Dzisiaj rano dużo miejsca zajmuje polityka, chociaż warto w tym miejscu przeprowadzić szybką selekcję informacji, pozostawiając tylko te wątki, które mogą mieć znaczenie w średnim terminie. Po pierwsze Niemcy – referendum w SPD zamyka kilkumiesięczny okres niepewności, Angela Merkel po raz czwarty zostanie kanclerzem i ma szanse na większościowe, chociaż nie tak komfortowe jak wcześniej rządy. Tandem Merkel i Macron będzie mieć szanse przedstawić rozwiązania zacieśniające współpracę w strefie euro, chociaż wcześniej będzie musiał zmierzyć się z tendencjami widocznymi we Włoszech. Dla rynków finansowych rozdział pod hasłem niemiecka polityka jest już zamknięty. Po drugie Włochy – na to, że żaden z głównych bloków politycznych nie będzie miał możliwości rządzić samodzielnie wskazywały już wcześniejsze sondaże publikowane przed niedzielnymi wyborami parlamentarnymi – to nie jest zaskoczenie. Dzisiejsze obawy rynków to wynik rozkładu głosów, który pokazuje, że co drugi Włoch wybrał eurosceptyków (albo jest to Ruch 5 Gwiazd, który uzyskał znacznie lepsze wyniki od tych w sondażach, albo Liga Północna, która umniejszyła znaczenie Forza Italia Silvio Berlusconiego z którym, oraz niewielką, nacjonalistyczną partią Bracia Włosi, poszła do wyborów w bloku centroprawicy). Może to sygnalizować rozpad tego bloku i próby szukania nowego koalicjanta przez Ligę Północną. Teoretycznie koalicja M5S i LN miałaby większość w obu izbach parlamentu, a programowo byłaby ona spójna w kwestiach polityki wobec reszty UE, domagania się poluzowania kryteriów budżetowych, czy też zmian w polityce imigracyjnej. Wciąż jednak różnice pomiędzy tymi ugrupowaniami są zbyt duże. Tylko, że przedłużający się pat, może ostatecznie prowadzić do ustępstw prowadzących do zawiązania nieszczególnie przychylnej rynkom koalicji. Na razie jednak rynek próbuje rozgrywać scenariusz pata, odsuwając tym samym kwestie włoskiej polityki na bok, ale tu może tkwić ryzyko negatywnych zaskoczeń.
W temacie polityki nie sposób zapominać o sytuacji w Wielkiej Brytanii – piątkowe wystąpienie premier May nie rozwiązało wątpliwości wokół statusu Irlandii Północnej po Brexicie, chociaż szefowa rządu wyraziła gotowość do negocjacji z Brukselą na ten temat. Wydaje się jednak, że obecna faza kluczowych rozmów będzie znacznie trudniejsza dla obu stron, niż wcześniej sądzono i może pojawić się ryzyko, że nie uda się wszystkiego uzgodnić na czas (do marca 2019 r.). Równie istotna sprawa to polityczna pozycja premier May, która jest zależna od poparcia północnoirlandzkich unionistów w DUP w Izbie Gmin. Tym samym możliwości ustępstw w temacie Irlandii Północnej są niewielkie. Niewykluczone, że w najbliższym czasie polityka będzie nadal przysłaniać oczekiwania związane z ewentualną podwyżką stóp procentowych w maju przez Bank Anglii.
Polityka to też element ostatnich działań Donalda Trumpa, który w ostatni czwartek wywołał burzę wprowadzając wysokie cła na import stali i aluminium do USA. W odpowiedzi źródła w Komisji Europejskiej poinformowały o tym, że przygotowane są rozwiązania zakładające wprowadzenie 25 proc. stawek ceł na wybrane, amerykańskie produkty. Ich lista zostanie zaprezentowana w najbliższych dniach krajom UE, które będą musiały ją zaakceptować. Wciąż zagadką jest ewentualna odpowiedź ze strony Chin. Tak czy inaczej rynki nadal będą obawiać się na ile czwartkowe posunięcie Trumpa nie doprowadzi do rozpoczęcia tzw. wojen handlowych na pełną skalę. I w tym tkwi jeden z kluczy do zrozumienia sytuacji na rynkach w najbliższych dniach.
Drugi z nich to oczekiwania związane z decyzjami banków centralnych. Kluczowy wpływ na sentyment będzie mieć oczywiście czwartkowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego, po którym oczekuje się wciąż wiele – pytanie, czy nie za wiele. Nawet, jeżeli ECB dokona zmiany w komunikacie usuwając z niego sformułowanie sugerujące możliwość zwiększenia skali QE, jeżeli zajdzie taka potrzeba, to pewnym błędem byłoby proste interpretowanie tego faktu jako zapowiedź szybszego zakończenia QE i przybliżenia czasu podwyżki stóp procentowych przez ECB w 2019 r. Ostatnie dane makro ze strefy euro (inflacja i indeksy PMI) nie sugerują, aby ECB miał się jakoś spieszyć z tymi posunięciami w porównaniu z tym, co deklarował na jesieni. Poza ECB uwagę przykuje też decyzja Banku Kanady (w środę) będąca w cieniu ostatniego zamieszania wokół ceł, które mogą położyć porozumienie NAFTA (więc nadmiernego optymizmu po konferencji BOC raczej nie należy oczekiwać), oraz piątkowy komunikat Banku Japonii (w zeszły piątek prezes Kuroda nieco zaskoczył sformułowaniem o możliwości odchodzenia od ultra-luźnej polityki w 2020 r., jeżeli cel inflacyjny zostałby zrealizowany, wiec rynki będą zestawiać te słowa z oficjalnym komunikatem). Wreszcie w piątek napłyną też bardzo ważne dane amerykańskiego Departamentu Pracy, które będą mieć wpływ na oczekiwania związane z ewentualną, czwartą podwyżką stóp ze strony FED w tym roku. Obecnie rynek wycenia trzy ruchy, w tym pierwszy już 21 marca.
Na wykresie BOSSA USD widać, że być może najbliższe 1-2 tygodnie zadecydują o średnioterminowym rozegraniu dolara. W zeszłym tygodniu zawróciliśmy się przy oporze bazującym na minimum z września ub.r. przy 76,93 pkt. Nie udało się jednak złamać wsparcia przy 75,53 pkt., co sprawia, że rynek wciąż ma szanse na rozegranie sekwencji wzrostowej. Tygodniowe wskaźniki zdają się dawać więcej szans temu scenariuszowi. Sytuacja jest jednak bardzo dynamiczna.