Trend wzrostowy słabnie, ale się jeszcze nie zakończył

Przebieg notowań na rynku akcji w tym tygodniu wskazuje na nieubłaganie zbliżający się moment przełomu. Nie chodzi tu nawet o to, że ceny spadły w okolice wsparcia ważnego dla graczy średnioterminowych. Chodzi o tło tego spadku. W tygodniu pojawiło się bowiem kilka kolejnych publikacji, które teoretycznie powinny zostać przez rynek akcji przyjęte z radością. Zamiast entuzjazmu mamy zaś przecenę i obawy, czy trend wzrostowy jeszcze jest aktualny

Publikacja: 05.09.2009 11:08

Trend wzrostowy słabnie, ale się jeszcze nie zakończył

Foto: GG Parkiet

Rynek ma to do siebie, że według osoby postronnej, która nie ma o nim pojęcia, zachowuje się nielogicznie. Ceny akcji zaczynają rosnąć, gdy większość spogląda w przyszłość z przerażeniem i jak z rękawa sypią się pesymistyczne prognozy. Innym razem ceny przerywają piękny wydawałoby się trend wzrostowy akurat w wtedy, kiedy zwyżka uzyskuje legitymację w postaci coraz lepszych danych makro. Gdzie tu sens?

Każdy, kto już zdobył jako takie doświadczenie, ma świadomość, że te paradoksalne zagrania rynku, które wydają się pozbawione rozsądku, w istocie oparte są na prostych zasadach. Zmiana cen wynika z ruchu kapitału. Są okresy, w których podaż jest duża, i takie, w których jest mała. To samo dotyczy popytu. Gdy obie strony transakcji są porównywalnej wielkości, mamy do czynienia z konsolidacją. Kiedy jedna jest od drugiej większa, pojawia się zmiana ceny, aż ponownie osiągnięta zostanie równowaga. Zwykłe prawo popytu i podaży.

Można wyróżnić dwie sytuacje, które sprawiają, że następuje nierównowaga między podażą a popytem. Pierwszą jest zwiększenie wielkości jednej strony względem wielkości drugiej, która pozostaje taka sama. Mamy z tym do czynienia, gdy pojawia się jakaś istotna, zaskakująca wiadomość, bądź ceny pokonują istotny poziom techniczny. Jest tak również w dłuższym terminie, gdy kreślony jest długi trend.

Nierównowaga może się też pojawić, kiedy wielkość kapitału po jednej stronie zmaleje względem względnie stałej wielkości kapitału po stronie drugiej. Właśnie taka sytuacja, oczywiście w dużym uproszczeniu, ma zwykle miejsce, gdy panujący na rynku trend się wyczerpuje. Kiedy trwają spadki, to wygasanie siły sprzedających sygnalizuje możliwość wyhamowania tendencji. Gdy trwa wzrost, to spadek siły kupujących jest pierwszą oznaką tego, że marsz cen może się kończyć. Mówimy tu o procesach w czasie, a nie skokowych zmianach z dnia na dzień.

Jak opisany mechanizm ma się do bieżącej sytuacji? Skoro od ponad pół roku trwa trend wzrostowy, to oznaką jego wygasania byłaby postępująca słabość popytu. Oczywiście nie zmierzymy dokładnie siły popytu, bo nie znamy zamierzeń wszystkich uczestników rynku (widzimy to, co się na nim dzieje, ale nie wiemy, jakim potencjałem do zakupów dysponują inwestorzy), ale możemy wysnuć pewne przypuszczenia na podstawie kilku przesłanek. Żadna nie będzie argumentem decydującym, ale wystąpienie kilku jednocześnie z pewnością uprawdopodobni końcowe wnioski. Pierwszą może być skala ruchu względem podobnych sytuacji w przeszłości. Niewątpliwie ostatni ruch wzrostowy ma dynamikę wyjątkową. Indeks WIG20 w czasie nieco ponad 6 miesięcy zyskał na wartości niemal 85 proc. Dotychczasowa historia nie daje podstaw do przypuszczenia, że kolejne pół roku będzie równie udane.

Inną przesłanką sugerującą siłę popytu są wielkości korekt względem poprzedzających je ruchów zgodnych z kierunkiem trendu. Do tej pory korekty nie były zbyt duże, więc potwierdzało to przewagę popytu nad podażą. Ostatni tydzień pewnie zachwiał wiarą w przewagę popytu, ale poziomy wsparcia nie zostały naruszone, nie ma wobec tego podstaw do zmiany oceny, że rynek jest w trendzie wzrostowym. Jeszcze.Skalę przewagi popytu ocenia się w połączeniu zmian cen z obrotami. Obrót jest więc kolejną przesłanką. Wzrost cen na coraz mniejszym obrocie nie jest oznaką siły, a szczyty trendu były niestety kreślone przy aktywności ledwie przeciętnej.

Wreszcie wrażliwość cen na pojawiające się informacje. Ceny nie rosły po dobrych wskaźnikach aktywności Polski, strefy euro czy USA. Kolejne dobre dane dotyczące amerykańskiego rynku nieruchomości także już bykom nie pomogły. Gdy rynek ignoruje złe informacje lub reakcja na nie jest tłumiona, można mówić o sile kupujących. Kiedy jednak nawet dobre wiadomości nie są w stanie podnieść cen, to można mieć wątpliwości co do szans na kontynuowanie ruchu, a przynajmniej jest to sygnalizator, że przewaga popytu nie jest już tak oczywista.

Inną przesłanką są panujące na rynku nastroje. Tu posiadacze długich pozycji mają pewne wsparcie, choć zapewne sami tego nie odczuwają. Na rynku od dłuższego czasu oczekuje się korekty, pojawiają się więc nerwowe ruchy spadkowe. Każdy chce być szybszy od pozostałych. Można to odczytać jako powątpiewanie w dalszą zwyżkę, co paradoksalnie może tej zwyżce pomóc. Ogólny poziom optymizmu jest wysoki, ale trendy kończą się skrajnymi uczuciami, a tego o panującym optymizmie powiedzieć nie można. Tu więc można uznać, że koniec jest blisko, lecz jeszcze chyba go nie osiągnęliśmy.

Dla tych, którzy śledzą sferę makro, nie będzie niespodzianką świadomość zbliżającego się końca ery łatwego pieniądza. Nie skończy się ona już w najbliższym czasie, ale przecież rynki akcji nie antycypują najbliższego czasu, ale to, co ma zajść przynajmniej za pół roku. Dlatego nie pomagają aktualnie publikowane dobre dane, bo te już są w cenach. Także pudrowany wzrost polskiego PKB w II kwartale nie jest koronnym argumentem byków, bo to przeszłość, a poza tym struktura tego wzrostu jest co najmniej dyskusyjna w kontekście przyszłości. Wielkość deficytu budżetowego poznamy dopiero w nadchodzącym tygodniu, ale już teraz wiemy, że będzie wyższy od założonego na ten rok. Jak wyższy i jak będzie finansowany? Tego nie wiadomo.

Trzeba mieć też świadomość, że znamy tylko wycinek rzeczywistości, a więc wiele może zależeć także od tego, czego nie jesteśmy w stanie dostrzec. Z tego też względu nawet zbieg wielu czynników sugerujących jakieś rozwiązanie nie może być podstawą do podejmowania decyzji na rynku, gdyż zawsze ostatecznym miernikiem układu sił jest cena. Skoro nie znamy wszystkich czynników wpływających na ceny, to nie można ignorować zmian samej ceny, ponieważ być może w danej chwili dominującym czynnikiem jest ten, który nam umyka. Wymienione wyżej przesłanki nie powiedzą nam, kiedy dokładnie trend się zakończy. Pozwolą jednak się na ten koniec przygotować, dzięki czemu rynek nas nie zaskoczy, co jest w sumie najważniejsze. Zaskoczenie bowiem prowadzi do nerwowych ruchów, a te – do błędów.

Ceny wskażą nam moment działania przez pokonanie poziomu, który można uznać za istotny. Gdy na wykresach pojawi się sygnał słabości popytu, cała lista wymienionych wyżej przesłanek będzie dla graczy sumarycznym czynnikiem do uznania tegoż sygnału za bardziej wiarygodny. Wiadomo bowiem, że sygnały są różne, nie ma narzędzi doskonałych i każdy sygnał może okazać się fałszywy. Jeśli połączymy znane nam przesłanki sugerujące, że trend wzrostowy może się zatrzymać z ewentualnym sygnałem, jaki pojawi się na wykresie, otrzymamy bardziej wiarygodne warunki do podjęcia decyzji.

Obecnie poziomem, którego pokonanie mogłoby wskazywać na wyczerpanie potencjału strony popytowej, jest poziom luki hossy z 20 sierpnia, a dla graczy nieco bardziej konserwatywnych okolice dołka na 2000 pkt. Zejście cen poniżej któregoś z tych poziomów może oznaczać zmianę nastawienia do rynku z pozytywnego, w czasie którego pozycją domyślną jest długa, na nastawienie neutralne, gdy pozostaje się poza rynkiem, bo trend się wyczerpał, a nowy się jeszcze nie wykrystalizował.

Dopóki te wsparcia się bronią, mówienie o końcu wzrostu jako o fakcie nie ma podstaw. Tym bardziej podejmowanie decyzji na podstawie takiego założenia jest wysoce ryzykowne, bo w praktyce oznacza negację tego, co wskazuje sam rynek. Gdy kogoś kusi wyprzedzanie sygnałów, niech sobie szybko odpowie na pytanie, czy celem gry jest wygrana z rynkiem, czy wygrana na rynku.

Kamil Jaros, CTA, Analityk Parkietu

[ramka][b]In­deks WI­G20 – wy­kres ty­go­dnio­wy[/b]

Na wykresie można wyrysować dwa kanały o nachyleniu wzrostowym. Ostatni szczyt wyznaczony przez indeks dokładnie pokrył się z górnym ograniczeniem jednego z nich. W przypadku scenariusza utrzymania się trendu indeks może dojść do górnego ograniczenia drugiego z kanałów.

[b]Indeks WIG20 – wykres dzienny[/b]

Na wykresie widać osiem kolejnych czarnych świec. Nie wygląda to optymistycznie, ale warto zauważyć, że nie przekreśla to szans byków, gdyż wykres nadal znajduje się nad poziomami wsparcia. Pierwsze znajduje się tuż pod poziomem 2100 pkt i jest nim luka hossy, a drugim położonym około 100 pkt niżej jest dołek czarnej świecy znajdującej się w okolicy letniej konsolidacji.[/ramka]

Analizy rynkowe
Techniczna spółka dnia. Pod PKO BP zaczyna kruszyć się podłoga
Materiał Partnera
Zasadność ekonomiczna i techniczna inwestycji samorządów w OZE
Analizy rynkowe
Tydzień na rynkach: Cła i wojna psują nastroje
Analizy rynkowe
WIG – (prawie) 100 tys. pkt. I co dalej?
Analizy rynkowe
Świat za bardzo boi się wyższych ceł w USA?
Analizy rynkowe
Wall Street na detoksie, reszta świata na fiskalnym haju
Analizy rynkowe
Tydzień na rynkach: Fed lekko pesymistyczny