Niestety, choć wcześniejszy gmach bardzo mnie raził wieloma błędnymi decyzjami na etapie planowania i realizacji, wynikającymi głównie z bardzo pilnego trybu budowy, obecnie odsłaniane gruzy niekoniecznie są tak korzystne dla spółek, jak to wynika z oficjalnych komunikatów.
Najwięcej szkody zmiany te przyniosą dużym emitentom zatrudniającym ponad 1000 pracowników, głównie wskutek pogorszenia ich sytuacji konkurencyjnej, w tym w szczególności względem podmiotów spoza UE. Dla mniejszych spółek raportujących dotychczas zgodnie z dyrektywą NFRD i publikujących właśnie swoje pierwsze raporty zgodne z ESRS zmiany będą raczej neutralne (z jednej strony duża niepewność rozwoju sytuacji, ale z drugiej – bardzo prawdopodobne ograniczenie zakresu raportowania). O tych grupach spółek pisałem 13 marca na łamach „Parkietu”, więc nie ma potrzeby rozwijać wątków ponownie.
Warto jednak wyjaśnić, jak będzie wyglądać sytuacja spółek mniejszych, które wskazywane są jako najwięksi beneficjenci zmian. To one mają najwięcej skorzystać na odejściu od wymogów raportowania czynników zrównoważonego rozwoju. Chodzi tu przede wszystkim o dwie grupy emitentów: tych, którzy mieli po raz pierwszy raportować zgodnie z ESRS za rok 2025, tj. nie raportują za rok 2024 i przekraczają 2 z 3 kryteriów (250 pracowników, 50 mln euro rocznych przychodów, 25 mln euro aktywów) oraz o spółki giełdowe nieprzekraczające tych kryteriów, które miały raportować po raz pierwszy za rok 2026 na podstawie standardu LSME.
W przypadku tych większych emitentów ulga jest poważna, choć okraszona dużą dozą goryczy. Bo przecież spółka, która miała raportować za rok 2025, powinna była najpóźniej jesienią 2024 przeprowadzić badanie podwójnej istotności (aby wiedzieć, jakie dane zbierać) oraz zatrudnić i przeszkolić ludzi, a także wdrożyć odpowiednie procedury i systemy IT (aby móc te dane zbierać). Część spółek poważnie potraktowała unijnego ustawodawcę i poniosła w związku z tym duże koszty finansowe i organizacyjne. Wprawdzie w dłuższym okresie powinny się cieszyć, że w przyszłości te koszty będą niższe, ale w bieżącej perspektywie znalazły się w dość trudnej sytuacji.
I nie chodzi tu tylko o problemy natury emocjonalnej – że nie trzeba było się spieszyć, że znowu lepiej mają ci, którzy zostawiają wszystko na ostatnią chwilę. To ma także bardzo wymierny wpływ na konkurencyjność względem tych, którzy regulacjami się nie przejmują oraz na przyszłe podejście do realizacji wymogów związanych z raportowaniem czynników zrównoważonego rozwoju. Bo drugi raz nie da się z zespołu wykrzesać takiego poziomu entuzjazmu i zaangażowania. Dlatego te spółki stoją wobec bardzo poważnego dylematu: kontynuować rozpoczęte projekty pomimo prawdopodobnego zniesienia wymogów, czy odpuścić.