Spirala ceł, chaos, wstrzymanie decyzji. Inwestycje będą podążać za niskim cłem

- Cło będzie podatkiem, który będzie determinował, gdzie kupujemy, gdzie stawiamy fabryki – mówi Marcin Majewski, dyrektor w zespole ds. podatków pośrednich w PwC w rozmowie o największych problemach dla biznesu w nowej wojnie celnej.

Publikacja: 04.04.2025 08:00

Marcin Majewski, dyrektor w zespole ds. podatków pośrednich w PwC

Marcin Majewski, dyrektor w zespole ds. podatków pośrednich w PwC

Foto: pwc.pl

Co jest największym problemem tej wojny handlowej dla biznesu?

Kiedyś badacze dziejów zdecydują, co było bardziej druzgocące, czy wysokość ceł, czy niepewność. Bo wiedzieliśmy od tygodni, że coś ma nastąpić, ale i tak nie wiedzieliśmy, jakiej wysokości będą te cła i których towarów będą dotyczyły. Dlatego osoby, które muszą podejmować w firmach strategiczne decyzje dotyczące biznesu, przyszłości pracowników, produkcji, mają teraz trudne zadanie. Szacunki mówią, że handel z UE dotyczy miliona miejsc pracy w USA. Jeżeli decyzja o cłach wywołała poważną potyczkę i każdy z tych krajów zapowie swoją odpowiedź, a odpowiedź UE prawdopodobnie wejdzie w życie 16 kwietnia, będziemy mieli spiralę wysokich ceł. Problemem jest to, że nie wiemy na dziś, które towary powinny być objęte, którą stawką i dodatkowo - od kiedy. To ogromne utrudnienie dla firm, jak mają funkcjonować, w co inwestować. W wyniku tych ceł zwiększą się koszty, które wcześniej rosły w wyniku inflacji i wyższych cen energii. Jeszcze większym kosztem jest niepewność, firmy od miesięcy nie podejmują decyzji, bo nie wiedzą, jak mają działać. A to znaczy, że nie inwestują, nie rozwijają się.

Czytaj więcej

Witold Orłowski: Trump słucha robotników z Detroit, nie laureatów Nobla z ekonomii

Na czym ta wojna handlowa będzie polegała?

Mówimy o wydarzeniu, która obejmie cały świat. To nie jest kwestia punktowego sporu USA z Chinami czy Europy, wszystkie kraje dostały stawkę 10 proc., wybrane kraje, jak UE dostały 20 proc., więc tak naprawdę wszystkie kraje dostały dodatkowe cła, ale nawet te które dostały 10 proc., jak Australia czy Wielka Brytania, też zapowiedziały podjęcie kroków i jakieś reakcje. A to nie będzie koniec tej spirali, bo administracja Stanów Zjednoczonych zapowiedziała w tym samym akcie, że kraje, które wprowadzą cła ochronne, dostaną kolejne jeszcze wyższe stawki celne. Więc odpowiedź UE może wywołać wzrost stawki z 20 proc. Czy tak się stanie i jak szybko się z tego wycofają, tego nie wiemy.

Czy te ogłoszone w Ogrodzie Różanym cła to są dodatkowe stawki ceł, dodatkowe punkty procentowe, czy już finalne?

To będą dodatkowe punkty procentowe, które należy dodać do już obowiązujących ceł. Sumujemy podstawową stawkę, która w świecie Zachodu zazwyczaj wynosi kilka punktów procentowych dla towarów przemysłowych. Dziś średnie cło między UE i USA wynosi 1-2 proc., one mogą punktowo być wyższe, na przykład dla chemii to 6 proc. Dotychczasowe cła nie były wysokie, dlatego cła nie były częstym tematem rozmów zarządów. Teraz większość towarów będzie miała 20 proc., a stal i aluminium – 25 proc., takie samo cło, 25 proc., dostanie branża motoryzacyjna, której eksport do USA był do tej pory bardzo silny. To też ważne dla Polski, która jest istotnym dostawcą części do tej branży. Takie cła zagrażają całemu modelowi ekonomicznemu i wielu miejscom pracy.

Jest grupa, która nie dostała wyższych stawek – to są farmaceutyki, bo to by uderzało bezpośrednio nawet w zdrowie Amerykanów. Ale czekamy na decyzje, czy wybrane komponenty do produkcji leków będą objęte cłem 20 proc., to by podwyższyło ich ceny. Są tym cłem objęte produkty spożywcze, to podniesie koszty życia Amerykanów, może w niewielkim stopniu, bo jednak żywność produkują raczej lokalnie, ale np. napoje alkoholowe z UE są tam popularne. Wzrośnie koszt budowy samochodów i domów, te cła podniosą koszty życia Amerykanów, ale też niestety atrakcyjność eksportu towarów do USA spadnie. Istnieje ryzyko, że wyślemy tam mniej towarów, bo Amerykanie mniej chętnie będą kupowali droższe towary. Poza farmaceutykami towary nieobjęte wysokimi daninami to też półprzewodniki, miedź, wybrane produkty drzewne, oraz energia i wybrane minerały, głównie ziem rzadkich. Na pewno Amerykanie odczują wzrost cen a Unia spadek eksportu.

Czytaj więcej

Jak doradcy Trumpa wyliczyli cła odwetowe?

Jak ta sytuacja może się rozwinąć, jak to wpłynie na ceny samochodów czy lekarstw w USA?

Wszystkich martwi możliwa odpowiedź Europy na te cła. I znowu, musimy poczekać. Ursula von der Leyen zapowiedziała, że UE przygotuje odpowiedź. Pytanie czy KE rozważa dodanie jeszcze większej grupy towarów i stawek do już znanej listy, na której są m.in. alkohole i motocykle? Wtedy przywóz samochodów, produktów spożywczych, byłby znacznie droższy. Pytanie co z farmaceutykami. Musimy pamiętać o konsumentach, ale też o miejscach pracy zależnych od surowców i komponentów z USA. To np. lotnictwo, branża kosmiczna, branża elektroniczna, motoryzacyjna. Ponadto każde z państw UE ma trochę inny model handlu z USA, w różny sposób się do tego przyczyniają i różne produkty są nam potrzebne, inaczej z USA handluje Polska, a inaczej Irlandia czy Francja. O ile znikoma produkcja polskiej wódki trafia na rynek amerykański, to już dla francuskich alkoholi Stany Zjednoczone są istotnym rynkiem.

Co powinna zrobić UE, to jest trudna sytuacja, ale czy możemy też jakoś ją wykorzystać?

UE powinna zostać stabilnym partnerem w handlu i tym właśnie odróżnić się od USA. UE powinna wykorzystać tę lukę, którą wytworzą Amerykanie, bo nadejdzie fala odpowiedzi krajów, a być może dojdzie w USA do kolejnej fali podwyżek ceł. Wtedy mamy szanse zagospodarować część rynków eksportowych USA. Ważne, by ta rywalizacja nie przeniosła się na inne rynki, gdy widać, ile ceł UE wprowadza wobec innych towarów, np. chińskich. Możliwe jednak, że handel międzynarodowy będzie spadał, że będziemy bardziej zależni od rynku wewnętrznego, i to jest promyk optymizmu, że wspólnota europejska ma bogaty zróżnicowany rynek wewnętrzny i możemy w nim pokładać spore nadzieje.

Co teraz powinny zrobić firmy? Czy tutaj czekają jakieś pułapki?

Jeśli firmy przespały czas na przygotowania do tego co się teraz dzieje, to teraz muszą przejrzeć wszystkie dane dotyczące obrotu. Czyli: od kogo kupowaliśmy, do kogo sprzedajemy, co jest nam potrzebne, gdzie możemy znaleźć alternatywnych dostawców i odbiorców. Przeanalizować te dane pod kątem nowych kierunków, nie tylko jak widzą alternatywę dla rynku amerykańskiego, ale muszą patrzeć z nową wrażliwością, że Chiny to nie Wietnam, a Wietnam to nie Korea (oczywiście w ogromnym uproszczeniu). Kto to przeoczy, tego firma straci konkurencyjność na rynku. I najgorsze co może się stać, to być nieprofesjonalnym w obrocie celnym. Liczenie pochodzenia towarów jest trudne, większość firm na świecie nieporadnie do tego podchodzi, brakuje im wiedzy. Trzeba znać oczekiwania urzędów celnych, wiedzieć jak to się oblicza, a na koniec udowodnić to w ciągu 30 dni. Każdy produkt z UE musi mieć informację i dowód, że jest z Europy, w innym wypadku Amerykanie mogą zastosować dowolne wysokie stawki., np. takie jakoby były to towary chińskie. Mówimy tu więc o sporych wyzwaniach nie tylko dla motoryzacji. Oczywiście samochody wyprodukowane w Niemczech z polskich komponentów też muszą mieć to policzone, bo jeśli nie udowodnimy, że to wyprodukowaliśmy w Niemczech, to te auta mogą mieć stawkę nie 20 proc., a 34 proc. Trzeba pilnie szukać wiedzy u źródeł, w KE, ministerstwie finansów, KAS, u firm doradczych. To kluczowe, bo błąd popełniony raz w ustawieniu przepływu towarów kumuluje się z każdą przesyłką wraz z czasem. Cło przedawnia się w ciągu 36 miesięcy, wiec źle naliczone dzisiaj cła za towary przedawnią się 3 kwietnia 2028 r., natomiast wzrost cła powoduje wzrost VAT importowego, a ten przedawnia się w ciągu 5 lat.

Jakie zmiany czekają światowy handel i inwestycje w wyniku tego przetasowania ceł?

Mówiliśmy do tej pory o offshoringu, nearshoringu, teraz będzie nowa perspektywa, kraje będą inwestowały w krajach, gdzie jest niższe cło. Cło będzie najważniejszym podatkiem który będzie najbardziej determinował to, gdzie kupujemy, gdzie stawiamy fabryki. Dlatego rola UE jako pokojowego gwaranta spokoju, jest ważna i kluczowa jest spokojna odpowiedź władz unijnych, by partnerzy z całego świata, którzy mają żal do USA, nie postawili teraz nas na tej samej półce. Efektem będzie mniejsza wymiana towarowa na linii transatlantyckiej. Może więc spaść wolumen, ale ponieważ świat nie lubi próżni, zapewne będziemy sprzedawać towary do innych krajów, być może po innych stawkach. Ten kto będzie szybszy, będzie miał lepszą pozycję. UE podpisywała umowy handlowe o wolnym handlu, teraz należy tym bardziej z nich korzystać. Spójrzmy np. na Japonię. To świetny dla nas rynek eksportowy, mamy z Japonią umowę o wolnym handlu, większość towarów ma 0 proc. cła. Ale większość firm nie jest na to gotowa, by prawidłowo naliczać stawki w krajach trzecich.

Wojna celna Trumpa
Nasdaq Composite wszedł oficjalnie w bessę
Materiał Partnera
Zasadność ekonomiczna i techniczna inwestycji samorządów w OZE
Wojna celna Trumpa
Chiny nakładają nowe cła na import z USA. Panika na giełdach się pogłębia
Wojna celna Trumpa
Chiny nakładają cła na cały import z USA. Zdecydowana odpowiedź na cła Trumpa
Wojna celna Trumpa
Największa przecena na Wall Street od czerwca 2020 roku
Wojna celna Trumpa
Donald Trump wywołał trzęsienie ziemi na giełdach
Wojna celna Trumpa
Jakub Borowski: Jesteśmy w stanie obronić się przed ciosem ze strony Donalda Trumpa