Cacek przejął 32,99 proc. walorów Sfinksa, które należały do AmRestu, za niemal 30,5 mln zł (9,95 zł za akcję). Nie kupował bezpośrednio papierów, ale firmę, do której wniesione zostały powyższe udziały. Dzięki temu, mimo że stał się właścicielem dużego pakietu, nie musi ogłaszać wezwania.
AmRest zdecydował się sprzedać walory Sfinksa po konflikcie z innym akcjonariuszem Tomaszem Morawskim (założycielem Sfinksa). To on podpisał z AmRestem umowę odkupienia niemal jednej trzeciej udziałów, ale ostatecznie swoje prawa scedował na firmę OrsNet, kontrolowaną przez Cacka. – Sam jestem zaangażowany kapitałowo w inne przedsięwzięcia, dlatego nie zdecydowałem się na razie na kupowanie dodatkowych papierów – mówi Morawski.
Z naszych informacji wynika, że Cacek ma zostać długoterminowym inwestorem w Sfinksie, choć on sam zastrzega: – W związku z presją czasową, jaka towarzyszyła tej transakcji, dopiero za jakiś czas będę mógł dokonać pełnej oceny sytuacji i określić, czy moje zaangażowanie w spółkę będzie miało charakter długoterminowy. Zakładam, że moja inwestycja pozwoli spółce przetrwać krytyczny okres – mówi Cacek.
[srodtytul]Szybka decyzja o emisji[/srodtytul]
Jak twierdzi Tomasz Morawski (od dwóch tygodni ponownie prezes Sfinksa), który wprowadził Cacka do spółki, nie ma jeszcze ostatecznych ustaleń odnośnie do tego, czy nowy inwestor zaangażuje dodatkowe środki i będzie uczestniczył w podwyższeniu kapitału. – Decyzja zarządu o podniesieniu kapitału może zapaść nawet w tym tygodniu, ale dużo zależy od stanu negocjacji z bankami – mówi Morawski. Na razie nie chciał określić dokładnej kwoty, jaka jest potrzebna Sfinksowi.