Potrzebę regulacji tej branży ukazała seria skandali finansowych z ostatnich miesięcy, w tym sprawa piramidy Bernarda Madoffa.
Po aferach Enronu i World Comu w 2002 r. Kongres stworzył Radę Nadzoru nad Księgowością Spółek Publicznych (PCAOB), instytucję mającą stać na straży standardów rachunkowości firm giełdowych. Amerykańskie prawo nie wymaga jednak, by fundusze inwestycyjne, takie jak firma Madoffa, zatrudniały audytorów objętych regulacją. Projekt ustawy przygotowany przez Paula Kanjorskiego, demokratycznego kongresmena z Pensylwanii, przewiduje, że fundusze będę musiały ujawniać swoich audytorów, którzy zostaną poddani nadzorowi PCAOB.
Obecnie menedżerowie fun-duszów przekazują szczegóły dotyczące obsługujących ich firm audytorskich jedynie klientom i partnerom biznesowym. Inwestorzy powierzający im swoje pieniądze rzadko próbują się kontaktować ze spółkami prowadzącymi audyt. – Podstawową zasadą due diligence powinno być sprawdzenie firmy audytorskiej i zorientowanie się, czy w ogóle istnieje. Później trzeba sprawdzić, czy ma odpowiednie kompetencje – stwierdził Richard Dietrich, profesor rachunkowości na uniwersytecie stanowym Ohio.
Oszuści potrafią tworzyć wirtualne firmy zajmujące się ich księgowością lub płacić małym spółkom za przeprowadzanie fikcyjnych audytów. W zeszłym tygodniu aresztowany został w USA David Friehling, księgowy Bernarda Madoffa oskarżanego o zdefraudowanie 50 mld USD do 65 mld USD. Przez 17 lat zapewniał on usługi audytorskie jego firmie. Nigdy jednak nie weryfikował dokumentów finansowych klienta. Grozi mu do 105 lat więzienia.
James Nicholson, menadżer funduszu hedgingowego aresztowany w lutym za zdefraudowanie 900 mln USD, utworzył wirtualną firmę audytorską. Mieściła się w małym biurze, należącym do spółki wynajmującej je jako siedzibę wielu „firm skrzynek pocztowych”.