– Podczas gdy inne państwa znajdują się w recesji, Japonia popadła w depresję – skomentował te doniesienia Chua Soon Hock, zarządzający funduszem hedgingowym Genesis Asset Management.
Spadek światowego popytu na samochody i urządzenia elektroniczne sprawił, że w styczniu japoński eksport zniżkował o 46,3 proc. rok do roku, po spadku o 35,1 proc. w grudniu. Import również się zmniejszył, lecz tylko o 31,7 proc. w styczniu i o 21,2 proc. miesiąc wcześniej. W efekcie deficyt na rachunku obrotów bieżących Japonii sięgnął 173 mld jenów (6,6 mld zł), najwięcej od stycznia 1985 r., gdy zaczęto gromadzić odpowiednie dane.
Ankietowani przez agencję Bloomberg ekonomiści spodziewali się deficytu ponaddziesięciokrotnie niższego. – To złe wieści dla gospodarki nastawionej na eksport – ocenił ekonomista banku UBS Akira Maekawa. – Japonia jest jak stary człowiek, który dostał zapalenia płuc, gdy inne państwa złapały grypę – dodał Chua Soon Hock.
Po tych doniesieniach główny indeks tokijskiej giełdy Nikkei 225 zniżkował o 1,2 proc., do poziomu najniższego od 26 lat. Od początku roku stracił już 22 proc.