[b]W IV kwartale Inter Cars zanotował 8,58 mln straty netto. Zarząd spółki tłumaczył to gwałtowną deprecjacją złotego. Przypomnijmy, na początku IV kwartału 2008 r. za euro płaco 3,40 zł, a na koniec – 4,17 zł. Dziś euro kosztuje około 4,7 zł. Czy sprzedaż importowanych towarów przy takich wahaniach kursów to wciąż opłacalny biznes?[/b]
Choć powszechne jest mniemanie, że na osłabieniu złotego zyskują eksporterzy, a importerzy tracą, dla Inter Carsu w dłuższej perspektywie osłabienie złotego jest korzystne. Podkreślam, mówimy o perspektywie kilku miesięcy. Około połowę towaru kupujemy w euro z odroczonym terminem płatności. Osłabiający się złoty sprawia, że pomiędzy datą zakupu a datą płatności powstają ujemne różnice kursowe. Równocześnie jednak podnosząc ceny w ślad za wzrostem kursu euro – a taką politykę stosujemy – zapasy towarów również zyskują na wartości, co przekłada się na wyższą marżę. Należy zauważyć, że wartość zapasów dwukrotnie przekracza wartość zobowiązań, czyli w uproszczeniu za połowę już zapłaciliśmy przy niższych kursach.
[b]Wydaje się jednak, że w praktyce sytuacja nie wygląda tak dobrze. Klienci mogą nie akceptować wyższych cen, co może przełożyć się na spadek obrotów.[/b]
Możemy sobie wyobrazić taki poziom cen części samochodowych, przy którym część klientów uzna korzystanie z aut, a co za tym idzie, okresowe serwisowanie i wykonywanie niezbędnych napraw za luksus, na który nie może sobie pozwolić. Obecnie wzrost cen jest akceptowany przez klientów, którzy, szczerze mówiąc, w wielu przypadkach są skazani na części pochodzące z importu.
[b]Wpływy ze sprzedaży przy wyższych marżach są rozłożone w czasie, a ujemne różnice kursowe są realizowane niemal natychmiast. Kiedy możemy się spodziewać poprawy wyników spółki?[/b]