcji tego standardu i poszczególnych wymogów ujawnieniowych.

Problem jednak w tym, że ponownie unijny ustawodawca zmusza nas do pracy przy projektach regulacji – nie tylko w odniesieniu do całości architektury raportowania (przecież dyrektywy Omnibus nie są jeszcze uchwalone), ale też w odniesieniu do samego standardu VSME (choć ma być on najbardziej powszechnym standardem, to wciąż nie znamy ani finalnej wersji, ani nawet szczegółowego harmonogramu dalszych prac). Śledzenie tego procesu z perspektywy kibica może być nawet ciekawe i pełne emocji, ale nie zazdroszczę spółkom, które muszą podejmować poważne decyzje przy tak niepoważnym otoczeniu regulacjami.

Felietony
Giełda marzeń
Materiał Partnera
Zasadność ekonomiczna i techniczna inwestycji samorządów w OZE
Felietony
Wpływ stanowiska nadzoru na usługi copy tradingu
Felietony
Życie szkodzi
Felietony
Dlaczego Hamlet nie byłby dobrym przedsiębiorcą
Felietony
Ryzyka prawnika
Felietony
Raportowanie zrównoważonego rozwoju po japońsku