Co jest największym problemem tej wojny handlowej dla biznesu?
Kiedyś badacze dziejów zdecydują, co było bardziej druzgocące, czy wysokość ceł, czy niepewność. Bo wiedzieliśmy od tygodni, że coś ma nastąpić, ale i tak nie wiedzieliśmy, jakiej wysokości będą te cła i których towarów będą dotyczyły. Dlatego osoby, które muszą podejmować w firmach strategiczne decyzje dotyczące biznesu, przyszłości pracowników, produkcji, mają teraz trudne zadanie. Szacunki mówią, że handel z UE dotyczy miliona miejsc pracy w USA. Jeżeli decyzja o cłach wywołała poważną potyczkę i każdy z tych krajów zapowie swoją odpowiedź, a odpowiedź UE prawdopodobnie wejdzie w życie 16 kwietnia, będziemy mieli spiralę wysokich ceł. Problemem jest to, że nie wiemy na dziś, które towary powinny być objęte, którą stawką i dodatkowo - od kiedy. To ogromne utrudnienie dla firm, jak mają funkcjonować, w co inwestować. W wyniku tych ceł zwiększą się koszty, które wcześniej rosły w wyniku inflacji i wyższych cen energii. Jeszcze większym kosztem jest niepewność, firmy od miesięcy nie podejmują decyzji, bo nie wiedzą, jak mają działać. A to znaczy, że nie inwestują, nie rozwijają się.
Czytaj więcej
Wydawało się, że po tym jak 90 lat temu wojny handlowe zabiły handel światowy, nikomu nie przyjdzie do głowy, że ich wszczynanie może być dobrą metodą prowadzenia polityki gospodarczej. Najwyraźniej przyszło – mówi ekonomista prof. Witold Orłowski.
Na czym ta wojna handlowa będzie polegała?
Mówimy o wydarzeniu, która obejmie cały świat. To nie jest kwestia punktowego sporu USA z Chinami czy Europy, wszystkie kraje dostały stawkę 10 proc., wybrane kraje, jak UE dostały 20 proc., więc tak naprawdę wszystkie kraje dostały dodatkowe cła, ale nawet te które dostały 10 proc., jak Australia czy Wielka Brytania, też zapowiedziały podjęcie kroków i jakieś reakcje. A to nie będzie koniec tej spirali, bo administracja Stanów Zjednoczonych zapowiedziała w tym samym akcie, że kraje, które wprowadzą cła ochronne, dostaną kolejne jeszcze wyższe stawki celne. Więc odpowiedź UE może wywołać wzrost stawki z 20 proc. Czy tak się stanie i jak szybko się z tego wycofają, tego nie wiemy.
Czy te ogłoszone w Ogrodzie Różanym cła to są dodatkowe stawki ceł, dodatkowe punkty procentowe, czy już finalne?
To będą dodatkowe punkty procentowe, które należy dodać do już obowiązujących ceł. Sumujemy podstawową stawkę, która w świecie Zachodu zazwyczaj wynosi kilka punktów procentowych dla towarów przemysłowych. Dziś średnie cło między UE i USA wynosi 1-2 proc., one mogą punktowo być wyższe, na przykład dla chemii to 6 proc. Dotychczasowe cła nie były wysokie, dlatego cła nie były częstym tematem rozmów zarządów. Teraz większość towarów będzie miała 20 proc., a stal i aluminium – 25 proc., takie samo cło, 25 proc., dostanie branża motoryzacyjna, której eksport do USA był do tej pory bardzo silny. To też ważne dla Polski, która jest istotnym dostawcą części do tej branży. Takie cła zagrażają całemu modelowi ekonomicznemu i wielu miejscom pracy.
Jest grupa, która nie dostała wyższych stawek – to są farmaceutyki, bo to by uderzało bezpośrednio nawet w zdrowie Amerykanów. Ale czekamy na decyzje, czy wybrane komponenty do produkcji leków będą objęte cłem 20 proc., to by podwyższyło ich ceny. Są tym cłem objęte produkty spożywcze, to podniesie koszty życia Amerykanów, może w niewielkim stopniu, bo jednak żywność produkują raczej lokalnie, ale np. napoje alkoholowe z UE są tam popularne. Wzrośnie koszt budowy samochodów i domów, te cła podniosą koszty życia Amerykanów, ale też niestety atrakcyjność eksportu towarów do USA spadnie. Istnieje ryzyko, że wyślemy tam mniej towarów, bo Amerykanie mniej chętnie będą kupowali droższe towary. Poza farmaceutykami towary nieobjęte wysokimi daninami to też półprzewodniki, miedź, wybrane produkty drzewne, oraz energia i wybrane minerały, głównie ziem rzadkich. Na pewno Amerykanie odczują wzrost cen a Unia spadek eksportu.