Choć władze Elektrobudowy już wcześniej sugerowały, że prognoza wyników finansowych na ten rok jest zbyt optymistyczna, to raport spółki za I półrocze i tak negatywnie zaskoczył analityków i inwestorów. Zgubne okazały się zawyżone wyceny kontraktów budowlanych wykonane w latach 2011–2012. Ostatecznie zlecenia te okazały się nierentowne. W efekcie w I półroczu spółka zaksięgowała z tego tytułu 25,7 mln zł straty. – Podejmujemy niezbędne działania, aby nigdy więcej nie doszło do tak dużych przeszacowań – przekonywał wczoraj Jacek Faltynowicz, prezes Elektrobudowy. Notowania spółki spadały wczoraj nawet o 10 proc., do 135,2 zł.
Feralne kontrakty
Na wczorajszym spotkaniu z analitykami zarząd spółki, nie szczędząc słów krytyki, szczerze przyznał się do błędów i szczegółowo opisał każdy mylnie oszacowany kontrakt. Najbardziej dotkliwe okazały się trzy zlecenia: przebudowa poznańskiego domu towarowego Okrąglak, budowa zajezdni tramwajowej Franowo w Poznaniu oraz sali koncertowej koszalińskiej filharmonii. W konsekwencji z firmą rozstała się cała kadra zarządzająca działem przemysłu, który realizował powyższe kontrakty, na czele z członkiem zarządu. Spółka stawia teraz na zlecenia dla branży energetycznej, w tym budowę linii wysokich napięć oraz małych elektrociepłowni.
Wyniki rozczarowały
Z wynikiem netto sięgającym na koniec I półrocza 0,8 mln zł, przy 382,8 mln zł przychodów, wykonanie przez Elektrobudowę rocznego budżetu okazało się nierealne. Zakładał on wypracowanie 1,01 mld zł przychodów i 42,1 mln zł zysku netto. Nowe prognozy zarządu przewidują, że w II półroczu grupa wykaże 499,1 mln zł obrotów, a czysty zarobek przekroczy 18 mln zł.
Analitycy przewidują, że po bardzo słabym 2013 r. przyjdzie poprawa. – Jeśli zarząd właściwie ocenił czynniki ryzyka związane z realizowanymi kontraktami, w kolejnych latach spółka powinna systematycznie poprawiać wyniki – twierdzi Piotr Zybała, analityk DI BRE Banku. W jego ocenie bardzo dobrze prezentuje się portfel zleceń, który na koniec czerwca wyniósł 1,9 mld zł, a to dwa razy więcej niż spółka miała rok wcześniej. – Spodziewam się więc, że 2014 r. będzie dla spółki lepszy nie tylko od obecnego, ale też od 2012 czy 2011. Motorem wzrostu wyników będą nowe kontrakty od Tauronu i PSE w najważniejszych dla spółki segmentach wytwarzania oraz dystrybucji energii – dodaje Zybała.
Mniej optymistyczne są władze spółki. – Na razie nie widzimy żadnych oznak poprawy koniunktury na rynku i nie spodziewam się tego również w przyszłym roku. Zwłaszcza że wciąż niepewnych jest wiele inwestycji w energetyce – powiedział „Parkietowi" Faltynowicz.