3–4 miesiące do historycznych szczytów cyklu w przemyśle

Po roku od zatrzymania niekorzystnych tendencji dynamika produkcji przemysłowej w naszym kraju zbliża się wielkimi krokami do poziomów, przy których w przeszłości następowało jej załamanie. Jeśli historyczne zależności się utrzymają, będzie to oznaczało, że hossa – choć jeszcze może potrwać – jest już zdecydowanie bliżej końca, niż początku

Publikacja: 20.02.2010 03:08

3–4 miesiące do historycznych szczytów cyklu w przemyśle

Foto: PARKIET

Miniony tydzień przyniósł publikację jednego z kilku najważniejszych dla rynku akcji wskaźników makroekonomicznych – dynamiki produkcji przemysłowej w naszym kraju. W skali roku produkcja wzrosła o 8,5 proc., dane zaś po wyeliminowaniu czynników sezonowych poprawiły się aż o 11,1 proc., co jest odczytem najlepszym od prawie dwóch lat.

[srodtytul]Dobrze i źle zarazem[/srodtytul]

Jak interpretować te ważne dane (ważne są choćby dlatego, że korelacja między roczną dynamiką produkcji a rocznymi zmianami WIG wynosi dla ostatnich 12 miesięcy aż 87 proc.)? Według najprostszej interpretacji odczyt ten wytrąca oręż z ręki tych analityków, którzy trzymali się tezy mówiącej, że trwająca od roku zwyżka na GPW nie ma uzasadnienia fundamentalnego. Dane o produkcji są cały czas zgodne z trendem na rynku akcji.

Z drugiej strony, na najnowsze odczyty warto również spojrzeć z punktu widzenia kontrariańskiego, tzn. zastanowić się, jak blisko jest do historycznych szczytów, których osiągnięcie byłoby znakiem ostrzegawczym. Jest to zadanie o tyle łatwe, że w przeszłości dynamika produkcji układała się w wyraźne cykle koniunkturalne. Najłatwiej zidentyfikować je, jeśli zastosujemy zabieg w postaci obliczenia 3-miesięcznej średniej kroczącej, która wygładza dość zmienne dane miesięczne. Obecnie średnia ta wynosi 8,6 proc. i jest na poziomie najwyższym od prawie dwóch lat.

Na wykresie widać, jak odczyt ten wygląda na „mapie” historycznego cyklu koniunkturalnego. Z jednej strony, przemysł przebył już długą drogę od dna cyklu, które tym razem (tzn. na początku 2009 r.) było położone znacznie niżej (-1,4 proc.) niż w poprzednich fazach spadkowych (zakończonych w marcu 1999 r., maju 2002 r. i maju 2005 r.). Z drugiej strony, widać też, że z każdym miesiącem dynamika produkcji wielkimi krokami zbliża się do historycznych szczytów koniunktury.

Strefa niebezpiecznie wysokich odczytów (cały czas mowa o 3-miesięcznej średniej kroczącej) leży na wysokości 14–15 proc. (na tym poziomie skończyła się faza ekspansji w przemyśle w styczniu 2000 r., czyli w ostatnich chwilach tzw. hossy internetowej na GPW, oraz w lipcu 2006 r.). Co prawda szczyt wszechczasów był położony jeszcze wyżej (21,2 proc. w kwietniu 2004 r.), ale liczbę tę warto traktować z przymrużeniem oka ze względu na ówczesne specyficzne okoliczności (tak mocny wzrost produkcji był związany z popytem w okresie przed akcesją Polski do UE).

[srodtytul]Szczyt jeszcze przed połową roku?[/srodtytul]

W tym kontekście najnowszy odczyt dynamiki (8,6 proc. średnio w ostatnich trzech miesiącach) jest co prawda jeszcze wyraźnie poniżej owych 14–15 proc., ale przy takim tempie zwyżki jak do tej pory dotarcie do historycznych szczytów nie zajmie dużo czasu. Jeśli założymy, że dynamika produkcji będzie się podnosiła nadal w takim tempie jak od ubiegłorocznego dołka (czyli średnio o 1,5 pp miesięcznie), to na wysokości 14–15 proc. znajdzie się już w okolicy kwietnia/maja. Teoretycznie więc przemysł znajduje się w odległości zaledwie paru miesięcy od historycznych szczytów, a to już jest poważnym powodem do zastanowienia się nad strategią na dalszą część roku.

Skoro szczyty są już w miarę blisko, to warto się przyjrzeć, jakie warunki fundamentalne musiały być spełnione w przeszłości, by załamała się hossa na warszawskiej giełdzie. Przyjrzenie się wykresowi prowadzi do dwóch wniosków. Po pierwsze, hossa nigdy się nie załamała, zanim dynamika produkcji nie sięgnęła przynajmniej wspomnianych 14–15 proc. Po drugie, do rozpoczęcia trendu spadkowego na GPW konieczny był spadek dynamiki z tych wysokich poziomów.

Nawet biorąc pod uwagę fakt, że dane o produkcji znane są dopiero kilka tygodni po zakończeniu miesiąca, którego dotyczą, to i tak w momencie rozpoczęcia bessy na GPW zawsze było już wiadomo, że aktywność w przemyśle szybko maleje. Nawet na początku 2000 r. (kiedy proces odwracania się trendu na giełdzie i w gospodarce był wyjątkowo błyskawiczny i nie obejmował żadnej fazy przejściowej), w trakcie pierwszej silnej fali spadkowej WIG (w kwietniu 2000 r.) inwestorzy się dowiedzieli, że roczna dynamika produkcji obniża się w błyskawicznym tempie (w marcu runęła z 14,4 do 10,3 proc. – cały czas mowa o 3-miesięcznej średniej).

Z kolei ostatnia drastyczna bessa rozpoczynała się (w lipcu 2007 r.) w sytuacji, gdy wiadomo już było, że roczna dynamika produkcji w naszym kraju obniżyła się w ciągu kilku miesięcy z ok. 15 do niespełna 9 proc.W każdym z tych przypadków inwestorzy otrzymywali więc wyraźne sygnały w postaci twardych danych makro, że faza wzrostowa w gospodarce ulega załamaniu. Sygnały te były warunkiem koniecznym końca hossy i początku wielomiesięcznej bessy, przy czym w jednym z przypadków (lata 2004–2005, kiedy spowolnienie gospodarcze okazało się w miarę łagodne) zamiast bessy na rynku zapanowała jedynie długotrwała stagnacja (w górę szły kursy wąskiej grupy spółek), ale i tak posiadanie w tym okresie bezpiecznych instrumentów zamiast akcji okazało się słuszne.

[srodtytul]Warunki nie są jeszcze spełnione[/srodtytul]

Na razie żaden z omówionych warunków (najpierw wzrost dynamiki produkcji do 14–15 proc. lub jeszcze wyżej, a potem ostry jej spadek) nie jest jeszcze spełniony. To każe z rezerwą podchodzić do rozpoczętej w połowie stycznia korekty spadkowej na warszawskim parkiecie, ponieważ nie widać czynników fundamentalnych mających uzasadniać przerodzenie się tej korekty w trend spadkowy. Obecna sytuacja na razie nie pasuje jeszcze do schematu odwracania się trendu w przeszłości. Teoretycznie czas na to przyjdzie dopiero najwcześniej za kilka miesięcy.

[ramka][b]Odległość sWIG80 od szczytu to 1,1 proc., WIG20 aż 10,7 proc.[/b]

Rozbieżność między sytuacją na rynku dużych i małych spółek, o której pisałem obszernie tydzień temu, pogłębia się. Podczas gdy kojarzony z maluchami indeks sWIG80 jeszcze bardziej zbliżył się do styczniowego szczytu, a jednocześnie do górnego ograniczenia trendu bocznego, w jakim tkwi od pięciu miesięcy (do bariery tej brakuje zaledwie 1,1 proc.), to gromadzący tuzy WIG20 balansuje między poziomem wsparcia na wysokości 2173–2194 pkt (listopadowy dołek, naruszony w połowie lutego) a przebitymi w styczniu dołkami z listopada i grudnia 2009 r. (ok. 2315 pkt). WIG20 jest zagrożony spadkiem do poziomu najniższego od października 2009 r., a sWIG80, najwyraźniej niewzruszony tą perspektywą, przymierza się do ataku na szczyt. Tak ciekawej, a zarazem rodzącej dylematy sytuacji technicznej już dawno nie było. Trudno przypuszczać, by owa rozbieżność utrzymała się długo, więc można sobie wyobrazić dwa scenariusze prowadzące do odnowienia korelacji między maluchami i tuzami. Ten bardziej optymistyczny zakłada, że indeks małych spółek pokona szczyt, pociągając za sobą również duże firmy, i rozpocznie się kolejna fala wzrostowa. Scenariusz odwrotny mówi zaś, że sWIG80 nie zdoła pokonać szczytu i zacznie spadać w kierunku dolnego ograniczenia pięciomiesięcznego trendu bocznego, czemu będzie towarzyszyło szybkie przełamanie przez WIG20 poziomów wsparcia. W tym drugim wariancie sytuacja pozostanie jednak nierozstrzygnięta w średnim terminie, bo dopóki sWIG80 nie przebije wspomnianego ograniczenia trendu bocznego, nie będzie można jeszcze mówić o rozpoczęciu bessy na rynku małych spółek.[/ramka]

Analizy rynkowe
Techniczna spółka dnia. Pod PKO BP zaczyna kruszyć się podłoga
Materiał Partnera
Zasadność ekonomiczna i techniczna inwestycji samorządów w OZE
Analizy rynkowe
Tydzień na rynkach: Cła i wojna psują nastroje
Analizy rynkowe
WIG – (prawie) 100 tys. pkt. I co dalej?
Analizy rynkowe
Świat za bardzo boi się wyższych ceł w USA?
Analizy rynkowe
Wall Street na detoksie, reszta świata na fiskalnym haju
Analizy rynkowe
Tydzień na rynkach: Fed lekko pesymistyczny