W środę rząd zamierza przedstawić ostateczny projekt ustawy wprowadzającej od 1 stycznia 2019 r. nową formę oszczędzania na emeryturę – pracownicze plany kapitałowe. Zanim ustawa trafi do Sejmu, projekt przejdzie konsultacje społeczne. Niektórzy jednak obawiają się, że na tym etapie może dojść do niekorzystnych zmian przepisów, co w efekcie zniechęci Polaków do PPK – wynika z debaty zorganizowanej na ten temat przez Ipopemę TFI.
Najważniejsze to zaufanie
Zgodnie z założeniami do PPK wszyscy pracownicy będą zapisywani automatycznie, ale będzie możliwość rezygnacji. Ci, którzy pozostaną, sami zadeklarują, jaką część wynagrodzenia będą odkładać na przyszłość (od 2 do 4 proc.). Do tej kwoty co najmniej 1,5 proc. pensji będą dokładać pracodawcy. Trzecim źródłem będą wpłaty z budżetu państwa – na początek 250 zł oraz 240 zł co roku.
Programy te mają tworzyć nie tylko firmy, ale także podmioty z sektora publicznego. W pierwszej kolejności 1 stycznia 2019 r. nowym rozwiązaniem objęci zostaną pracodawcy zatrudniający powyżej 250 osób, pół roku później – zatrudniający od 50 do 249 osób, 1 stycznia 2020 r. – małe firmy (od do 20 do 49 osób), a od 1 lipca 2020 r. – pozostali pracodawcy oraz jednostki sektora finansów publicznych.
– Do tej pory mieliśmy do czynienia z różnymi programami oszczędzania emerytalnego, jednak ich zasadniczym problemem był brak masowości. PPK mają się z tą kwestią zmierzyć i upowszechnić wśród Polaków oszczędzanie na emeryturę – zauważył Marcin Dyl, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami.
Pracownik będzie mógł zrezygnować z uczestnictwa w programie, jednak co dwa lata 1 kwietnia będzie zapisywany ponownie. Rząd zakłada, że w PPK będzie uczestniczyć od 70 do 75 proc. wszystkich pracowników. Czy w związku z tym, że dotychczasowe doświadczenia Polaków z publicznymi programami emerytalnymi, krótko mówiąc, nie są najlepsze, nie są to zbyt optymistyczne prognozy?