Każdego miesiąca rynek zalewa fala rekomendacji wydawanych przez domy maklerskie. Jak wynika z naszych szacunków, przykładowo w ciągu ostatnich czterech tygodni ukazało się blisko 50 raportów analitycznych poświęconych poszczególnych spółkom giełdowym. Jedne z nich są bardziej optymistyczne, inne mniej. Jak z tego natłoku potencjalnie cennych dla inwestorów informacji publikowanych przez cały sztab wyspecjalizowanych ekspertów wydobyć przysłowiową esencję, czyli prognozę w sprawie tego, czy rynek akcji jest przewartościowany lub niedowartościowany.
[srodtytul]WIG20 według analityków[/srodtytul]
Jednym ze sposobów jest obliczenie wartości pewnej grupy spółek na bazie nie tylko ich kursów giełdowych, ale także wycen sporządzonych przez analityków, a następnie porównanie obu tych parametrów. Na potrzeby naszej analizy posłużyliśmy się spółkami wchodzącymi w skład WIG20. Obliczyliśmy wartość tego indeksu, zamiast kursów rynkowych podstawiając do wzoru na ten indeks wyceny specjalistów (patrz ramka). Aby sprawdzić, do jakich wniosków metoda ta prowadzi nie tylko obecnie, ale i w przeszłości, obliczyliśmy „WIG20 według analityków” wstecz – aż do grudnia 2008 r.
Rzut oka na wykres zestawiający obliczoną przez nas teoretyczną wartość WIG20 oraz jego faktyczną wartość pozwala zauważyć kilka cennych zależności. Po pierwsze widać, że od początku kwietnia obie wartości idą łeb w łeb. Różnice nie przekraczają plus/minus 10 proc.
Systematycznej zwyżce WIG20 towarzyszy równie konsekwentny wzrost jego wartości oszacowanej przez ekspertów. Można to interpretować jako oznakę tego, że analitycy, przeciętnie rzecz biorąc, uznają tegoroczną hossę za uzasadnioną przez czynniki fundamentalne. Ponieważ ich wyceny są oparte zazwyczaj na prognozach dotyczących przyszłych zysków spółek, to najwyraźniej większość ekspertów doszła do wniosku, że wzrost notowań jest usprawiedliwiony przez poprawę perspektyw finansowych przedsiębiorstw.