Kwartalny spadek S&P 500 o 4,6 proc., choć nie odzwierciedla w pełni tego, co działo się w trakcie pierwszych trzech miesięcy roku (w najniższym punkcie indeks był o ponad 10 proc. poniżej szczytu według danych dziennych), to jednak i tak okazał się rezultatem najsłabszym od… dziesięciu kwartałów. Z drugiej strony, pamiętajmy, że wcześniej S&P 500 rósł nieprzerwanie przez pięć kwartałów.

Jakie szanse i zagrożenia widać po tej zrozumiałej korekcie w pierwszej ćwiartce roku? Dobrze, że zbyt rozgrzane nastroje uległy pewnemu schłodzeniu. Ankieta Conference Board pokazuje, że odsetek Amerykanów spodziewających się spadku cen akcji w kolejnych 12 miesiącach, który jeszcze w listopadzie ub.r. (powyborcza euforia) szorował po dnie, w marcu podskoczył do 44,5 proc., co jest poziomem najwyższym od lipca 2022 r. (inflacyjna bessa).

Schładzanie nastrojów zaczęło udzielać się też strategom z Wall Street, choć na razie tylko niektórym. Goldman Sachs dwukrotnie w marcu obniżył tegoroczny poziom docelowy dla S&P 500 (z 6500 do 5900 pkt). Swoje prognozy ścięli też Yardeni Research (jeden z największych byków w końcówce ub.r.), Barclays i RBC.

Wiele będzie zależało od tego, czy amerykańskiej gospodarce, mimo wojen handlowych rozpętanych przez administrację Trumpa, uda się uniknąć recesji. W scenariuszu braku recesji uśredniona historyczna ścieżka S&P 500 po ponownym przetestowaniu dołka 10-procentowej korekty potem stopniowo zaczyna iść w górę.