To zrobiony na zamówienie model 456 Venice z nadwoziem... kombi. Jak się okazuje, już wiele lat wcześniej powstało podobnie szalone cudeńko – Ferrari 330 GT 2+2 Shooting Brake.
Model 330 produkowany był w latach 1963–1968 jako coupé i odkryty spyder. Zyskał sławę jako wóz bardzo wyrafinowany, świetny w prowadzeniu oraz pieczołowicie wykończony. To w tym samochodzie Ferrari po raz pierwszy bardzo dokładnie zadbało o wyciszenie wnętrza, zwiększając komfort jazdy i słuchania muzyki. Na początku tego roku pisałem o szczególnie wysublimowanej wersji 330 GTC z nadwoziem Pininfariny. Powstało tylko 600 egzemplarzy, które potrafią osiągać na aukcjach ceny ponad 10 mln zł!
Nikt nie kwestionuje tego, że samochody ze stajni mistrza Enzo Ferrari wyróżniają jakością, luksusem, osiągami i wyszukanym stylem. Mimo wszystko zdarzało się, że ktoś zapragnął niektóre z tych cudownych aut poprawić, udoskonalić, a nawet drastycznie zmienić ich charakter. Przykład bodaj najjaskrawszy to właśnie Ferrari 330 GT 2+2 Shooting Brake. A było to tak.
W chwili swych narodzin w roku 1965 było to „najzwyklejsze" Ferrari 330 GT Coupé drugiej serii z czerwonym lakierem. Trafiło do USA, a jego drugim właścicielem został Luigi Chinetti Jr., znany za oceanem diler Ferrari. To ona wpadł na ten szatański pomysł, by czteroosobowe coupé przerobić na kombi. Marzył, by stworzyć wóz absolutnie unikalny i dopiął swego. Przy planowaniu nadwozia typu shooting brake pomagał mu amerykański ilustrator Bob Peak. Wspólnie stworzyli wizję, ale projektowanie pozostawili fachowcom z Carrozzeria Alfredo Vignale w Turynie. Wyzwanie przyjęli i oto zszokowany, ale i zachwycony świat ujrzał superkombi.
Wóz zaprezentowano po raz pierwszy na stoisku Vignale podczas jubileuszowej 50. wystawy samochodowej w Turynie. Ferrari 330 GT 2+2 Shooting Brake zapewniało wygodne fotele dla czterech osób oraz pokaźną, przeszkloną przestrzeń bagażową. Miało złoty dach i wykończenia w barwie metalicznej zieleni. Niepowtarzalne kombi wróciło do Luigiego Chinetti i ten cieszył się nim jeszcze wiele lat. Od roku 1990 zmieniało właścicieli kilkakrotnie. Jeździli nim m.in. pewien francuski milioner i wokalista zespołu Jamiroquai – Jay Kay, znany z miłości do szybkich samochodów. Nie wspomniałem dotąd, że pod maską tego Ferrari pracuje motor SOHC V12 o mocy 300 KM. Samochód ma za sobą wszystkie możliwe renowacje, od kilku lat znów znajduje się w Stanach Zjednoczonych i ma być licytowany na aukcji w muzeum Petersena w Los Angeles, już 8 grudnia. Jaką osiągnie cenę?