W dziesięć lat opłaty zjadły całość zysków z inwestycji

Wysokie stawki za zarządzanie utrudniają zarządzającym zarabianie w długim terminie. W perspektywie dekady nieliczni są w stanie utrzymać fundusz i jednocześnie pokonać szeroki rynek warszawskiej giełdy.

Aktualizacja: 17.05.2017 11:55 Publikacja: 17.05.2017 06:00

W dziesięć lat opłaty zjadły całość zysków z inwestycji

Foto: Fotorzepa, Jakub Dobrzyński

Do szczytu hossy z 2007 r. WIG ma jeszcze do odrobienia 10 proc. Fundusz akcji polskich, któremu do osiągnięcia maksymalnej wyceny sprzed dekady zostało do zarobienia 5 proc., musiał w tym czasie zarobić 40 proc. Jak to możliwe?

Za jakość trzeba płacić tyle, co za jej brak

Większość funduszy akcji polskich, które działały już dziesięć lat temu, pobiera opłatę stałą za zarządzanie rzędu 4 proc. rocznie, co przez dekadę daje łączną wartość rzędu 40 proc. (świadomie nie liczymy procentu składanego) zainkasowanych przez TFI za prowadzenie funduszu (dla uproszczenia pomijamy pozostałe koszty funkcjonowania portfela inwestycyjnego). Stopa zwrotu brutto (wypracowana przez zarządzającego) rzędu 40 proc. w dziesięć lat oznacza wynik netto (dla uczestnika funduszu) rzędu... zero.

Nie dawno na łamach „Parkietu" przyjrzeliśmy się funduszom, które są najbliżej szczytów hossy. Jedyny produkt, któremu się to już udało, to – przeznaczony dla inwestorów instytucjonalnych – NN SFIO Akcji 2, w którym opłata za zarządzanie wynosi 2 proc. Przypadek? Na podium załapały się jeszcze PKO Akcji Małych i Średnich Spółek i Credit Agricole Akcyjny. Fundusz PKO pobiera 4 proc., produkt Credit Agricole, zarządzany przez BZ WBK TFI – 2,95 proc. Tak więc dwa z trzech najlepszych funduszy w długim okresie mają zdecydowanie niższe od średniej – 3,3 proc. dla funduszy akcji detalicznych – opłaty za zarządzanie.

Foto: GG Parkiet

Zaraz za podium uplasowały się jednak drogie fundusze – Noble Fund Akcji, UniKorona Akcje i Skarbiec Małych i Średnich Spółek. Skoro każdy z nich szybciej niż WIG sięgnie szczytów, można powiedzieć, że w przypadku tych produktów pobieranie wysokich opłat ma uzasadnienie – klienci płacą za jakość. – To, że fundusz Noble Fund Akcji jest o krok od odrobienia strat ze szczytu hossy 2007 r., a jednostka tego funduszu jest bliżej tego celu niż indeks WIG, oznacza, że przez te prawie dziesięć lat fundusz średnioroczne musiał wypracować przynajmniej 4 pkt proc. przewagi nad indeksem. 4 proc. to bowiem poziom stałej opłaty za zarządzanie pobieranej przez fundusz – tłumaczy Tomasz Manowiec, zarządzający Noble Funds TFI. Temu konkretnemu funduszowi do szczytu hossy zostało 6 proc. do zarobienia (jego stopa zwrotu jest 5 proc. na minusie), sam WIG musi jeszcze urosnąć o około 10 proc.

– Przy opłacie za zarządzanie na poziomie 4 proc. (pozostałe koszty pomijamy) i pokryciu portfela akcji funduszu z indeksem WIG na poziomie 50 proc. na drugiej połowie aktywów zarządzający musi wypracować 8 proc. przewagi nad indeksem szerokiego rynku, i to każdego roku – wylicza Leszek Kasperski, prezes Caspar Asset Management (opłata za zarządzanie funduszu Caspar Akcji to 3,5 proc.).

Problem jednak w tym, że w gronie funduszy, którym do odrobienia strat zostało najwięcej, również są same produkty o opłacie za zarządzanie rzędu 4 proc. Za co w tym przypadku została pobrana oplata? – Takie zestawienie pokazuje, że rynek niestety nie weryfikuje jakości pracy zarządzających. Inwestor detaliczny najczęściej kupuje jednostki funduszy w swoim banku, gdzie do wyboru dostaje produkty jednego czy dwóch TFI. Nie porównuje przy tym ich stóp zwrotu na tle konkurencji, a już na pewno nie robi tego dla długich okresów. Jego przeciętny horyzont porównawczy wynosi 6–12 miesięcy. Gdyby inwestorzy lepiej porównywali między sobą fundusze, słabsze strategie traciłyby klientów i musiałyby wypaść z rynku lub obniżyć opłaty – komentuje Manowiec.

Jest coraz taniej

Na szczęście TFI zdają sobie sprawę, że przy opłacie za zarządzanie rzędu 4 proc. pokonanie WIG w długim terminie uda się nielicznym – nasza giełda nie rośnie już tak szybko jak w I połowie ubiegłej dekady. Dlatego większość funduszy akcji polskich utworzonych po 2007 r. pobiera od uczestników 3–3,5 proc. opłaty za zarządzanie lub jeszcze mniej w przypadku biernych strategii inwestycyjnych, takich jak stosowany przez Ipopemę m-Indeks (2 proc.) czy ING BSK Indeks WIG20 (1,6 proc.).

Pytania do... Pauliny Cegiełki, analityk Solution One FIZ

Do jakich wniosków prowadzi analiza długoterminowych stóp zwrotu funduszy akcji polskich?

Foto: Archiwum

Niestety, do niezbyt pozytywnych, a już na pewno niepochlebnych dla samych zarządzających.

Aż tak źle?

W lutym opublikowałam zestawienie długoterminowych stóp zwrotu funduszy akcji polskich, w którym nałożyłam na wyniki inwestycyjne poziom opłat pobieranych przez fundusze. Z analizy wynikało, że jest tylko jeden fundusz, inkasujący 4 proc. opłaty za zarządzanie, który w każdym okresie – rocznym, dwuletnim, trzyletnim, czteroletnim, pięcioletnim i dziesięcioletnim – osiągał stopy zwrotu wyższe niż WIG. To PKO Akcji Polskich Małych i Średnich Spółek (40 proc. portfela akcji tego funduszu jest zainwestowane za granicą – red.). W grupie funduszy „niskokosztowych", w których opłata za zarządzanie nie przekracza 3,5 proc. nie ma ani jednego takiego funduszu. Jest za to kilka produktów – znacznie więcej niż w gronie kosztownych funduszy – którym sztuka ta udawała się prawie w każdym okresie. To NN SFIO Akcji 2, Credit Agricole Akcyjny, NN Akcji i NN Średnich i Małych Spółek. Wniosek jest prosty – tanie fundusze są lepsze w długim terminie, a zarządzający pobierający od klientów 4 proc. zbyt wysoko cenią swoje umiejętności.

A może fundusze akcji polskich nie są dobrą lokatą kapitału aż na 10 lat. Może trzeba po prostu w nie inwestować na rok, dwa?

Prawdopodobieństwo, że trafi się na dobry fundusz, inwestując najwyżej na parę lat, jest zdecydowanie większe. Nie ulega wątpliwości, że w krótkich okresach, rocznych i dwuletnich, stosunkowo sporo funduszy, również tych z opłatą za zarządzanie na poziomie 4 proc., osiąga stopy zwrotu przewyższające WIG. Z mojej analizy wynika, że nie można wykluczyć, że w długim terminie wyniki funduszy inwestycyjnych akcji polskich są niższe od stopy zwrotu z WIG właśnie o wartość opłaty za zarządzanie. Oznaczałoby to, że w krótkim terminie wyniki poszczególnych funduszy różnią się jedynie czynnikiem losowym, a więc te pozytywne są dziełem przypadku. Ale może być też tak, że w krótkim terminie zarządzającym łatwiej obstawić konkretny scenariusz rynkowy, wybrać spółki do portfela, a w perspektywie dekady strategie inwestycyjne poszczególnych funduszy i polityka inwestycyjna całych TFI nie przechodzą próby czasu. Trudno jest w ciągle zmieniającym się otoczeniu makroekonomicznym mieć taką strategię inwestycyjną, która będzie działać przez wiele lat, lub wciąż znajdować nowe. Tym bardziej gdy muszą one być ograniczone do konkretnych instrumentów finansowych, w tym przypadku akcji. JAM

Fundusze inwestycyjne
Jak TFI pudrują ofertę funduszy
Materiał Promocyjny
Jak wygląda nowoczesny leasing
Fundusze inwestycyjne
Kadrowe zmiany w Pekao TFI i PKO TFI
Fundusze inwestycyjne
Ostrożność wobec nowoczesnych technologii dopiero teraz procentuje
Fundusze inwestycyjne
Klientów TFI polskie akcje obchodzą tyle co zeszłoroczny śnieg
Fundusze inwestycyjne
Bankom niższe stopy nie podetną skrzydeł. Liczy się co innego
Fundusze inwestycyjne
Banki wciąż mocne, ale zysków szukamy szerzej