Miniony tydzień przyniósł publikację jednego z kilku najważniejszych dla rynku akcji wskaźników makroekonomicznych – dynamiki produkcji przemysłowej w naszym kraju. W skali roku produkcja wzrosła o 8,5 proc., dane zaś po wyeliminowaniu czynników sezonowych poprawiły się aż o 11,1 proc., co jest odczytem najlepszym od prawie dwóch lat.
[srodtytul]Dobrze i źle zarazem[/srodtytul]
Jak interpretować te ważne dane (ważne są choćby dlatego, że korelacja między roczną dynamiką produkcji a rocznymi zmianami WIG wynosi dla ostatnich 12 miesięcy aż 87 proc.)? Według najprostszej interpretacji odczyt ten wytrąca oręż z ręki tych analityków, którzy trzymali się tezy mówiącej, że trwająca od roku zwyżka na GPW nie ma uzasadnienia fundamentalnego. Dane o produkcji są cały czas zgodne z trendem na rynku akcji.
Z drugiej strony, na najnowsze odczyty warto również spojrzeć z punktu widzenia kontrariańskiego, tzn. zastanowić się, jak blisko jest do historycznych szczytów, których osiągnięcie byłoby znakiem ostrzegawczym. Jest to zadanie o tyle łatwe, że w przeszłości dynamika produkcji układała się w wyraźne cykle koniunkturalne. Najłatwiej zidentyfikować je, jeśli zastosujemy zabieg w postaci obliczenia 3-miesięcznej średniej kroczącej, która wygładza dość zmienne dane miesięczne. Obecnie średnia ta wynosi 8,6 proc. i jest na poziomie najwyższym od prawie dwóch lat.
Na wykresie widać, jak odczyt ten wygląda na „mapie” historycznego cyklu koniunkturalnego. Z jednej strony, przemysł przebył już długą drogę od dna cyklu, które tym razem (tzn. na początku 2009 r.) było położone znacznie niżej (-1,4 proc.) niż w poprzednich fazach spadkowych (zakończonych w marcu 1999 r., maju 2002 r. i maju 2005 r.). Z drugiej strony, widać też, że z każdym miesiącem dynamika produkcji wielkimi krokami zbliża się do historycznych szczytów koniunktury.