Kryzys nie ominął polskich restauratorów. Sfinks o mało nie przypłacił go życiem. Natomiast AmRest, dysponując defensywnym fast foodem, został tylko trochę podrapany. Ale najgorsze przed nami. Spodziewam się, że II półrocze będzie gorsze dla branży niż pierwsze, ale „ofiar śmiertelnych” raczej nie będzie – mówi Łukasz Wachełko, analityk DB Securities. Wtóruje mu Patrycja Nalepa, analityk handlu detalicznego firmy badawczej PMR: – W tym momencie jest za wcześnie, aby mówić, że najgorsze już jest za rynkiem restauracyjnym, gdyż nie ma wyraźnych sygnałów świadczących o trwałej poprawie.
Eksperci podkreślają też, że należy rozróżnić problemy segmentu premium i casual dining (restauracje tańsze, na każdą okazję – red.). – Nieźle wygląda segment fast foodów i restauracji na każdą kieszeń, jakie w swoim portfelu ma giełdowy AmRest. Sytuacja ekskluzywnych lokali nie wygląda już tak dobrze, gdyż wynagrodzenie przeciętnego Kowalskiego nie pozwala na częste wizyty w restauracjach typu premium, jakie w swojej ofercie posiadają m.in. Grupa Kościuszko oraz Sfinks (placówki Chłopskie Jadło) – mówi Marcin Stebakow, analityk Beskidzkiego Domu Maklerskiego.
[srodtytul]Będzie gorzej?[/srodtytul]
Z reguły III i IV kwartał to dla restauratorów czas żniw. Nie tylko analitycy, ale również najwięksi gracze w branży nie kryją, że w tym roku może być inaczej. – Od około dwóch, trzech miesięcy widzimy pewne objawy spowolnienia. Biorąc to pod uwagę, spodziewamy się w Polsce nieco słabszego II półrocza, chociaż historycznie, w normalnych warunkach, druga połowa roku zawsze była w Polsce lepszym okresem – wskazuje Wojciech Mroczyński, członek zarządu AmRestu. Giełdowa spółka prowadzi w sumie 435 lokali, m.in. KFC i Pizza Hut. W I półroczu sprzedaż grupy przekroczyła 1 mld zł i była ponaddwukrotnie wyższa niż przed rokiem (tak duży wzrost obrotów to w znacznej mierze efekt konsolidacji wyników przejętej spółki w USA).
Tego, że dekoniunktura odbije się na wynikach firmy, nie kryje również giełdowy konkurent AmRestu, Sfinks. – Kryzys wpływa na spowolnienie tempa wzrostu rynku gastronomicznego. Jednocześnie powoduje migrację klientów z segmentu premium do casual dining, dzięki czemu segment, w którym działają m.in. Sphinx czy Wook, powinien i tak najmniej odczuć gorsze nastroje konsumentów – twierdzi Bogdan Bruczko, wiceprezes Sfinksa.