– Choć ostatnie dwa tygodnie przyniosły korektę na warszawskiej giełdzie, to jednak WIG20 pozostał powyżej przełamanego wcześniej, krótkoterminowego oporu na poziomie lokalnego maksimum z drugiej połowy lutego – komentuje Przemysław Samoliński z BM PKO BP. Jego zdaniem dopiero zejście poniżej niego potwierdziłoby silniejszy ruch w dół na kolejnych sesjach. – Do tego czasu nadal mogą powrócić wzrosty. Sygnałów trwałego odwrócenia trendu jak na razie brak również na indeksach średnich i małych spółek – zauważa. Zdaniem Smolińskiego niewiadomą pozostaje jednak rynek amerykański, który w przypadku kontynuacji spadków, może mieć negatywny wpływ na naszą giełdę.

Foto: Parkiet

Inwestorzy wyczekiwali na środowe wystąpienie amerykańskiego prezydenta w sprawie ceł, które może zdecydować o nastrojach na rynkach w krótkim i średnim terminie. Trump ogłosić ma wreszcie, jakie cła USA nałożą na partnerów handlowych – ci z kolei prawdopodobnie nie pozostaną dłużni.

Czytaj więcej

Nie pozostaje nic innego, jak dołączyć do trendu

Problemem WIG20 jest przebicie 2790–2811 pkt. – Wykreowany przez podaż ruch kontrujący dotarł jednak do ciekawie prezentującej się zapory popytowej Fibo: 2678–2689 pkt. Warto zaznaczyć, że wymieniony klaster został utworzony również na bazie klasycznego podejścia (zasada zmiany biegunów). Jak wynika z grafiki, popyt zareagował w tym rejonie, co należy interpretować pozytywnie – mówi Paweł Danielewicz z BM Santandera. Według analityka to, co mogłoby natomiast zaniepokoić, wiązałoby się z przełamaniem wymienionej zapory popytowej wraz z przebiegającą w pobliżu dolną linią średnioterminowego kanału wzrostowego. – Taki splot niekorzystnych dla byków wskazań technicznych przemawiałby raczej za możliwością rozwinięcia się kolejnej podfali spadkowej – twierdzi. paan