W maju hossa na GPW wyraźnie wyhamowała, a obserwując zwyżki na rynku polskich obligacji skarbowych (rentowność naszych papierów dziesięcioletnich spada, czyli ceny rosną, nieprzerwanie od lutego), wielu zarządzających przecierało oczy ze zdumienia. Mimo to ponad połowa funduszy zarządzanych przez polskie TFI osiągnęła zysk, wynika ze statystyk Analiz Online.
Będzie można zarobić
Fundusze akcji polskich szerokiego rynku, które w minionych miesiącach nie miały sobie równych w ofercie TFI pod względem stóp zwrotu, spuściły z tonu i ze średnim miesięcznym wynikiem 1,6 proc. pod kreską okazały się najsłabszą kategorią funduszy w maju. Powód? Strategia, która się sprawdzała we wcześniejszych miesiącach, polegająca na inwestowaniu przede wszystkim w duże spółki, się zachwiała. WIG20 musiał ustąpić pola indeksom średniaków i maluchów. Czy to już koniec hossy blue chips? – Inwestorzy o bardzo krótkiej perspektywie inwestycyjnej faktycznie mieli w maju dobrą okazję do zagrania „na krótko" – ocenia Piotr Święcik, członek zarządu Opera TFI. – Ale ten moment zdecydowanie minął – podkreśla. Zarządzany przez niego Novo Akcji, który licząc od początku roku, jest 26 proc. na plusie (najlepszy wynik w grupie), w minionym miesiącu stracił 3 proc. – Nie widzieliśmy powodu do gwałtownej zmiany dotychczasowej strategii polegającej na przeważeniu portfela w wybranych dużych spółkach. Sądząc po zachowaniu indeksów w USA i Europie Zachodniej, nie mamy wątpliwości, że jest to dobry moment na powrót do polskich akcji, a nie do wychodzenia z rynku – przekonuje Święcik. – Nie ulega jednak wątpliwości, że w kolejnych miesiącach hossa może się zmienić i z segmentu dużych spółek rozlać się na cały rynek. Do tej pory najlepiej pracował portfel składający się w większości z blue chips. Teraz pora na stopniową przebudowę. Jego docelową strukturę za parę miesięcy widziałbym tak: połowa w wybranych dużych spółkach, połowa w średnich i małych – zapowiada Święcik.
Trudno się nie zgodzić z tą opinią zwłaszcza po maju, kiedy to średni wyniki funduszy akcji małych i średnich spółek był o 1,7 pkt proc. wyższy niż funduszy akcji szerokiego rynku. Adam Łukojć z TFI Allianz idzie zresztą o krok dalej – jego zdaniem po hossie w dużych spółkach przyszła pora na zwyżki w „misiach" (szczegóły w ramce).
Inwestorzy, którzy wycofali się z funduszy polskich papierów dłużnych po stratach z końca ubiegłego roku, mają czego żałować. – Okoliczności rynkowe są wręcz wymarzone dla polskich obligacji skarbowych – mówi Mariusz Zaród, zarządzający Ipopema Dłużnym, który w maju zarobił 1,1 proc. Ten zarządzający w marcu na łamach „Parkietu" przewidział, że rentowność na poziomie 3,3 proc. zobaczymy „w okolicach wakacji". – Teraz jest 3,20 proc., a ja cieszę się, że rynek przebił moją prognozę, i nie dziwi mnie, że tak się stało. Deficyt budżetowy jest na poziomie zaledwie 800 mln zł, bo rosną wpływy budżetowe z tytułu VAT, CIT i PIT. To sprawia, że maleją potrzeby pożyczkowe Skarbu Państwa i w nadchodzących miesiącach będzie mniej emisji naszych obligacji, inwestorzy będą je musieli kupować na rynku wtórnym. Do tego mamy przyspieszającą gospodarkę, która dodatkowo sprzyja wzrostowi wpływów budżetowych, przy jednoczesnej deklaracji ze strony Rady Polityki Pieniężnej, że stopy procentowe pozostaną na niezmienionym poziomie. Czy można sobie wyobrazić lepsze warunki do inwestycji w dług? – pyta retorycznie Zaród.