Rynek ma to do siebie, że według osoby postronnej, która nie ma o nim pojęcia, zachowuje się nielogicznie. Ceny akcji zaczynają rosnąć, gdy większość spogląda w przyszłość z przerażeniem i jak z rękawa sypią się pesymistyczne prognozy. Innym razem ceny przerywają piękny wydawałoby się trend wzrostowy akurat w wtedy, kiedy zwyżka uzyskuje legitymację w postaci coraz lepszych danych makro. Gdzie tu sens?
Każdy, kto już zdobył jako takie doświadczenie, ma świadomość, że te paradoksalne zagrania rynku, które wydają się pozbawione rozsądku, w istocie oparte są na prostych zasadach. Zmiana cen wynika z ruchu kapitału. Są okresy, w których podaż jest duża, i takie, w których jest mała. To samo dotyczy popytu. Gdy obie strony transakcji są porównywalnej wielkości, mamy do czynienia z konsolidacją. Kiedy jedna jest od drugiej większa, pojawia się zmiana ceny, aż ponownie osiągnięta zostanie równowaga. Zwykłe prawo popytu i podaży.
Można wyróżnić dwie sytuacje, które sprawiają, że następuje nierównowaga między podażą a popytem. Pierwszą jest zwiększenie wielkości jednej strony względem wielkości drugiej, która pozostaje taka sama. Mamy z tym do czynienia, gdy pojawia się jakaś istotna, zaskakująca wiadomość, bądź ceny pokonują istotny poziom techniczny. Jest tak również w dłuższym terminie, gdy kreślony jest długi trend.
Nierównowaga może się też pojawić, kiedy wielkość kapitału po jednej stronie zmaleje względem względnie stałej wielkości kapitału po stronie drugiej. Właśnie taka sytuacja, oczywiście w dużym uproszczeniu, ma zwykle miejsce, gdy panujący na rynku trend się wyczerpuje. Kiedy trwają spadki, to wygasanie siły sprzedających sygnalizuje możliwość wyhamowania tendencji. Gdy trwa wzrost, to spadek siły kupujących jest pierwszą oznaką tego, że marsz cen może się kończyć. Mówimy tu o procesach w czasie, a nie skokowych zmianach z dnia na dzień.
Jak opisany mechanizm ma się do bieżącej sytuacji? Skoro od ponad pół roku trwa trend wzrostowy, to oznaką jego wygasania byłaby postępująca słabość popytu. Oczywiście nie zmierzymy dokładnie siły popytu, bo nie znamy zamierzeń wszystkich uczestników rynku (widzimy to, co się na nim dzieje, ale nie wiemy, jakim potencjałem do zakupów dysponują inwestorzy), ale możemy wysnuć pewne przypuszczenia na podstawie kilku przesłanek. Żadna nie będzie argumentem decydującym, ale wystąpienie kilku jednocześnie z pewnością uprawdopodobni końcowe wnioski. Pierwszą może być skala ruchu względem podobnych sytuacji w przeszłości. Niewątpliwie ostatni ruch wzrostowy ma dynamikę wyjątkową. Indeks WIG20 w czasie nieco ponad 6 miesięcy zyskał na wartości niemal 85 proc. Dotychczasowa historia nie daje podstaw do przypuszczenia, że kolejne pół roku będzie równie udane.