To pierwsza tak zdecydowana wypowiedź polityka wysokiego szczebla w regionie. Zdaniem przeciwników Valdisa Dombrovskisa – zbyt zdecydowana, bo groźba bankructwa dopiero może się pojawić. Pewne jest, że twardy orzech do zgryzienia będzie miał Międzynarodowy Fundusz Walutowy. A koszt ubezpieczenia łotewskich obligacji od bankructwa emitenta osiągnął wczoraj rekordowy poziom 1115 pb.
Według Dombrovskisa, który w najbliższych dniach zapewne zostanie oficjalnie powołany przez parlament na stanowisko premiera, jeśli kraj nie otrzyma kolejnej transzy pożyczki od MFW, w czerwcu może zbankrutować. A wstrzymanie międzynarodowego wsparcia stało się jak najbardziej realne, gdyż Ryga od kilku tygodni nie potrafi przeprowadzić wymaganej restrukturyzacji budżetu.
Od kiedy rozpoczął się globalny kryzys gospodarczy, niewypłacalność ogłosiło tylko jedno państwo – Ekwador. Uchroniła się od niej Islandia, gdzie zbankrutował jednak sektor finansowy. Według wartej 7,5 mld euro umowy z MFW, tegoroczny deficyt budżetowy Łotwy powinien zamknąć się w 5 proc. PKB. – To prawie niemożliwe – stwierdził Dombrovskis w wywiadzie dla agencji Bloomberg. – Poprzednie memorandum zostało podpisane przy założeniu 5-procentowej recesji, podczas gdy prognoza zakłada spadek o 12 proc. i może się jeszcze pogorszyć – dowodził.
[srodtytul]Kolejny rząd poszuka cięć[/srodtytul]
W IV kwartale 2008 r. gos-podarka Łotwy zmalała o 10,5 proc. Błyskawicznie kurczące się wpływy do państwowego skarbu zmuszają polityków do poszukiwania oszczędności w i tak niezwykle ograniczonych wydatkach. Niemożność uporządkowania budżetu doprowadziła 20 lutego do upadku rządu. Cztery dni później agencja Standard & Poor’s obniżyła rating kraju do „śmieciowego”.