Trzeba się liczyć z rosnącą pokusą realizacji zysków

Po okresie dynamicznej zwyżki w marcu i kwietniu nad rynkiem zawisło widmo przebicia poziomów wsparcia. Za wcześnie jest jednak, by mówić o negatywnym przełomie

Publikacja: 23.05.2009 01:08

Trzeba się liczyć z rosnącą pokusą realizacji zysków

Foto: GG Parkiet

Po silnej zwyżce notowań w marcu i kwietniu, maj przynosi na razie stabilizację kursów akcji na warszawskiej giełdzie. Rynek spokojnie zareagował nawet na publikację najnowszych wyników kwartalnych spółek. Chociaż w perspektywie kilkunastu miesięcy wciąż można oczekiwać – na podstawie zależności makroekonomicznych – kontynuacji pozytywnej tendencji, to na krótką metę pojawiły się trudności z zapewnieniem paliwa dla dalszego dynamicznego ruchu w górę. Trzeba liczyć się z rosnącą na rynku pokusą do realizacji zysków (od lutowego dołka WIG podskoczył o ponad 40 proc.).

Majowa stabilizacja to prawdopodobnie przysłowiowa cisza przed burzą. Zazwyczaj po podobnych okresach niewielkiej zmienności przychodzi czas na dynamiczne zmiany kursów. Już na najbliższych sesjach szybkie reagowanie na wydarzenia na rynku może się opłacić. Ewentualne przebicie przez WIG bliskiej strefy wsparcia byłoby sygnałem do realizacji średnioterminowych zysków i mogłoby w szybkim tempie sprowadzić indeks do poziomów sprzed ponad miesiąca.

Z drugiej strony, dopóki strefa wsparcia pozostaje nienaruszona, istnieją realne szanse na bardziej pomyślne zakończenie stabilizacji i wybicie zgodne z kierunkiem dotychczasowego trendu wzrostowego.

[srodtytul]Perspektywy długoterminowe – jeszcze 40–50 proc. zysku w ciągu roku?[/srodtytul]

Kwietniowe dane o produkcji przemysłowej (roczny spadek o 12,4 proc.) powszechnie zostały zinterpretowane jako rozczarowujące i stawiające pod znakiem zapytania pozytywny wydźwięk zaskakująco dobrych danych marcowych (spadek jedynie o 1,9 proc.).

Taka pesymistyczna interpretacja danych jest jednak powierzchowna. Po pierwsze, miesięczne dane o produkcji podlegają często ogromnym zaburzeniom i lepiej „wygładzać” je np. za pomocą 3-miesięcznej średniej kroczącej. W takim bardziej dogłębnym ujęciu trudno mówić o rozczarowaniu – wręcz przeciwnie, średnia nadal rośnie (-11,4 proc. w lutym, -10,6 proc. w marcu i -9,6 proc. w kwietniu).

Po drugie, wnioski te potwierdzają dane o produkcji wygładzone sezonowo. Wskazują one, że apogeum tendencji recesyjnych miało miejsce w styczniu (-12,7 proc. rok do roku) i od tego czasu roczny spadek produkcji jest coraz mniejszy (-10,8 proc. w marcu i -8 proc. w kwietniu). W takim ujęciu po raz pierwszy w tym roku roczny spadek produkcji nie był dwucyfrowy.

Tym samym aktualny pozostaje scenariusz stopniowego wychodzenia polskiej gospodarki z opresji, jaki szkicują od kilku miesięcy zwyżkujące wskaźniki takie jak PMI czy wskaźnik wyprzedzający koniunktury OECD.Dla inwestorów odbicie danych o produkcji ma kluczowe znaczenie.

Aby to zobrazować, przyjrzyjmy się danym historycznym. Przeanalizujmy wszystkie przypadki, kiedy uśredniona (za pomocą 3-miesięcznej średniej) roczna dynamika produkcji odbiła się 2 miesiące z rzędu, z poziomu poniżej zera. Dotąd sytuacja taka miała miejsce trzy razy w ostatnich 10 latach – w kwietniu 1999 r., we wrześniu 2001 r. oraz w lipcu 2005 r. Na wykresie widać, w jaki sposób zachowywał się WIG po zanotowaniu takiego odbicia. W każdym przypadku po roku indeks znalazł się wyżej – przeciętnie o 27 proc., a w najlepszym razie nawet o 48 proc.

Co prawda w drugim z wymienionych przypadków zwyżka po roku była mało imponująca (zaledwie 7,4 proc.), ale nie zmienia to faktu, że był to jednocześnie przypadek, w którym potencjał wzrostowy został wypełniony zaskakująco szybko – po czterech miesiącach zwyżka wyniosła prawie 40 proc. (dopiero później kondycja WIG-u znacznie osłabła).

Wnioski płynące z tych historycznych porównań są dwa. Po pierwsze, za każdym razem odbicie produkcji przemysłowej było zapowiedzią powrotu lepszych czasów dla inwestorów w perspektywie kilkunastu miesięcy. Po drugie, ścieżka, jaką podążał WIG w trakcie owych kilkunastu miesięcy, była za każdym razem inna. Nie obyło się bez silnych korekt spadkowych. Pozostawanie poza rynkiem w nadziei na przewidzenie tych korekt groziło jednak „przespaniem” znaczącej części zwyżki.

[srodtytul]Perspektywy średnioterminowe – oby WIG-owi udało się obronić strefę wsparcia 28 647–28 971 pkt[/srodtytul]

Pojawiające się na horyzoncie prawdopodobieństwo odbicia w gospodarce to potencjalnie potężna siła decydująca o cenach akcji. To sprawia, że dla długoterminowych inwestorów ewentualne korekty spadkowe nie będą miały znaczenia, dopóki nie będą im towarzyszyć sygnały osłabienia pozytywnych czynników fundamentalnych.

Inaczej sprawa wygląda z punktu widzenia inwestorów o horyzoncie średnioterminowym (kilkumiesięcznym). Dotychczasowe tempo zwyżki notowań każe im trzymać rękę na pulsie i reagować na ewentualne sygnały przesilenia.W jaki sposób z góry zdefiniować te sygnały? Ogólnie rzecz biorąc, pojawią się one, gdy wydarzy się coś, co w negatywny sposób odróżni sytuację od dotychczasowego przebiegu trendu wzrostowego.

Analizując „anatomię” tego trendu, łatwo zauważyć, że charakteryzuje go określony układ lokalnych dołków i szczytów. Jak widać na wykresie słupkowym, od lutego ani razu nie zdarzyło się, by WIG spadł poniżej poziomu poprzedniego lokalnego dołka (wyznaczającego punkt kulminacyjny poprzedniej korekty zniżkowej). Na wykres nanieśliśmy tzw. ruchomą linię obrony (stop-loss) wyznaczoną w oparciu o lokalne dołki, przy czym przez dołek rozumiemy takie minimum, które oddalone jest od poprzedzającego szczytu przynajmniej o 4 proc. (wszystkie wartości dotyczą poziomów w trakcie sesji, a nie tylko na zamknięciach).

W momencie kiedy ów szczyt zostaje przebity, przesuwamy linię obrony na nowy, wyższy poziom. To odzwierciedlenie strategii zwanej podążaniem za trendem.

W ostatnich dniach WIG znalazł się niebezpiecznie blisko ruchomej linii obrony, której ostatni fragment wyznacza majowy dołek (28 971 pkt według dziennego minimum). Gdyby wsparcie to zostało przebite, byłby to pierwszy negatywny sygnał świadczący o wygasaniu średnioterminowego trendu wzrostowego. Sforsowanie tej bariery byłoby na dodatek równoznaczne z wybiciem w dół z krótkoterminowej majowej konsolidacji.

Ostatnią deską ratunku byłby jeszcze położony niewiele niżej (28 647 pkt) lokalny szczyt z 14 kwietnia. Gdyby i ten bastion upadł, trudno byłoby obronić tezę o tym, że utrzymuje się średnioterminowy trend wzrostowy.

Nie uprzedzajmy jednak faktów. Dopóki WIG utrzymuje się powyżej wsparcia, utrzymanie tendencji zwyżkowej w średnim terminie jest prawdopodobne. Indeks szerokiego rynku wciąż jest blisko ostatniego szczytu (30 759 pkt) i atak na ten poziom mógłby być kwestią paru dni. Wspomniane na początku „trzymanie ręki na pulsie” powinno uwzględniać i taki wariant.

[b]Warto zwrócić uwagę, że od lutego przebicie poprzedniego lokalnego szczytu było dotąd zawsze doskonałą okazją do wejścia na rynek lub do powiększenia pozycji w akcjach.[/b]

Analizy rynkowe
Techniczna spółka dnia. Pod PKO BP zaczyna kruszyć się podłoga
Materiał Partnera
Zasadność ekonomiczna i techniczna inwestycji samorządów w OZE
Analizy rynkowe
Tydzień na rynkach: Cła i wojna psują nastroje
Analizy rynkowe
WIG – (prawie) 100 tys. pkt. I co dalej?
Analizy rynkowe
Świat za bardzo boi się wyższych ceł w USA?
Analizy rynkowe
Wall Street na detoksie, reszta świata na fiskalnym haju
Analizy rynkowe
Tydzień na rynkach: Fed lekko pesymistyczny