W ostatnim tygodniu indeks Shanghai Composite przy dużej zmienności wzrósł o ponad 7 proc. Ale to niewielka osłoda po sierpniu, który był fatalnym miesiącem dla chińskiego rynku akcji. O ile od początku roku do końca lipca SHC wzrósł o 85 proc., o tyle w zeszłym miesiącu spadł o 22 proc. Krytyczny okazał się poniedziałek 17 sierpnia. SHC tąpnął wtedy o 5,8 proc., najwięcej od listopada 2008 r.
Przez kolejne dni spadał dalej, ocierając się wręcz o granicę bessy. Głęboka korekta w Chinach przejściowo pociągnęła za sobą spadki indeksów giełdowych, zarówno na rynkach rozwiniętych, jak i wchodzących. W czwartek 21 sierpnia nastąpiło jednak odbicie – SHC wzrósł o 4,5 proc. Sytuacja się ustabilizowała, ale wkrótce się okazało, że nie na długo. 31 sierpnia SHC tąpnął jeszcze mocniej, bo o 6,75 proc. Analitycy zaczęli się zastanawiać: czy mamy już do czynienia z przegrzaniem na chińskich giełdach?
[srodtytul]Niekorzystne sygnały makro[/srodtytul]
Bezpośrednią przyczyną sierpniowych spadków na giełdzie w Szanghaju była nerwowa reakcja inwestorów na niekorzystne sygnały makroekonomiczne płynące z chińskiej gospodarki. Bezpośrednie inwestycje zagraniczne spadły w lipcu o 35,7 proc. w skali rocznej. W czerwcu i lipcu zwolniło też tempo wydatkowania pieniędzy z gigantycznego rządowego pakietu stymulacyjnego. Pojawiły się również obawy, że w drugiej połowie 2009 roku akcja kredytowa wspierająca wysiłki antykryzysowe zostanie poważnie ograniczona.
Na początku sierpnia bank centralny ogłosił, że będzie „dynamicznie dostrajał” ją do sytuacji gospodarczej, co zostało powszechnie uznane za zapowiedź zmniejszenia strumienia pożyczek. Obawy inwestorów potwierdził Zhang Jianguo, szef China Construction Bank, drugiego największego pożyczkodawcy w tym kraju. Zapowiedział, że w II półroczu jego bank ograniczy akcję kredytową aż o 70 proc.