Łódź znów rządzi w Sfinksie

Nowym akcjonariuszem spółki prowadzącej restauracje został Sylwester Cacek, założyciel i były właściciel Dominet Banku, a obecnie główny udziałowiec klubu piłkarskiego Widzew Łódź

Publikacja: 26.03.2009 00:43

Zarówno Tomasz Morawski (u góry), założyciel i prezes Sfinksa, jak i Sylwester Cacek , właściciel kl

Zarówno Tomasz Morawski (u góry), założyciel i prezes Sfinksa, jak i Sylwester Cacek , właściciel klubu piłkarskiego Widzew, który kupił akcje giełdowej spółki, są biznesmenami związanymi z Łodzią.

Foto: PAP

Cacek przejął 32,99 proc. walorów Sfinksa, które należały do AmRestu, za niemal 30,5 mln zł (9,95 zł za akcję). Nie kupował bezpośrednio papierów, ale firmę, do której wniesione zostały powyższe udziały. Dzięki temu, mimo że stał się właścicielem dużego pakietu, nie musi ogłaszać wezwania.

AmRest zdecydował się sprzedać walory Sfinksa po konflikcie z innym akcjonariuszem Tomaszem Morawskim (założycielem Sfinksa). To on podpisał z AmRestem umowę odkupienia niemal jednej trzeciej udziałów, ale ostatecznie swoje prawa scedował na firmę OrsNet, kontrolowaną przez Cacka. – Sam jestem zaangażowany kapitałowo w inne przedsięwzięcia, dlatego nie zdecydowałem się na razie na kupowanie dodatkowych papierów – mówi Morawski.

Z naszych informacji wynika, że Cacek ma zostać długoterminowym inwestorem w Sfinksie, choć on sam zastrzega: – W związku z presją czasową, jaka towarzyszyła tej transakcji, dopiero za jakiś czas będę mógł dokonać pełnej oceny sytuacji i określić, czy moje zaangażowanie w spółkę będzie miało charakter długoterminowy. Zakładam, że moja inwestycja pozwoli spółce przetrwać krytyczny okres – mówi Cacek.

[srodtytul]Szybka decyzja o emisji[/srodtytul]

Jak twierdzi Tomasz Morawski (od dwóch tygodni ponownie prezes Sfinksa), który wprowadził Cacka do spółki, nie ma jeszcze ostatecznych ustaleń odnośnie do tego, czy nowy inwestor zaangażuje dodatkowe środki i będzie uczestniczył w podwyższeniu kapitału. – Decyzja zarządu o podniesieniu kapitału może zapaść nawet w tym tygodniu, ale dużo zależy od stanu negocjacji z bankami – mówi Morawski. Na razie nie chciał określić dokładnej kwoty, jaka jest potrzebna Sfinksowi.

– Nie przeprowadziliśmy jeszcze wszystkich szacunków, ale, moim zdaniem, na początek wystarczy kilkanaście milionów złotych – dodaje szef Sfinksa. Te pieniądze miałyby pójść na spłatę części długów wobec banków (jeżeli negocjacje z nimi zakończa się po myśli zarządu), innych bieżących zobowiązań, ale także na pewne inwestycje. Nie precyzuje, jakie.

Morawski podtrzymuje, że w razie potrzeby do spółki w ramach podwyższenia kapitału może trafić kilkadziesiąt milionów złotych. Sam ma zamiar obejmować akcje. Nie określa, do jakiego pułapu chce zwiększyć zaangażowanie.

[srodtytul]Problem z bankiem?[/srodtytul]

Na razie największym wyzwaniem dla zarządu Sfinksa są negocjacje z bankami dotyczące restrukturyzacji zadłużenia w ramach przygotowywanej upadłości układowej. Z naszych informacji wynika, że do tej pory negocjacje szły opornie w przypadku ING BSK. Mimo że sama spółka ma ochronę sądu, który wydał zakaz zaspokajania wszystkich jej zobowiązań, to wspomniany bank ściągał pieniądze bezpośrednio od restauratorów prowadzących poszczególne lokale.

Od osoby zbliżonej do spółki dowiedzieliśmy się, że utrzymanie tej praktyki mogłoby doprowadzić do bankructwa restauracji. Ostatnie doniesienia mówią jednak, że ING BSK zdecydowa- ło się prawdopodobnie na odstąpienie od „windykacji”. Można się więc spodziewać przełomu w rozmowach również z tym bankiem. Warto zauważyć, że akcjonariuszem Sfinksa jest też ING OFE.

Handel i konsumpcja
Marek Piechocki, prezes LPP: Czuję się tak, jakbym odpalał rakietę
Materiał Partnera
Zasadność ekonomiczna i techniczna inwestycji samorządów w OZE
Handel i konsumpcja
LPP pokazało wyniki i plan na 3 lata. Co na to inwestorzy?
Handel i konsumpcja
Co z delistingiem Kernela?
Handel i konsumpcja
Allegro przechodzi do kolejnego etapu. Będzie mieć nowego prezesa
Handel i konsumpcja
Allegro z nowym prezesem. Mamy komentarze analityków
Handel i konsumpcja
Szef Monnari: w Komeksie nie wszystko od nas zależy