Kalifornia – niegdyś stan świetlanych perspektyw gospodarczych – znalazła się na krawędzi bankructwa. Jej deficyt budżetowy do czerwca 2010 r. przekroczy prawdopodobnie 20 mld USD. Finansowanie z rynku może być ograniczone, gdyż papiery dłużne tego stanu mają niskie ratingi.
Stanowe władze, szukając pieniędzy na pokrycie bieżących potrzeb, gwałtownie więc zmniejszają wydatki. Wypuszczają więźniów, zamykają szkoły i parki, ograniczają godziny pracy urzędów, a swoim pracownikom wydają kwity IOU, uprawniające do późniejszego odebrania stanowego długu. – Wszyscy Amerykanie powinni uważnie przyjrzeć się fiskalnemu i społecznemu wrakowi, jakim stał się Złoty Stan, gdyż Kalifornia stała się miejscem, w stronę którego zmierza cała Ameryka – wieszczy konserwatywny polityk Pat Buchanan. Czy USA i wielu innym państwom grozi więc załamanie gospodarcze z powodu nadmiernych deficytów?
[srodtytul]Wydatki lawinowo rosły[/srodtytul]
Na pewno globalny kryzys oraz uchwalane pod jego wpływem rządowe programy stymulacji gospodarki mają fatalny wpływ na finanse publiczne nawet najbogatszych państw świata. W tym roku deficyt budżetowy w Stanach Zjednoczonych po raz pierwszy w historii przekroczy 1 bln USD. Departament Skarbu spodziewa się, że wyniesie on 1,84 bln USD.
Najbardziej pesymistyczne prognozy (opublikowane przez bank Morgan Stanley) mówią, że sięgnie on 2 bln USD. O ile w tym roku deficyt wyniesie około 13,6 proc. PKB, to w przyszłym (według prognoz Międzynarodowego Funduszu Walutowego) spadnie do 9,7 proc. PKB. Nie spowoduje tego obniżka wydatków rządu USA, ale w dużej mierze wzrost gospodarczy. Złożona przez prezydenta Baracka Obamę obietnica zmniejszenia do 2013 r. deficytu poniżej 3 proc. PKB nie jest przez ekonomistów brana poważnie. Brookings Institution przewiduje, że jeszcze w 2019 r. wynosił on będzie 6,4 proc. PKB.