GetBack przebojem stara się podbić polski rynek windykacyjny. Tylko w ubiegłym roku na nowe portfele wierzytelności firma wydała 912 mln zł. Na tym jednak nie zamierza poprzestawać. Ten rok ma upłynąć pod znakiem jeszcze większych zakupów, kolejnych emisji obligacji (skierowanych również do inwestorów indywidualnych), a także oferty publicznej akcji. Przy sprzyjających wiatrach niewykluczona jest również dalsza ekspansja zagraniczna.
Potencjał wciąż jest w Polsce
GetBack na koniec 2016 r. miał w zarządzaniu wierzytelności o wartości nominalnej powyżej 19 mld zł. Prezes spółki Konrad Kąkolewski zapewnia, że potencjał do wzrostu jest jeszcze spory.
– Od początku roku nabyliśmy kolejne portfele, w tym wygrany pod koniec 2016 r. portfel wierzytelności bankowych o wartości nominalnej 1 mld zł. Wygrywamy też kolejne przetargi, w tym przetarg na portfel wierzytelności o wartości 0,5 mld zł. Nasz model działania pozwala na dalszy wzrost skali działalności – mówi Kąkolewski.
Podkreśla przy tym, że o podaż nowych pakietów złych długów raczej nie należy się martwić. Tych wciąż na rynku jest bardzo dużo. – Uważamy, że szczególnie w Polsce wciąż jest dużo atrakcyjnych portfeli na sprzedaż. Chcemy kontynuować zarówno inwestycje na tzw. własną książkę, jak również za pośrednictwem dedykowanych funduszy. Chcemy dalej organicznie się rozwijać przede wszystkim w kraju, bo widzimy, że tutaj rynek wciąż się rozwija – podkreśla szef GetBack.
Spółka oprócz tego, że kupuje portfele na własny rachunek, zarządza portfelami wierzytelności (lub ich częścią) 21 dedykowanych funduszy. – Dziś bardziej jesteśmy asset managerem niż windykatorem. Na koniec 2016 r. 79,3 proc. przychodów netto grupy pochodziło z obsługi wierzytelności nabytych przez własne fundusze inwestycyjne zamknięte. 20,7 proc. przychodów grupy pochodziło z obsługi wierzytelności nabytych przez zewnętrzne fundusze inwestycyjne zamknięte – mówi Kąkolewski.