Maj przyniósł rynkowi chwilę wytchnienia

Przed rokiem tak niska zmienność notowań w maju była wstępem do kolejnej fali bessy. Czy i tym razem ten scenariusz musi się powtórzyć? Niekoniecznie

Publikacja: 30.05.2009 11:08

Maj przyniósł rynkowi chwilę wytchnienia

Foto: PARKIET

W porównaniu z poprzednimi miesiącami tego roku maj był dla jednych inwestorów okresem wytchnienia i okazją do przemyślenia strategii, a dla innych – okresem nudy. Praktycznie od samego początku maja WIG tkwił w wąskiej konsolidacji, raz zbliżając się do jej górnego ograniczenia (i dając nadzieję na kontynuację rozpoczętego w mijającym miesiącu trendu wzrostowego), innym razem niebezpiecznie ocierając się o dolną granicę, wywołując obawy przed poważnym przesileniem na warszawskiej giełdzie.

[srodtytul]Zmienność symboliczna w porównaniu z październikiem[/srodtytul]

Odległość między najwyższym i najniższym poziomem WIG-u w maju wyniosła zaledwie 6,8 proc. W dobie stabilnej sytuacji w gospodarce i na rynkach (np. w latach 2004–2005) taka niska zmienność nie byłaby niczym zaskakującym, ale w porównaniu do ostatnich kilkunastu miesięcy zawirowań maj był wyjątkowo spokojny. Jeszcze w kwietniu rozpiętość wahań WIG-u przekraczała 22 proc., a w rekordowym październiku 2008 r. (kiedy rynki na świecie zaszokowała eskalacja kryzysu finansowego w USA) wynosiła około 60 proc.! Na tym tle majowe zmiany indeksu były wręcz symboliczne.

Niska zmienność może być interpretowana na różne sposoby. Dla pesymistów jest to zapowiedź przesilenia i mocnego ruchu w dół. Na przykład stabilizacja notowań od lutego do maja 2008 r. była okresem przejściowym między kolejnymi falami bessy. Według takiego porównania, zastój kursów to typowy okres dystrybucji akcji, po którym dojdzie do nieuchronnego załamania.

Argumentacja ta nie znajduje jednak poparcia w danych historycznych wybiegających poza okres ostatniej bessy. Na przykład, bardzo niską zmienność notowano zarówno u progu kilkuletniej hossy w marcu 2003 r., jak i na półmetku pierwszej fali tej hossy w czerwcu 2003 r. W tym drugim przypadku niska zmienność nie tylko nie zapowiadała załamania zwyżki, ale była chwilą wytchnienia przed jeszcze szybszym ruchem w górę, czyli tzw. fazą akumulacji akcji.

[srodtytul]Sprzedaj i uciekaj?[/srodtytul]

Równie wątpliwe jest statystyczne potwierdzenie znanego giełdowego przesądu, który radzi, by w maju sprzedawać akcje i uciekać (sell in May and go away). W ciągu 18 lat historii WIG-u 10 razy zdarzyło się, że kolejny po maju miesiąc przyniósł zwyżkę indeksu.

Nawet jeśli wyodrębnimy tylko te przypadki, kiedy maj zakończył się wzrostem WIG-u, to i tak wśród ośmiu takich przypadków czerwiec cztery razy dał zarobić. Znamienne jest, że inwestorzy decyzji o zawierzeniu giełdowemu przesądowi najbardziej musieli żałować w latach, gdy panowała silna hossa – w 1999, 2003, 2005 i 2007 roku.

Zwolennicy tezy o możliwości powtórki optymistycznego scenariusza z 2003 r. mają w zanadrzu poważniejsze argumenty niż tylko przesądy. Maj przyniósł wysyp danych świadczących o stabilizacji sytuacji w światowej i polskiej gospodarce. Powszechny wzrost wskaźników PMI i nastrojów konsumentów to przełomowe sygnały, które tradycyjnie są mocno skorelowane z rynkami akcji.

[srodtytul]Rosną oczekiwania inwestorów[/srodtytul]

Drożejące surowce, słabnący dolar i pęknięcie bańki na rynku amerykańskich obligacji skarbowych (które na jesieni cieszyły się anormalnie dużym zainteresowaniem z powodu panicznej ucieczki inwestorów od ryzykownych instrumentów) to potwierdzenie, że inwestorzy poważnie obstawiają scenariusz stopniowego wychodzenia światowej gospodarki z recesji. Wszystko wskazuje na to, że obecny kwartał będzie znacznie lepszy od fatalnego I kwartału (który na razie można uznać za apogeum kryzysu).

Przy okazji warto wspomnieć o wyjątkowo mocnej pozycji polskiej gospodarki. Już kilka miesięcy temu stosunkowo dobre odczyty wskaźników PMI i OECD opatrzyłem tezą o tym, że „Polska jest górą” względem krajów zachodnich i całego regionu. Ta teza znajduje potwierdzenie w kolejnych danych. Jak się właśnie okazało, w I kwartale udało się nam, według obliczeń GUS-u, uniknąć recesji, podczas gdy na przykład PKB w USA skurczył się o 2,6 proc. (rok do roku), w strefie euro o 4,6 proc., a w szczególnie dotkniętej kryzysem (ze względu na bardzo duże znaczenie eksportu w gospodarce) Japonii – aż o 9,7 proc.

Wygląda na to, że o obecnej mocnej pozycji Polski na mapie światowej gospodarki decydują dwa czynniki: w miarę stabilny popyt konsumentów oraz niedawne gwałtowne osłabienie złotego, które doprowadziło do zniwelowania deficytu w handlu zagranicznym.

[srodtytul]Cisza przed burzą[/srodtytul]

Kontynuacja odbicia w gospodarce byłaby potężną siłą windującą notowania akcji na nowe maksima. W kontekście poprawiających się perspektyw dla wyników spółek, będące rezultatem kryzysu skrajnie niskie wyceny byłyby nie do utrzymania i musiałyby zostać zweryfikowane w górę. Obecnie nawet mimo ostatniej zwyżki, prawie połowa giełdowych firm wciąż wyceniana jest poniżej wartości księgowej.

Z drugiej strony, majowy zastój notowań może sugerować, że wcześniejsza poprawa nastrojów inwestorów była być może zbyt szybka w stosunku do skali poprawy sytuacji gospodarczej.

W każdym razie wydaje się, że już w czerwcu możemy poznać odpowiedź na pytanie o dalsze losy trendu wzrostowego rozpoczętego w lutym. Majowa stabilizacja to przysłowiowa cisza przed burzą. Tak niska zmienność zazwyczaj jest zapowiedzią silnego ruchu notowań.

[ramka][b]Rozpiętość wahań najmniejsza od roku[/b]

Majowa rozpiętość wahań WIG-u (różnica między maksimum i minimum) wynosząca 6,8 proc. jest bardzo niska w porównaniu z okresem eskalacji kryzysu finansowego. Z drugiej strony, daleka od prawdy byłaby teza, że tak niskiej rozpiętości nigdy wcześniej nie notowano. W całej historii WIG-u nieraz zdarzyła się miesięczna rozpiętość nieprzekraczająca 4 procent.

[b]Niedługo wyjaśnią się losy trendu[/b]

Mimo niewielkiej zmienności nie można powiedzieć, że w maju nic nie zmieniło się w sytuacji technicznej WIG-u. W krótkim horyzoncie czasowym trend wzrostowy przekształcił się w trend boczny. Gdyby doszło do wybicia w dół z tej konsolidacji, pod znakiem zapytania stanąłby też średnioterminowy (trwający od lutego) trend wzrostowy. Kluczowym wsparciem jest poziom około 29 tys. pkt.[/ramka]

Analizy rynkowe
Techniczna spółka dnia. Pod PKO BP zaczyna kruszyć się podłoga
Materiał Partnera
Zasadność ekonomiczna i techniczna inwestycji samorządów w OZE
Analizy rynkowe
Tydzień na rynkach: Cła i wojna psują nastroje
Analizy rynkowe
WIG – (prawie) 100 tys. pkt. I co dalej?
Analizy rynkowe
Świat za bardzo boi się wyższych ceł w USA?
Analizy rynkowe
Wall Street na detoksie, reszta świata na fiskalnym haju
Analizy rynkowe
Tydzień na rynkach: Fed lekko pesymistyczny