Absurd poganiany absurdem

To, że emeryt czy rencista płaci proporcjonalnie wyższą składkę zdrowotną niż prywatny przedsiębiorca, jest zadziwiające

Aktualizacja: 27.02.2017 15:51 Publikacja: 11.05.2008 00:01

Nakłady na publiczną służbę zdrowia w Polsce w 2007 roku wyniosły niespełna 4 proc. produktu krajowego brutto. Po uwzględnieniu prywatnej służby zdrowia sięgały 6 proc. PKB. Tymczasem w krajach OECD nakłady na ochronę zdrowia kształtują się przeciętnie na poziomie 8-10 proc. PKB. Jednocześnie składki na obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne, w Polsce stanowiące 9 proc. wynagrodzenia brutto, postrzegane są jako bardzo wysokie. Paradoks? Należałoby zadać pytanie: przez kogo postrzegane?

Tu odpowiedź jest prosta: przez tych, którym składki te przyszło płacić, czyli pracujących na etacie oraz emerytów i rencistów. Zatrudnionych jest w Polsce 12 mln osób. Emerytów i rencistów mamy natomiast około 9 mln. W świadomości pozostałych 10 mln dorosłych obywateli naszego kraju problem składki zdrowotnej jest marginalny lub w ogóle nie istnieje.

Wystarczy przecież zarejestrować własną działalność gospodarczą, by miesięczna składka na ubezpieczenie zdrowotne spadła do 210 zł, ryczałtu odpowiadającego poziomowi 75 proc. przeciętnego wynagrodzenia. Choć wśród 3 milionów pracujących na własny rachunek z pewnością są tacy, których dochód jest niższy od średniej płacy zatrudnionego na etacie, to jako ekonomista mam poważne wątpliwości, czy zjawisko to dotyczy całej gospodarki. Pomyślmy: gdyby działalność na własny rachunek, związana ze znacznie większym wysiłkiem i ryzykiem niż praca najemna, dawała statystycznie niższy zarobek, to czy racjonalnie postępujący homo oeconomicus podejmowałby ją?

Niezrozumiała wydaje się też sytuacja, w której nie różnicuje się wysokości składki odprowadzanej przez przedsiębiorców, bez względu na to, czy ktoś posiada kiosk z gazetami, czy sieć luksusowych hoteli. Tymczasem składki pracowników etatowych oraz emerytów i rencistów rosną liniowo z dochodem. Fakt, że emeryt czy rencista płaci proporcjonalnie wyższą składkę zdrowotną niż prywatny przedsiębiorca, jest dość osobliwym, niespotykanym w innych krajach rozwiniętych, przykładem redystrybucji dochodów. Ciekawe, czy tak przewrotnie pojęta redystrybucja (od mniej do bardziej zamożnych) była zamierzona przez autora/autorów tego oryginalnego rozwiązania, czy to tylko wypadek przy pracy?

Jeśli ktoś natomiast uważa wydatek 210 zł miesięcznie za zbyt wysoki, aby korzystać z pełni dobrodziejstw państwowej służby zdrowia, może rozważyć zakup choćby hektara przeliczeniowego ziemi rolnej. Wówczas ciężar finansowania składek spada na budżet państwa, czyli podatników. Z takich przywilejów korzysta w naszym kraju blisko 2 mln osób, z których większość otrzymuje dopłaty bezpośrednie, a także inne środki pomocowe z Unii Europejskiej. Tymczasem rolnicy-emeryci, którzy nie otrzymują takiego wsparcia finansowego, sami finansują składkę zdrowotną. I tak powraca motyw paradoksu.

Na tym możliwości "obejścia" składki na ubezpieczenie zdrowotne nie wyczerpują się. Według ostatnich danych, stopa bezrobocia rejestrowanego na koniec kwietnia była równa 10,5 proc. Tymczasem Eurostat podaje, że faktyczna stopa bezrobocia kształtuje się w Polsce w okolicach 8 proc. To oznacza, że ponad 500 tys. osób było zarejestrowanych jako bezrobotne z innych powodów niż brak pracy. Wystarczającą motywacją jest chyba prawo do bezpłatnej opieki zdrowotnej dla "bezrobotnego" i jego rodziny na koszt mniej zaradnych podatników. W tym kontekście dziwią ostatnie zapowiedzi kolejnej podwyżki składki zdrowotnej przez rząd, który odwołuje się przecież do liberalnych zasad polityki gospodarczej. Do zasad tych trudno chyba zaliczyć zwiększanie obciążeń podatkowych. Składka zdrowotna w obecnej formie nie jest przecież niczym innym jak podatkiem. Zacząć należałoby od uszczelnienia systemu i zreformowania sposobu jego finansowania, by był on zgodny z podstawową zasadą równości podatkowej, sformułowaną notabene przez Adama Smitha. Obciążanie jeszcze wyższym podatkiem tych, którzy już płacą najwięcej, jest krokiem w dokładnie przeciwnym kierunku.

Ekonomista, BRE Bank

Gospodarka
Piotr Bielski, Santander BM: Mocny złoty przybliża nas do obniżek stóp
Materiał Partnera
Zasadność ekonomiczna i techniczna inwestycji samorządów w OZE
Gospodarka
Donald Tusk o umowie z Mercosurem: Sprzeciwiamy się. UE reaguje
Gospodarka
Embarga i sankcje w osiąganiu celów politycznych
Gospodarka
Polska-Austria: Biało-Czerwoni grają o pierwsze punkty na Euro 2024
Gospodarka
Duże obroty na GPW podczas gwałtownych spadków dowodzą dojrzałości rynku
Gospodarka
Sztuczna inteligencja nie ma dziś potencjału rewolucyjnego