Korekta na rynku akcji nie przekreśliła jeszcze trendu wzrostowego

Dopóki WIG nie sforsuje powstałego na początku września nowego poziomu wsparcia, można zakładać, że prawdopodobna jest kontynuacja tendencji zwyżkowej

Publikacja: 12.09.2009 08:06

Korekta na rynku akcji nie przekreśliła jeszcze trendu wzrostowego

Foto: PARKIET

Obawy, o których pisałem dwa tygodnie temu (alarmująco duży optymizm na rynkach sygnalizowany przez ankietę Investors Intelligence, duże odchylenie WIG od 100-sesyjnej średniej kroczącej), szybko znalazły potwierdzenie w sytuacji rynkowej. Po 6-miesięcznej nieprzerwanej fali wzrostowej początek września przyniósł eksplozję podaży akcji. Mimo późniejszego odbicia WIG nie zdołał jeszcze odrobić powstałych w błyskawiczny sposób strat.

Nagła przecena na początku września, a wraz z nią późniejsze odbicie, choć wprowadziły sporo zamieszania na rynku, mają też paradoksalnie dobre strony. Choćby dlatego, że nowo powstały dołek na wykresie WIG stanowi kolejny poziom wsparcia, położony znacznie wyżej niż dotychczasowy. Nadzieję na to, że wsparcie to się obroni, a później giełdowe byki zaatakują sierpniowy szczyt, daje rozwój wydarzeń za oceanem, gdzie S&P 500 przebił tegoroczne maksimum.

Dwudniowa przecena na warszawskiej giełdzie na początku września, choć najsilniej dotknęła akcji małych spółek, nie przekreśla jeszcze schematu, zgodnie z którym siła relatywna notowań niewielkich przedsiębiorstw względem WIG20 zniknie dopiero wraz z załamaniem poprawy koniunktury gospodarczej.

[srodtytul]Analiza techniczna – WIG utkwił między wsparciem i oporem[/srodtytul]

Mimo presji ze strony podaży w ostatnich trzech tygodniach na rynku akcji w Warszawie nie wydarzyło się nic na tyle poważnego, by należało ogłosić załamanie trwającego od lutego trendu wzrostowego. Potężna dwudniowa przecena na początku września, która część inwestorów zapewne skłoniła do pośpiesznego wycofania się z rynku, została wkrótce potem w ponad połowie zniwelowana. Czy szybkie odbicie to zapowiedź kontynuacji trendu wzrostowego i oznaka siły popytu, czy może jednak korekta spadkowa dopiero zaczyna nabierać właściwego kształtu?

Kluczowy dla diagnozy dynamicznie zmieniającej się sytuacji rynkowej jest fakt, że wahania w ostatnich trzech tygodniach (najpierw szybki spadek, później odbicie), mimo że nie przyniosły rozstrzygnięcia co do losów tegorocznej fali wzrostowej, nie poszły całkiem na marne. Ukształtowanie się lokalnego dołka 2 września na wykresie WIG (35 784 pkt) oznacza, że wykrystalizował się nowy ważny poziom wsparcia. Mówiąc bardziej precyzyjnie, dotychczasowa strefa wsparcia w okolicy 34 700 pkt (seria dziennych minimów z pierwszej połowy sierpnia) rozciągnęła się o blisko 1 100 pkt w górę. Posiadacze akcji mogą paradoksalnie czuć się bardziej komfortowo z dwóch powodów. Po pierwsze, potencjalna bariera dla podaży przesunęła się w górę.

Niedźwiedzie będą miały trudniejsze zadanie, bo bardzo szybko wycofały się ze zdobytego terytorium. Po drugie, nowy poziom wsparcia ma namacalne taktyczne znaczenie. Nawet jeśli bariera ta zostanie przebita, będzie to wyraźny techniczny sygnał słabnięcia trendu wzrostowego. Do tej pory na taki sygnał trzeba byłoby czekać na spadek poniżej 34 700 pkt. Aktywni inwestorzy mogą więc z czystym sumieniem przesunąć w górę poziom zleceń typu stop, chroniąc większą porcję dotychczasowych zysków.

To, czy dojdzie do przebicia poziomów wsparcia czy może raczej sierpniowego szczytu (39 185 pkt), to wielka niewiadoma, ale warto zwrócić uwagę, że do rozstrzygnięcia na korzyść posiadaczy akcji doszło już na rynkach zachodnich, m.in. w USA. Indeks S&P 500 sforsował sierpniowe maksimum, wspinając się na poziom najwyższy w tym roku i potwierdzając tym samym średnioterminowy trend wzrostowy. To scenariusz rozwoju wydarzeń spójny z obszerną formacją odwróconej głowy z ramionami, o której pisaliśmy już w lipcu. Potencjał wynikający z tego układu technicznego powinien teoretycznie pozwolić S&P 500 na zwyżkę w okolice 1 200 pkt (w czwartek na zamknięciu indeks miał wartość 1 044 pkt).

Łatwo sobie wyobrazić, co realizacja takiego scenariusza oznaczałaby dla inwestorów w Warszawie – WIG bez problemu dotarłby zapewne w okolice 45-50 tys. pkt.Nawet podchodząc z dużą rezerwą do rozważań na temat formacji odwróconej RGR, trzeba przyznać, że popyt za oceanem z łatwością poradził sobie z chwilową presją ze strony sprzedających

[srodtytul]Fundamenty – brak uzasadnienia dla trwałego spadku siły relatywnej małych spółek[/srodtytul]

Pamiętne dwudniowe tąpnięcie w pierwszych dwóch dniach września najbardziej dotknęło akcji małych spółek. sWIG80 stracił wówczas łącznie 7,3 proc., co mogło być szokiem dla inwestorów przyzwyczajonych do dotychczasowej bardzo stabilnej fali wzrostowej tego indeksu. Czy tąpnięcie to jest wynikiem oddziaływania czynników fundamentalnych czy jedynie oczyszczeniem rynku z niebezpiecznego nadmiaru optymizmu?

Właściwie już od wielu miesięcy pesymiści wskazują na to, że akcje małych spółek są wyceniane bardzo wysoko w relacji do ich bieżących wyników finansowych. Stopień tego domniemanego przewartościowania szybko się zwiększa. Jak wynika z danych GPW, średni wskaźnik C/Z dla firm z sWIG80 najpierw podskoczył do blisko 100, a później... przestano podawać jego wartość ze względu na to, że masowym zjawiskiem stały się straty spółek (niemal 40 proc. firm z indeksu jest pod kreską). W tym kontekście akcje „maluchów” mogą wydawać się ryzykowną, typowo spekulacyjną lokatą.

Argument ten, zyskujący na popularności, jest jednak wątpliwy. Choćby dlatego, że wskaźnik C/Z jest osamotniony, jeśli chodzi o wskazania dotyczące przewartościowania walorów. Jeśli weźmiemy pod uwagę wskaźnik cena/wartość księgowa, to nie tylko nie jest on w przypadku „maluchów” wygórowany (średnia dla sWIG80 to 1,34 według danych GPW), ale jest też o 21 proc. niższy niż w przypadku WIG20.

Światło na te pogmatwane rozważania rzuca model, o którym wielokrotnie pisaliśmy w tym roku, łączący siłę relatywną małych spółek z trendami makroekonomicznymi. Aby to zobrazować, na wykres nałóżmy wskaźnik przewagi (lub pozostawania w tyle) notowań niewielkich przedsiębiorstw, jakim jest różnica między rocznym tempem zmian sWIG80 i WIG20. Na ten sam wykres nałóżmy też PMI dla polskiego przemysłu, czyli jeden z najbardziej użytecznych dla inwestorów wskaźników wyprzedzających koniunktury gospodarczej. Na koniec przeliczmy oba te parametry, stosując 3-miesięczną średnią kroczącą (dzięki temu można wygładzić krótkoterminowe wahania).

Jak widać na wykresie, podczas gdy trwające od połowy 2007 r. do jesieni 2008 r. dramatyczne osłabienie sektora małych przedsiębiorstw względem tuzów z WIG20 było uzasadnione szybkim słabnięciem gospodarki, to w tym roku sytuacja jest odwrotna. Zarówno PMI, jak i siła relatywna „maluchów” były w końcu sierpnia najwyżej w tym roku.

Z tego wynikają kolejne wnioski. Jeśli gospodarka będzie dalej wychodziła z opresji (a na razie nie ma sygnałów tego, że miałoby być inaczej), to wkrótce notowania małych spółek powinny odzyskać przewagę nad gigantami. Dopiero ponowne załamanie koniunktury gospodarczej byłoby uzasadnieniem dla przerodzenia się dwudniowej wyprzedaży akcji na początku września w średnioterminowy trend spadkowy.

Analizy rynkowe
Techniczna spółka dnia. Pod PKO BP zaczyna kruszyć się podłoga
Materiał Partnera
Zasadność ekonomiczna i techniczna inwestycji samorządów w OZE
Analizy rynkowe
Tydzień na rynkach: Cła i wojna psują nastroje
Analizy rynkowe
WIG – (prawie) 100 tys. pkt. I co dalej?
Analizy rynkowe
Świat za bardzo boi się wyższych ceł w USA?
Analizy rynkowe
Wall Street na detoksie, reszta świata na fiskalnym haju
Analizy rynkowe
Tydzień na rynkach: Fed lekko pesymistyczny