Jeszcze dziesięć lat temu o bitcoinie wiedziała garstka informatycznych pasjonatów. W ciągu dekady stał się jednak tak popularny, że o jego regulacjach dyskutuje się w amerykańskim Kongresie, a niektóre rządy tak boją się o swój monetarny monopol, że zakazały jego obrotu. Co ciekawe, wciąż do końca nie wiadomo, jakie miejsce w finansowym świecie zajmie ten cyfrowy nośnik wartości. Prognozy w tej kwestii są bardzo rozbieżne. Jego krytycy, z ekonomistą i „przewidywaczem" kryzysów Nourielem Roubinim na czele, wieszczą mu upadek i cyfrową śmierć. Na drugim biegunie są entuzjaści, którzy wróżą mu przejęcie roli walut fiducjarnych i stanie się dewizą globalną, pozbawioną kontroli ze strony instytucji centralnych. W ostatnim czasie pojawiła się jeszcze jedna grupa, która sugeruje, że bitcoin mógłby być czymś na wzór cyfrowego złota, a więc środkiem do przechowywania wartości i inwestycyjną, bezpieczną przystanią. Czy taki scenariusz jest możliwy?

Trzy podobieństwa

Na poziomie fundamentalnym są co najmniej trzy cechy, które faktycznie upodabniają bitcoina do złota. Pierwsza, chyba kluczowa, dotyczy tego, że jego podaż jest ograniczona. Algorytm kryptowaluty został tak zaprojektowany, że maksymalna ilość bitcoinów, jaka kiedykolwiek pojawi się w obiegu, wynosi 21 mln sztuk. W jego kodzie jest zawarta komenda redukująca ilość nagrody w bloku o połowę co 210 000 bloków (tzw. halving), dlatego ostatni bitcoin będzie wydobyty prawdopodobnie około 2140 r. Druga cecha to konieczność wykonania pewnej pracy, by kryptowaluta mogła trafić do obiegu. Mówi się wręcz o kopaniu bitcoinów, które w cyfrowym świecie oznacza rozwiązywanie matematycznej łamigłówki przy pomocy specjalizowanych układów scalonych o wysokiej mocy obliczeniowej (tzw. koparek). Tak jak złoto ma swoje kopalnie, tak bitcoin ma swoje „mining poole", czyli górnicze kooperatywy, w ramach których pracuje wiele koparek generujących wspólnie jeszcze większą moc obliczeniową. Trzecie podobieństwo to fakt, że bitcoin stał się już aktywem inwestycyjnym. Jest wiele giełd kryptowalutowych, na których ma on zdecydowanie największy wolumen obrotu i jest rynkowo wyceniany. Mało tego, tradycyjne giełdy stworzyły dla niego instrumenty pochodne z odpowiednią standaryzacją (wygasanie, zabezpieczenie fizyczne) i coraz więcej jest firm, które pełnią rolę profesjonalnego depozytariusza gwarantującego bezpieczne przechowywanie cyfrowych monet. Te trzy cechy sprawiają, że przynajmniej w teorii bitcoin ma zadatki, by w wirtualnym świecie, do którego przecież przenosi się wiele naszych codziennych aktywności, stać się swego rodzaju „cyberkruszcem".

Korelacja i rozbieżności

Odpowiedzi na tytułowe pytanie poszukałem także na wykresach. Okazuje się, że w ostatnim czasie wyraźnie wzrosła dodatnia korelacja między kursem bitcoina i złota. Wskazuje na to wartość współczynnika Pearsona dla ostatnich pięciu lat. O ile w 2015 r. wynosił on -0,68, o tyle w 2016 r. – 0,16, w 2017 r. – 0,37, w 2018 – 0,61, a w tym roku wartość ta sięga już 0,75. Oznacza to w uproszczeniu, że jeszcze pół dekady temu notowania bitcoina poruszały się raczej przeciwnie do notowań złota, a teraz poruszają się w podobnych kierunkach. Z żadnym z innych popularnych aktywów bitcoin nie jest teraz tak mocno skorelowany. Dla porównania współczynniki Pearsona dla EUR/USD, ropy WTI, S&P 500 i japońskiego indeksu Nikkei 225 wynoszą odpowiednio: -0,6, -0,04, 0,71 i 0,12. A skoro rytmika obu porównywanych tutaj aktywów zaczyna być zbieżna, to można wysnuć wniosek, że inwestorzy traktują je w podobny sposób.

Foto: GG Parkiet

Jest jednak przynajmniej jedno duże „ale". Mowa o zmienności. Od bezpiecznej przystani oczekuje się względnego spokoju, a nie ekstremalnych zmian nastrojów. I tutaj bitcoin regularnie zawodzi od lat. Nie wiem, czy to choroba wieku dziecięcego (ma on dopiero dziesięć lat), czy jego immanentna cecha, ale liczby mówią same za siebie. Tylko w tym roku średnia dzienna zmiana jego kursu (licząc od zamknięcia do zamknięcia dnia) wynosi 0,5 proc., podczas gdy dla złota jest to tylko 0,07 proc. Jeśli porównać największe dzienne zmiany, to również mamy przepaść. Biorąc pod uwagę tylko ten rok, bitcoin zanotował jednodniowy największy wzrost rzędu 26 proc., a największa strata sięgnęła 14 proc. Dla złota te liczby to odpowiednio 2,5 proc. i 2,2 proc. W ciągu ostatnich pięciu lat niewiele się pod tym względem zmienia. Średnia zmienność bitcoina w latach 2015, 2016, 2017 i 2018 wynosiła odpowiednio: 0,21 proc., 0,35 proc., 1,2 proc. oraz -0,4 proc. Dla złota było to: -0,04 proc., 0,03 proc., 0,05 proc., -0,009 proc. Największy dzienny skok notowań złota w tym okresie to +5 proc., a największy spadek 3,2 proc. Dla bitcoina to odpowiednio +21,3 proc. oraz -21,4 proc. Przy takich rozbieżnościach trudno oczekiwać, by bitcoin szybko stał się alternatywą dla złota. Na ten moment może być co najwyżej uzupełnieniem portfela, ale w części przeznaczonej na aktywa ryzykowne. Za to ryzyko można jednak oczekiwać premii. Od początku 2019 r. bitcoin jest 140 proc. na plusie, podczas gdy złoto zyskało tylko 15,7 proc. Czy relacja zysku do ryzyka jest tutaj uczciwa, pozostawiam już do indywidualnej oceny...