Na warszawskiej giełdzie mamy około 30 spółek, których wycena przekracza 1 mld dolarów. – Jednak żadnej z nich nie można nazwać jednorożcem. Taki status przysługuje spółkom, które dopiero wchodzą na giełdę, nie mają historii dobrych wyników finansowych, a już są wyceniane na ponad 1 mld dolarów – tłumaczy Adam Łukojć, zarządzający funduszami Skarbca TFI. Słowo unicorn (ang. jednorożec) zostało użyte po raz pierwszy w 2013 r. przez Aileen Lee, założycielkę kalifornijskiego funduszu Cowboy Ventures, w celu rozpoznania ekskluzywnej grupy 39 start-upów technologicznych, które powstały w 2000 r., a ich wycena przekroczyła 1 mld dolarów. W założeniu więc „jednorożce" miały oznaczać rzadkość. Przykładami jednorożców są notowana na nowojorskiej giełdzie firma Square, która zajmuje się rozliczaniem transakcji kartami płatniczymi, czy spółka Box, która oferuje usługi w tzw. chmurze. Jak twierdzi Łukojć, polskim kandydatom na jednorożca nie jest łatwo, bo na rodzimej giełdzie jest za mało kapitału, żeby spółki o krótkiej historii wyceniać tak wysoko.
Stracili szansę na sukces
– Wielu kandydatów na jednorożca straciło szansę na osiągnięcie sukcesu na dużą skalę, bo zadowoliło się czymś niewielkim. Moim zdaniem moglibyśmy mieć w Polsce kilka jednorożców, gdyby nie rynek NewConnect – twierdzi Łukojć. Zauważa, że wiele małych spółek nie poszło do funduszy venture capital czy private equity po kompetentną pomoc, lecz odczuło satysfakcję z pozyskania kilku czy kilkunastu milionów złotych. – Tym samym zatrzymały się na poziomie prowincjonalnych graczy, którzy mają małe szanse, żeby zawojować świat – podkreśla Łukojć. – Jest za to grupa spółek, które szybko się rozwijają i mają szansę na osiągnięcie miliarda dolarów kapitalizacji – zaznacza.
Potentaci kryją się w IT
Obiecująco przedstawiają się perspektywy spółek technologicznych czy biotechnologicznych, takich jak LiveChat, CD Projekt czy Medicalgorithmics. – Wszystkie te spółki mają szansę osiągnąć 1 mld dolarów kapitalizacji – sądzi Łukasz Kosiarski, analityk DM BZ WBK. Zwraca uwagę na fakt, że pomimo tego, że każdy z tych podmiotów jest inny, to łączy je to, że wszystkie są eksporterami i działają globalnie.
– Trudno określić, kiedy CD Projekt mógłby przebić barierę 1 mld dolarów kapitalizacji, jednakże sukces „Wiedźmina 3", determinacja zarządu, jakość pracowników, rozbudowa studia oraz potencjał kolejnych produkcji skłaniają do tezy, że prędzej czy później to nastąpi – twierdzi Kosiarski. Jeszcze w tym roku na rynku pojawi się gra „Gwint", która jest spin-offem „Wiedźmina 3", czyli produkcją powstałą na bazie powodzenia kultowej już gry. Na razie będzie ona dostępna na PC oraz konsole, a ewentualne rozszerzenie zasięgu o urządzenia mobilne na pewno zwiększyłoby jej popularność. – „Gwint" będzie dystrybuowany w nowym dla spółki modelu free2play, co oznacza, że oprócz jakości gry ważna będzie jej kampania marketingowa, aby dotrzeć do jak największej liczby graczy – tłumaczy Kosiarski. Podkreśla, że odbiór rynku jeszcze przed premierą jest pozytywny, co zwiastuje, że „Gwint" może dorównać pod względem popularności poprzedniej produkcji, a to zagwarantuje spółce stabilny cash flow w najbliższych latach. Kosiarski przypomina, że w perspektywie jest jeszcze premiera gry „Cyberpunk 2077". – Obecna, rekordowa wycena giełdowa spółki to pochodna sukcesu serii o Wiedźminie, ale pomału inwestorzy zaczynają uwzględniać także spodziewany sukces „Gwinta" – uważa Kosiarski.
LiveChat z kolei to przykład spółki, której bardzo blisko jest do definicji jednorożca, ponieważ przebyła drogę od start-upu do firmy, która na ten moment wyceniana jest na ponad 1 mld zł. Spółka oferuje narzędzia, które służą do bezpośredniej komunikacji z użytkownikami odwiedzającymi strony internetowe. – LiveChat z każdym miesiącem zwiększa bazę klientów, a według naszych prognoz trend ten będzie się utrzymywać jeszcze przez wiele kwartałów. Innowacyjny model biznesowy oraz obecność na bardzo chłonnym rynku amerykańskim powodują, że osiągnięcie 1 mld dolarów kapitalizacji jest bardzo prawdopodobne – mówi Kosiarski.