Pierwszym bez wątpienia był komunikat FOMC, który został przykryty przez konferencję prezesa Rezerwy Federalnej. Drugim stały się doniesienia o możliwym końcu polityki walki z pandemią COVID-19 w Chinach, które uzupełniły się z nadziejami na łagodniejszą politykę Fed wyzwolonymi słabszym od oczekiwań raportem z rynku pracy w USA. Całość zsumowała się w tydzień, w którym wyniki poszczególnych indeksów nie dają sprowadzić się do wspólnego mianownika. W finale o zmianach na rynkach europejskich, wschodzących, surowcach i walutach przesądziły impulsy z Chin. W przypadku rynków amerykańskich reakcje na sygnały od szefa Fed okazały się silniejsze od piątkowego odbicia na fali wzrostu bezrobocia i optymistycznych z punktu widzenia presji inflacyjnej danych o dynamice płac. W efekcie DJIA, Nasdaq Composite i S&P500 skończyły tydzień spadkami od 1,4 procent do 3,4 procent, gdy niemiecki DAX i francuski CAC zyskały – odpowiednio – 1,6 procent i 2,3 procent. Z perspektywy końca tygodnia widać też, iż zgodnie z oczekiwaniami handel został zdominowany przez zmienne, które miały być najważniejsze i które będą miały wpływ na notowania w kolejnych tygodniach.
Można założyć, iż w kolejnych kilku tygodniach polityka Fed pozostanie tematem dominującym na rynkach, a dane makro będą czytane głównie przez pryzmat tego, jak raporty z gospodarki mogą wpłynąć na przyszłe decyzje FOMC. Oczywistym jest – wbrew temu, co zostało wybite na plan pierwszy z konferencji prezesa Rezerwy Federalnej o wolniejszym kroku i docelowo wyższej cenie kredytu – iż przyszłe kroki Fed stają się zależne od danych makro. W tym układzie grudniowe posiedzenie FOMC może przynieść kolejną podwyżkę stóp procentowych o 75 punktów bazowych, jak i sygnały redukowania wielkości kroku, a nawet wskazanie, iż koniec cyklu będzie miał wcześniej niż to dziś jest prognozowane. Sam komunikat FOMC podkreślił, iż Fed zaczyna brać pod uwagę odłożone w czasie efekty już podjętych działań i za kilka tygodni efekty tych działań będą widoczne jeszcze bardziej niż dzisiaj. Dlatego kolejne sesje w USA będą zależne od danych, a rynki będą grały od raportu do raportu i od impulsu do impulsu. W tym kontekście na plan pierwszy muszą wybić się dane o inflacji publikowane 10 listopada, ale do kolejnego posiedzenia i komunikatu FOMC z 14 grudnia rynek będzie miał okazje zmierzyć się z kilkoma równie ważnymi raportami, w tym listopadowymi danymi z rynku pracy i innymi wskaźnikami inflacji.
W krótszym terminie inwestorzy będą spoglądali w stronę wyników parlamentarnych i tego, jak ukształtuje się układ sił w Kongresie i Senacie. Przegrana Demokratów będzie uznana za ryzykowną dla sprawności władzy wykonawczej, ale też obniży postrzegane ryzyko podwyżki podatków. Dane historyczne nie pozwalają uznać jednoznacznie, jaki układ sił między prezydentem, Kongresem i Senatem w USA jest najlepszy dla rynków, ale w obecnej sytuacji podział władzy na amerykańskiej scenie politycznej może przynieść szkody i brak stabilności. Przejęcie władzy w Kongresie i Senacie przez Republikanów będzie dobre dla ryzyka regulacyjnego – a dokładniej braku zmian, bo scenariuszem bazowym jest brak możliwości porozumienia między parlamentem i rządem w kluczowych sprawach – ale już nie dla ryzyka zamknięcia rządu przy braku finansowania. Poszczególne sektory będą mogły odetchnąć z ulgą, ale rynek długu będzie musiał brać pod uwagę ryzyko, iż rząd nie będzie w stanie spłacić obligacji. Wreszcie w świecie niepewności politycznej i wojny w Europie podzielona władza w USA będzie miała tendencje do generowania raczej chaosu niż jednoznacznej odpowiedzi na wyzwania. W praktyce, niezależnie od sympatii politycznych, inwestorzy dostaną dodatkową zmienną, którą będą musieli brać pod uwagę jako czynnik destabilizujący.
Adam Stańczak
Analityk DM BOŚ Wydział Analiz Rynkowych