Techniczne podsumowanie roku na warszawskiej giełdzie

Bierzemy pod lupę wykresy wybranych indeksów oraz spółek. Kto był liderem, a kto przegranym minionych 12 miesięcy? Analizujemy stopy zwrotu i bieżące zachowanie notowań. Jaką przyszłość można wyczytać z układów kresek i analizowanych statystyk?

Publikacja: 02.01.2018 05:00

Techniczne podsumowanie roku na warszawskiej giełdzie

Foto: Adobestock

Rok 2017 na warszawskiej giełdzie przejdzie do historii jako czas dużych spółek. Indeks blue chips zyskał bowiem ponad 25 proc. (licząc do zamknięcia czwartkowej sesji) i zadyszki dostał dopiero w ostatnim kwartale. Spółki o średniej kapitalizacji nie rozpieszczały już swoich akcjonariuszy tak bardzo. Wskaźnik mWIG40 wzrósł o 15 proc., ale to główna zasługa pierwszego kwartału. Później notowania indeksu weszły w fazę konsolidacji, w której zamknięte są do dziś. Najsłabiej w 2017 r. zachowywały się maluchy, co dla wielu ekspertów było negatywnym zaskoczeniem, zwłaszcza że dane gospodarcze dla Polski były bardzo dobre. Tymczasem indeks sWIG80 zyskał zaledwie 1,9 proc., a trzeba uczciwie przyznać, że gdyby nie listopadowo-grudniowy rajd św. Mikołaja, to wynik ten byłby ujemny.

Warto też rzucić okiem na indeksy branżowe. Optymizmem napawa to, że tylko dwie branże zakończyły rok pod kreską (informatyczna i spożywcza, odpowiednio -6 proc. i -11 proc.). Ponadto w okolicy zera oscylowały na koniec roku wyniki WIG-ów reprezentujących sektory budownictwa i motoryzacji. Pozostałe 10 wskaźników było na plusie, ale szeroki WIG pokonały tylko sektory: górnictwa (26 proc.), paliwowy (29 proc.), bankowy (37 proc.) oraz odzieżowy (47 proc.). To tłumaczy automatycznie moc segmentu blue chips.

Wyrównana walka

Zmiany głównych indeksów, z uwagi na różne wagi poszczególnych spółek, nie oddają w sposób kompletny tego, co działo się w ostatnich 12 miesiącach na szerokim rynku warszawskiego parkietu. Dlatego uruchomiłem MetaStocka i sprawdziłem, jak w ostatnich ośmiu latach (okres po kryzysie z 2008 r.) układała się relacja między spółkami, których akcje zdrożały w danym roku o przynajmniej 30 proc., i spółkami, których akcje potaniały o 30 proc. lub więcej (nie licząc spółek, które na początku badanego roku miały groszową wycenę). Iloraz niższy od 1 świadczy o przewadze spółek tracących, a wyższy od 1 o przewadze zyskujących. Dla ostatnich ośmiu lat, począwszy od 2009 r., wartość tego ilorazu układała się następująco: 9,6; 3,6; 0,07; 1,6; 2,2; 0,4; 1,4; 2,1 oraz 1. Jak widać na tle ostatnich lat, rok 2017 wypada słabo. Gorzej było tylko w 2011 r., a więc w czasie greckiego kryzysu, oraz w 2014 r., który był okresem wyraźnej konsolidacji na szerokim rynku. W pozostałych latach analizowana relacja układała się zdecydowanie na korzyść byków. W 2009 r. liczba spółek zyskujących ponad 30 proc. była ponad 9-krotnie wyższa od tych tracących, co oczywiście tłumaczyć należy odbiciem po kryzysowym 2008 r. Jedynka dla ubiegłego roku sugeruje, że był to jednak dość wyrównany okres, a więc wynikiem konfrontacji byków z niedźwiedziami jest z tej perspektywy po prostu remis.

Warto jeszcze przyjrzeć się nieco dokładniej statystykom dla 2017 r. Okazuje się, że spółek, których papiery podrożały o ponad 30 proc., było 86. W tym gronie jedna firma dała zarobić ponad 200 proc., osiem ponad 100 proc. i 24 ponad 70 proc. Średni zysk z akcji tych 86 emitentów wyniósł 62 proc. Z kolei spółek, które przyniosły ponad 30-proc. stratę, było 88. Cztery z nich zaliczyły spadek kursu przekraczający 90 proc., a 16 ponad 70 proc. Średnia zniżka to 53 proc. Najciekawsze pod kątem technicznym spółki, zarówno z góry, jak i z dołu tabeli, analizujemy na powyższych i poniższych wykresach.

Aktualna sytuacja

Główne indeksy warszawskiej giełdy kończyły rok pod znakiem zmagań ze średnimi kroczącymi. Często zwracam uwagę w tygodniowych podsumowaniach, że wskaźniki te stanowią bardzo ważne ruchome wsparcia i opory. Ich pokonanie można traktować jako sygnał początku nowej fali o kierunku zgodnym z kierunkiem wybicia. W przypadku WIG20 w końcówce roku pojawił się optymistyczny akcent, bowiem indeks przebił od dołu 50-sesyjną średnią. Co istotne – linia średniej pokonana została przez duży, biały, dzienny korpus świecy (tzw. marubozu), co dodatkowo wzmacnia pozytywną wymowę sygnału. Dodatkowo wskaźnik MACD jest blisko przebicia od dołu poziomu 0, co byłoby kolejny potwierdzeniem. Kluczowe z punktu widzenia analizy technicznej będzie jednak przebicie ostatniego lokalnego szczytu. Chodzi o maksimum z 24 listopada, czyli 2518 pkt. Jeśli do tego dojdzie, będzie to przerwanie sekwencji coraz niższych szczytów, a więc w tym przypadku klasyczny sygnał końca spadkowej korekty. W taki scenariusz wpisuje się spodziewany efekt stycznia, o którym poniżej.

Analogiczna sytuacja jak na WIG20 widoczna jest na wykresie szerokiego WIG-u. On także sforsował linię średniej i zbliża się do lokalnego szczytu. Indeks mWIG40 z kolei, który w ostatnich miesiącach był relatywnie słabszy od pozostałych segmentów rynku (na jego wykresie pojawiła się formacja krzyża śmierci, a więc długoterminowy sygnał sprzedaży), przebił w ubiegłym tygodniu zarówno średnią z 50, jak i 200 sesji. Wzrastają więc techniczne szanse, że krzyż śmierci zostanie zanegowany, a notowania zaatakują 5000 pkt, a więc górną granicę trwającej od kilku miesięcy konsolidacji.

I na koniec warto rzucić okiem na maluchy. Tylko ten segment odwiedził w minionym roku św. Mikołaj, dzięki czemu sWIG80 wzrósł od dołka z połowy listopada do zamknięcia czwartkowej sesji o 5,7 proc. W połowie ubiegłego miesiąca kurs przebił linię średniej kroczącej 50 sesji oraz poziom ostatniego lokalnego szczytu w trendzie spadkowym (14 346 pkt). Dodatkowo MACD wrócił na linię 0. Z technicznego punktu widzenia nałożyły się na siebie trzy sygnały kupna, zapowiadające zmianę trendu na wzrostowy. Biały korpus czwartkowej świecy oraz nowe maksimum trwającej fali zwyżkowej (14 527 pkt, najwyższy poziom od 19 października 2017 r.) tylko potwierdzają ten techniczny optymizm. Z tej perspektywy styczeń, nawet jeżeli najbliższe sesje przyniosą częściową realizację zysków, rysuje się w całkiem przyjaznych barwach. Zwłaszcza jeśli wzbogacimy analizę o prezentowane poniżej historyczne statystyki pierwszego miesiąca roku dla szerokiego indeksu WIG.

Statystyki dla stycznia

Jaki może być pierwszy miesiąc nowego roku? Poszukując odpowiedzi na to pytanie, tradycyjnie już sięgamy do statystyk historycznych, a te dla stycznia są wyjątkowo optymistyczne. Okazuje się bowiem, że średnio w pierwszym miesiącu roku indeks szerokiego rynku WIG rośnie aż o 4 proc. Żaden z pozostałych miesięcy nie ma tak wysokiej średniej. Nawet jeśli usuniemy ze statystyk wartości skrajne (-17,7 proc. w 1995 r. i +37,3 proc. w 1996 r.), to średnia zmiana pozostaje na wysokim poziomie sięgającym 3,6 proc. Styczeń charakteryzuje się też wysoką trafnością, tzn. na ostatnich 26 lat w 15 przypadkach pierwszy miesiąc roku przynosił wzrost notowań WIG (średnio o 10,8 proc.), a w 11 ich spadek (średnio -5,2 proc.). Stąd też dodatnia mediana zmian wynosząca 1,2 proc. Dane historyczne potwierdzają więc sezonowe odchylenie zwane efektem stycznia. Nie jest to 100-proc. pewniak, ale daje statystyczną przewagę tym, którzy będą się nastawiać na zwyżki szerokiego rynku GPW w tym miesiącu.

 

 

 

Analizy rynkowe
Techniczna spółka dnia. Pod PKO BP zaczyna kruszyć się podłoga
Materiał Promocyjny
Jak wygląda nowoczesny leasing
Analizy rynkowe
Tydzień na rynkach: Cła i wojna psują nastroje
Analizy rynkowe
WIG – (prawie) 100 tys. pkt. I co dalej?
Analizy rynkowe
Świat za bardzo boi się wyższych ceł w USA?
Analizy rynkowe
Wall Street na detoksie, reszta świata na fiskalnym haju
Analizy rynkowe
Tydzień na rynkach: Fed lekko pesymistyczny