Czy chiński smok krztusi się własnym dymem?

Chińskie giełdy w pierwszej połowie roku zadziwiały dużymi zwyżkami. Do tego mimo globalnego kryzysu tamtejsza gospodarka doznała jedynie niewielkiego spowolnienia wzrostu. Ekonomiści snuli więc wizje światowego ożywienia rozpoczynającego się właśnie w Chinach. Teraz jednak coraz częstsze są obawy, że załamanie na parkiecie w Szanghaju może doprowadzić do nowej, globalnej bessy. Czy za Wielkim Murem pęka już więc gigantyczna bańka spekulacyjna?

Publikacja: 05.09.2009 11:04

Czy chiński smok krztusi się własnym dymem?

Foto: GG Parkiet

W ostatnim tygodniu indeks Shanghai Composite przy dużej zmienności wzrósł o ponad 7 proc. Ale to niewielka osłoda po sierpniu, który był fatalnym miesiącem dla chińskiego rynku akcji. O ile od początku roku do końca lipca SHC wzrósł o 85 proc., o tyle w zeszłym miesiącu spadł o 22 proc. Krytyczny okazał się poniedziałek 17 sierpnia. SHC tąpnął wtedy o 5,8 proc., najwięcej od listopada 2008 r.

Przez kolejne dni spadał dalej, ocierając się wręcz o granicę bessy. Głęboka korekta w Chinach przejściowo pociągnęła za sobą spadki indeksów giełdowych, zarówno na rynkach rozwiniętych, jak i wchodzących. W czwartek 21 sierpnia nastąpiło jednak odbicie – SHC wzrósł o 4,5 proc. Sytuacja się ustabilizowała, ale wkrótce się okazało, że nie na długo. 31 sierpnia SHC tąpnął jeszcze mocniej, bo o 6,75 proc. Analitycy zaczęli się zastanawiać: czy mamy już do czynienia z przegrzaniem na chińskich giełdach?

[srodtytul]Niekorzystne sygnały makro[/srodtytul]

Bezpośrednią przyczyną sierpniowych spadków na giełdzie w Szanghaju była nerwowa reakcja inwestorów na niekorzystne sygnały makroekonomiczne płynące z chińskiej gospodarki. Bezpośrednie inwestycje zagraniczne spadły w lipcu o 35,7 proc. w skali rocznej. W czerwcu i lipcu zwolniło też tempo wydatkowania pieniędzy z gigantycznego rządowego pakietu stymulacyjnego. Pojawiły się również obawy, że w drugiej połowie 2009 roku akcja kredytowa wspierająca wysiłki antykryzysowe zostanie poważnie ograniczona.

Na początku sierpnia bank centralny ogłosił, że będzie „dynamicznie dostrajał” ją do sytuacji gospodarczej, co zostało powszechnie uznane za zapowiedź zmniejszenia strumienia pożyczek. Obawy inwestorów potwierdził Zhang Jianguo, szef China Construction Bank, drugiego największego pożyczkodawcy w tym kraju. Zapowiedział, że w II półroczu jego bank ograniczy akcję kredytową aż o 70 proc.

Jak wyjaśnił, przyczyną tak radykalnego kroku jest obawa przed znaczącym wzrostem odsetka niespłacalnych pożyczek, co doprowadziłoby do dużych strat kredytowych. Zapewnienia rządu, że pakiet antykryzysowy będzie kontynuowany, a akcja kredytowa nie zostanie centralnie ograniczona, nie zdołały całkowicie uspokoić inwestorów. Na rynku zasiane zostało ziarno niepewności co do podstaw ostatniego ożywienia gospodarczego w Chińskiej Republice Ludowej.

Ponadto rozczarowujący okazał się sezon wyników. Łączny zysk netto państwowych przedsiębiorstw notowanych na giełdzie spadł w I półroczu o 27 proc., do 553,4 mld juanów.

Takie wyniki w Europie Zachodniej czy USA zostałyby uznane za raczej dobre, ale w Chinach rynek przyjął je kiepsko. – Inwestorzy oczekiwali, że wyniki zaczną się poprawiać już od początku roku, ale tak się nie stało. Wygląda więc, że nie będzie już żadnego czynnika, który doprowadzi do zwiększenia zysków spółek – ocenia Zhang Ling, analityk z ICBC Credit Suisse Asset Management. – Zyski państwowych firm związane są w większym stopniu z eksportem niż ze wzrostem PKB, co wskazuje, że ich wyniki pozostaną pod presją nawet, gdy sytuacja gospodarcza w kraju się poprawi – wskazują analitycy z DBS.

[srodtytul]Gigantyczny szwindelPonziego[/srodtytul]

– Sądzę, że obecnie ceny chińskich akcji i nieruchomości są zawyżone o 50–100 proc. Rynek w ChRL stał się gigantycznym szwindlem Ponziego, gdzie ceny są podtrzymywane przez oczekiwania, co do dalszych zwyżek – napisał Andy Xie, analityk z firmy Rosetta Stone Advisors. Słowa te brzmią bardzo złowieszczo, jeśli weźmie się pod uwagę, że Xie zdołał trafnie przewidzieć kilka kryzysów, m.in. azjatyckie załamanie z 1997 r. i pęknięcie ostatniej bańki na amerykańskim rynku nieruchomości.

– Nigdy nie nazywałem bańką, czegoś, co się nią nie okazywało – przyznał Xie. Nie wyznaczył dokładnej daty pęknięcia chińskiego balonu. Wskazał tylko, że może tak się stać do 2012 r. Bezpośrednią przyczyną rynkowego załamania będzie najprawdopodobniej umocnienie się dolara, które doprowadzi (tak jak w przypadku kilku poprzednich kryzysów) do wycofania funduszów z niektórych rynków wchodzących, tym razem głównie z Chin. Powodem odpływu kapitału z Państwa Środka mogłoby również być silne zacieśnienie polityki monetarnej przez Fed w odpowiedzi na pokryzysową inflację.

Oczywiście, to, czy niebezpieczne powiększanie się bańki zostanie powstrzymane, zależy w dużej mierze od polityki chińskich władz. Mogą one zarówno podtrzymywać rynek za pomocą silnej akcji kredytowej albo zdecydować się na prewencyjne ograniczenie dopływu pieniądza do gospodarki. Według Xie decydenci z Pekinu wybiorą drogę pośrednią.

– Rząd najpierw wypuszcza falę kapitału, tak jak teraz, a potem ją ogranicza. Kiedy osiągnięty zostaje możliwy do zaakceptowania dołek, rząd może zainicjować odbicie, wypuszczając kolejną falę pieniędzy. To ogranicza wielkość bańki i szkody, jakie może przynieść jej pęknięcie. Podejrzewam, że taka będzie właśnie polityka władz. Jeśli globalna gospodarka pozostanie przez najbliższe kilka lat wciąż słaba, chińskie rynki akcji i nieruchomości mogą być poddane dużej rocznej zmienności. Do kolejnych dużych spadków kończących napływ obecnej fali kapitału może dojść w październiku – wskazał Andy Xie.

Dlaczego akurat w październiku? Wtedy będzie już po 60. rocznicy powstania Chińskiej Republiki Ludowej. Wcześniej władzom zdarzało się wpływać na rynki, m.in. przed kolejnymi partyjnymi zjazdami. Wśród chińskich inwestorów powszechne jest więc przekonanie, że rząd nie dopuści do zbyt ostrych spadków na giełdzie przed zaplanowanymi bardzo hucznymi obchodami tego najważniejszego święta państwowego.

[srodtytul]Rosnąca korelacja[/srodtytul]

Czy jednak chińskie giełdy zdołają w najbliższych miesiącach pociągnąć w dół indeksy parkietów USA i Europy? Już w sierpniu zdołały one w krótkim terminie wywołać spadki cen akcji nawet na GPW w Warszawie. Szybko jednak indeksy giełdowe niemal całego świata zaczęły rosnąć. W opinii analityków silniejsza od obaw co do stabilności wzrostu gospodarki Chin okazała się fala optymizmu, która przetoczyła się przez rynki po publikacji wielu danych wskazujących, że światowa recesja jest blisko końca. Nie wykluczone jednak, że reakcja pozostałych giełd na zdarzenia na parkiecie w Szanghaju będzie w następnych kwartałach mocniejsza.

Zwiększa się bowiem korelacja między chińskimi giełdami a resztą rynków. Jak obliczył „Financial Times”, od stycznia 2008 r. do sierpnia 2009 r. SHC poruszał się w tym samym kierunku co S&P500 przez 16 z 20 miesięcy, co oznacza, że korelacja wyniosła 80 proc., tymczasem od stycznia 2002 r. do końca 2007 r. była na poziomie 45 proc. To chińskie indeksy były pierwszymi, które zaczęły w zeszłym roku tracić i pierwszymi, które w tym roku się podniosły.

Skutki ewentualnej bessy w ChRL mogą być jednak ograniczone przez to, że na chińskich giełdach wciąż zdecydowanie dominują krajowi inwestorzy, a sama giełda nie odgrywa tak wielkiej roli w gospodarce Państwa Środka jak w gospodarkach Zachodu.

– Powiązania Chin ze światowymi rynkami są w większym stopniu makroekonomiczne niż finansowe. Działania tamtejszego rządu mające zapobiec powstawaniu baniek spekulacyjnych mogą nie tylko ograniczyć wzrost na chińskich giełdach, ale również zasugerować, że ożywienie gospodarcze w Chinach i na świecie będzie słabe. Kroki podjęte w celu „dostrajania” gospodarki ChRL mogą zaś doprowadzić do zawirowań na światowych rynkach – twierdzą analitycy firmy badawczej RGE Monitor.

Dużo większe znaczenie dla rynków Europy i USA będzie więc miało to, czy chińskie władze zdołają w najbliższych kwartałach podtrzymać szybkie tempo wzrostu gospodarczego oraz czy ich pakiet stymulacyjny zostanie właściwie wykorzystany.

Ożywienie chińskiego popytu na surowce i zachodnie dobra mocno przyczyniło się bowiem do złagodzenia światowej recesji. Spadek popytu może więc oznaczać kolejne kłopoty dla gospodarek Europy i USA. Tak więc Chiny dają światu zarówno nadzieję na wyjście z kryzysu, jak i niosą groźbę nowej fali rynkowego załamania.

Analizy rynkowe
Techniczna spółka dnia. Pod PKO BP zaczyna kruszyć się podłoga
Materiał Partnera
Zasadność ekonomiczna i techniczna inwestycji samorządów w OZE
Analizy rynkowe
Tydzień na rynkach: Cła i wojna psują nastroje
Analizy rynkowe
WIG – (prawie) 100 tys. pkt. I co dalej?
Analizy rynkowe
Świat za bardzo boi się wyższych ceł w USA?
Analizy rynkowe
Wall Street na detoksie, reszta świata na fiskalnym haju
Analizy rynkowe
Tydzień na rynkach: Fed lekko pesymistyczny