Kryzys jeszcze dopadnie restauratorów

Do tej pory większość sieci gastronomicznych tylko w niewielkim stopniu ucierpiała z powodu obecnego kryzysu gospodarczego. Czy najgorsze dopiero przed nimi?

Publikacja: 05.09.2009 11:09

Kryzys jeszcze dopadnie restauratorów

Foto: GG Parkiet

Kryzys nie ominął polskich restauratorów. Sfinks o mało nie przypłacił go życiem. Natomiast AmRest, dysponując defensywnym fast foodem, został tylko trochę podrapany. Ale najgorsze przed nami. Spodziewam się, że II półrocze będzie gorsze dla branży niż pierwsze, ale „ofiar śmiertelnych” raczej nie będzie – mówi Łukasz Wachełko, analityk DB Securities. Wtóruje mu Patrycja Nalepa, analityk handlu detalicznego firmy badawczej PMR: – W tym momencie jest za wcześnie, aby mówić, że najgorsze już jest za rynkiem restauracyjnym, gdyż nie ma wyraźnych sygnałów świadczących o trwałej poprawie.

Eksperci podkreślają też, że należy rozróżnić problemy segmentu premium i casual dining (restauracje tańsze, na każdą okazję – red.). – Nieźle wygląda segment fast foodów i restauracji na każdą kieszeń, jakie w swoim portfelu ma giełdowy AmRest. Sytuacja ekskluzywnych lokali nie wygląda już tak dobrze, gdyż wynagrodzenie przeciętnego Kowalskiego nie pozwala na częste wizyty w restauracjach typu premium, jakie w swojej ofercie posiadają m.in. Grupa Kościuszko oraz Sfinks (placówki Chłopskie Jadło) – mówi Marcin Stebakow, analityk Beskidzkiego Domu Maklerskiego.

[srodtytul]Będzie gorzej?[/srodtytul]

Z reguły III i IV kwartał to dla restauratorów czas żniw. Nie tylko analitycy, ale również najwięksi gracze w branży nie kryją, że w tym roku może być inaczej. – Od około dwóch, trzech miesięcy widzimy pewne objawy spowolnienia. Biorąc to pod uwagę, spodziewamy się w Polsce nieco słabszego II półrocza, chociaż historycznie, w normalnych warunkach, druga połowa roku zawsze była w Polsce lepszym okresem – wskazuje Wojciech Mroczyński, członek zarządu AmRestu. Giełdowa spółka prowadzi w sumie 435 lokali, m.in. KFC i Pizza Hut. W I półroczu sprzedaż grupy przekroczyła 1 mld zł i była ponaddwukrotnie wyższa niż przed rokiem (tak duży wzrost obrotów to w znacznej mierze efekt konsolidacji wyników przejętej spółki w USA).

Tego, że dekoniunktura odbije się na wynikach firmy, nie kryje również giełdowy konkurent AmRestu, Sfinks. – Kryzys wpływa na spowolnienie tempa wzrostu rynku gastronomicznego. Jednocześnie powoduje migrację klientów z segmentu premium do casual dining, dzięki czemu segment, w którym działają m.in. Sphinx czy Wook, powinien i tak najmniej odczuć gorsze nastroje konsumentów – twierdzi Bogdan Bruczko, wiceprezes Sfinksa.

Nie odpowiada wprost, czy spółce ubywa klientów. – Kryzys wpływa przede wszystkim na kondycję restauracji w mniej atrakcyjnych lokalizacjach. Te najlepsze notują systematyczne zwyżki. Jednak na tym etapie trudno ocenić wpływ kryzysu na sprzedaż całej sieci, gdyż spółka jest w trakcie wielu zmian – mówi Bruczko. Sfinks prowadzi 111 restauracji. Ma trzy sieci: Sphinx, Wook i Polskie Jadło.

Tymczasem mocno niepokoić może sytuacja giełdowego PolRestu. Niedawno poinformował, że wstrzymuje działalność operacyjną w całej sieci Invito i w części placówek Rooster. Powód? Bardzo złe wyniki finansowe tych lokali.

Spowolnienie wzrostu rynku zauważyła również spółka Dominium, prowadząca sieć ponad 50 pizzerii. – Taki trend najprawdopodobniej utrzyma się w drugiej połowie roku – uważa Tomasz Plebaniak, prezes Dominium. Firma wybiera się na GPW. – Debiut planujemy na pierwszą lub drugą połowę przyszłego roku, wszystko zależy od sytuacji na rynku. Trwają intensywne przygotowania do wejścia na GPW, m.in. opracowywanie prospektu emisyjnego. Zakładamy, że przyszły rok będzie dobrym momentem do debiutu – mówi szef Dominium.

[srodtytul]Sprzedaż detaliczna w górę[/srodtytul]

Pojawiają się jednak również głosy, że niekoniecznie II półrocze będzie dla branży gastronomicznej gorsze od pierwszego. – Możemy oczekiwać poprawy wyników, gdyż w okresie wakacyjnym wzrasta poziom konsumpcji w barach i restauracjach. Najlepszym tego przykładem może być lipcowa sprzedaż detaliczna w grupie żywność i napoje, która wzrosła o 11,9 proc. Pochodną tego mógł być znaczący wzrost kursu euro czy dolara, który sprawił, że Polacy wybrali urlopy w kraju, rezygnując z kosztownego (w przeliczeniu na złote) pobytu za granicą – mówi Marcin Stebakow z Beskidzkiego Domu Maklerskiego.

[srodtytul]Polska lepsza niż zagranica[/srodtytul]

Tymczasem się okazuje, że mimo dekoniunktury restauracje w Polsce radzą sobie znacznie lepiej niż w innych krajach. – Polski rynek do niedawna w niewielkim stopniu odczuwał ogólnoświatowe spowolnienie. W pierwszych miesiącach tego roku sprzedaż restauracji AmRest w Polsce nadal rosła, chociaż nie tak dynamicznie jak w poprzednich latach – twierdzi Wojciech Mroczyński.

Również Dominik Szulowski, rzecznik McDonald’s, twierdzi, że nasz kraj radzi sobie lepiej niż inne. – Jeśli porównamy wyniki McDonald’s w Polsce z tymi, które osiągamy w innych państwach Europy, to widać, że na tym tle restauracje w naszym kraju radzą sobie bardzo dobrze – mówi. Twierdzi, że w Polsce sieć nie odczuwa dekoniunktury. – Od około dwóch lat obserwujemy pozytywną tendencję wzrostu liczby klientów i średniej wartości transakcji w naszych restauracjach – mówi.

Niedawno McDonald’s poinformował, że wartość sprzedaży całego koncernu zwiększyła się w lipcu o 4,3 proc., w porównaniu z 8 proc. w ubiegłym roku, ale i tak był to wyższy wzrost od 3,2 proc., jakiego spodziewali się analitycy. Nieco gorzej wygląda sprzedaż konkurenta McDonald’s – koncernu Burger King. W II kwartale spadła o 2,5 proc. Tymczasem przed rokiem miał on 5,3-proc. wzrost obrotów. Sieć zapowiedziała równocześnie, że w związku z tym, że konsumenci tną wydatki na jedzenie poza domem, spowolni otwieranie nowych barów.

[srodtytul]Na razie rynek zwolnił[/srodtytul]

Według danych Euromonitora International w tym roku polski rynek restauracji skurczy się o około 3 proc. i obroty wyniosą 27,4 mld zł. Wcześniej agencja prognozowała zwyżkę na poziomie około 3,5 proc. Nieco bardziej optymistyczne są przewidywania firmy badawczej PMR – w tym roku rynek ma wzrosnąć o 3,4 proc. (wobec 6,6 proc. rok wcześniej), do około 20 mld zł.

Analitycy podkreślają, że największe bariery w rozwoju polskiej gastronomii to m.in.: wysokie koszty działalności (szczególnie finansowania), problem z pozyskaniem pracowników oraz duża konkurencja na rynku. Jednak – jak zauważa szef Dominium – niektóre problemy, na przykład brak atrakcyjnych lokalizacji czy wysokie wymagania płacowe pracowników, w czasach kryzysu same się rozwiązują.

[srodtytul]Jakie są perspektywy?[/srodtytul]

Roczne wydatki na gastronomię na jednego mieszkańca wynoszą ponad 900 euro we Francji i prawie 800 euro w Holandii. W Polsce szacowane są na około 100 euro – wynika z danych GfK Polonia. Nic więc dziwnego, że zdaniem analityków perspektywy branży gastronomicznej w Polsce są niezmiennie dobre. – Kryzys szczeka, karawana idzie dalej – mówi Łukasz Wachełko.

Wtóruje mu Marcin Stebakow. – Branży sprzyja również utrzymanie obniżonej 7-proc. stawki podatku VAT na usługi gastronomiczne do końca 2010 roku – dodaje analityk.Tymczasem przedstawiciele branży i eksperci alarmują, że podwyższenie stawki podatkowej mocno zaszkodzi restauracyjnym spółkom w Polsce. Firma Deloitte Business Consulting oszacowała, że podniesienie VAT z 7 do 22 proc. spowoduje 14-proc. wzrost cen na usługi hotelowe i gastronomiczne.

Analizy rynkowe
Techniczna spółka dnia. Pod PKO BP zaczyna kruszyć się podłoga
Materiał Partnera
Zasadność ekonomiczna i techniczna inwestycji samorządów w OZE
Analizy rynkowe
Tydzień na rynkach: Cła i wojna psują nastroje
Analizy rynkowe
WIG – (prawie) 100 tys. pkt. I co dalej?
Analizy rynkowe
Świat za bardzo boi się wyższych ceł w USA?
Analizy rynkowe
Wall Street na detoksie, reszta świata na fiskalnym haju
Analizy rynkowe
Tydzień na rynkach: Fed lekko pesymistyczny