Lock-upy, czyli umowy ograniczające akcjonariuszom sprzedawanie swoich akcji przez określony czas, są elementem już niemal każdej porządnej oferty publicznej. Daje to nowym inwestorom gwarancję, że dotychczasowi inwestorzy niedługo po debiucie firmy na giełdzie nie zasypią rynku swoimi akcjami i nie zdołują kursu. Lock-upy stosowane są też w przypadku publicznych ofert wtórnych oraz transakcji typu ABB (przyśpieszonej budowy księgi popytu).
Debiutanci ostatnio zawsze z lock-upami
Wszyscy trzej tegoroczni debiutanci na GPW, czyli Allegro, Gaming Factory i Games Operators, zdecydowali się na zawarcie lock-upów. Umowy ograniczające możliwość rozporządzania akcjami można zawrzeć maksymalnie do pięciu lat, ale najczęściej zawierane są na 180 lub 360 dni od momentu dopuszczenia walorów do notowań na GPW albo od momentu przydziału akcji. W przypadku prospektów emisyjnych za swoistą formę lock-upu można uznać też deklarację spółki, że nie będzie emitować akcji w danym okresie. Ograniczeniem sprzedaży może być także porozumienie tag-along zawierane między akcjonariuszami (najczęściej założycielami) danej spółki.
W przypadku Allegro fundusze Cinven, Permira i Mid Europa Partners oraz dyrektorzy i członkowie kadry kierowniczej spółki zobowiązali się do niesprzedawania akcji. Fundusze przez 180 dni po zakończeniu oferty (początek października), menedżerowie i pracownicy zaś przez 360 dni. Akcjonariusze sprzedający akcje Gaming Factory w IPO zawarli lock-upy na okres do roku od debiutu na GPW (23 lipca), podobnie jest w przypadku Game Operators (debiut był w połowie kwietnia). W 2019 r. było wprawdzie siedem debiutów na głównym rynku, ale tylko dwóm towarzyszyła oferta akcji (pozostałe to przenosiny z NewConnect bez sprzedaży walorów). DataWalk zadebiutował pod koniec lutego 2019 r. i akcjonariusze mieli dwuletni lock-up liczony od 24 czerwca 2017 r. dla 300 tys. akcji będących w posiadaniu FGP Venture i na walory serii K obejmowane w ramach programu motywacyjnego. Zatem blokada ta już wygasła. Podobnie w przypadku BoomBitu, który wszedł na GPW w połowie maja 2019 r. i jego akcjonariusze mieli roczny lock-up liczony od dnia przydziału akcji.
– Lock-up przy IPO jest na pewno cenną informacją dla inwestorów. Oznacza, że w pierwszym okresie notowań nie będziemy mieć do czynienia z wysoką podażą ze strony głównego akcjonariusza bądź pozostałych podmiotów objętych ograniczeniami. Przez pierwszy okres pozwala to osiągnąć kursowi rezultaty wynikające z rynkowych praw popytu i podaży na dany walor – tłumaczy Kamil Hajdamowicz, zarządzający w Vienna Life TFI.
Już sam fakt, że niebawem wygaśnie lub już wygasł zakaz sprzedaży akcji, może negatywnie wpływać na notowania spółki. Szczególnie jeśli dotyczy on dużego pakietu, a handel walorami danej firmy nie jest odpowiednio płynny. Jednak sam fakt, że kończy się lock-up, nie oznacza jeszcze, że lada dzień papiery zostaną rzucone na rynek. Często nie są nawet dopuszczone przez GPW do obrotu giełdowego – sam proces dopuszczenia może zająć kilka tygodni, a poza tym jest sygnalizowany (świadczą o nim komunikaty z ESPI).