Ostania słabość amerykańskiego rynku akcji sprawiła, że niektóre z tych banków, które na początku roku stawiały na dwucyfrowy wzrost, zaczęły wycofywać się z ambitnych projekcji. Proces ten zainicjował Goldman Sachs, a w ostatnich dniach dołączył do tego grona również Barclays. Inwestorzy nie lubią niepewności i nieprzewidywalności. Tymczasem jest to nieodłączny element polityki prowadzonej przez nową administrację w Białym Domu. Pytanie, które dziś zapewne zadaje sobie większość obserwatorów rynku, dotyczy tego, czy polityka może zakończyć hossę?

Cofnijmy się do 2018 r., czyli pierwszego epizodu napięć handlowych zainicjowanych przez Trumpa. Faktem jest to, że decyzje Białego Domu związane z wojną handlową wywoływały wówczas nerwowe reakcje S&P 500, jednak ostatecznie nie wybiły go z długoterminowego trendu wzrostowego. Czy tym razem może być inaczej? Administracja Białego Domu twardo stoi przy swojej koncepcji reformy polityki handlowej, a sekretarz skarbu Scott Bessent, który określany jest mianem „człowieka z rynku”, miesiąc temu stwierdził, że „Main Street jest ważniejsza niż Wall Street”.

Czy to oznacza, że tym razem nie zadziała opcja „Trump put”? Należy zwrócić uwagę, że indeks S&P 500 zaliczył długo wyczekiwaną i uzasadnioną korektę, tracąc od szczytu około 10 proc. Można zatem uznać, że Biały Dom nie widzi w tym jeszcze niepokojących sygnałów. Trudno jednak zakładać, by taki stan rzeczy utrzymywał się, gdyby spadek został pogłębiony o kolejnych 10 proc. Biorąc pod uwagę wyjątkowo wysoki udział akcji w aktywach amerykańskich gospodarstw domowych, czynnik ten musi być uwzględniany przez każdą administrację w Białym Domu. Cykl wyborczy jest nieubłagany – w przyszłym roku w USA odbędą się wybory do Izby Reprezentantów oraz częściowe wybory do Senatu. Jeżeli republikanie liczą na utrzymanie większości w obu izbach, zapewne są świadomi tego, że w otoczeniu spowolnienia gospodarczego i bessy na rynku akcji będzie to niemożliwe.

Warto zauważyć, że hossy historycznie kończyły się wtedy, gdy na rynku panowała chciwość oraz brak awersji do ryzyka, czego nie można powiedzieć w kontekście obecnej sytuacji. Popularny sondaż AAII mierzący nastroje wśród amerykańskich inwestorów indywidualnych sugeruje sporą przewagę niedźwiedzi. Inny popularny wskaźnik Fear & Greed publikowany przez CNN pokazuje z kolei, że na rynku panuje ekstremalny strach. Trzeba przyznać, że z kontriańskiego punktu widzenia nie są to warunki optymalne do zakończenia hossy na Wall Street.