Węgry są spisane na straty. Żaden z europejskich krajów nie zrobił tylu głupstw, co my – te słowa wypowiedział w 2006 r. węgierski premier Ferenc Gyurcsany. W opinii większości Węgrów trafnie podsumowują one jego dokonania jako szefa rządu. W sobotę zapowiedział swoją dymisję. Zostawi następcy kraj pogrążony w głębokim kryzysie.
Zapowiedź rezygnacji Gyurcsanya przyczyniła się wczoraj do osłabienia forinta względem euro. Tracił on rano do 2,6 proc. wobec unijnej waluty. Za euro płacono nawet 308,6 forinta, który od początku roku osłabił się najbardziej spośród jednostek płatniczych krajów rynków wschodzących. – Rezygnacja premiera jest negatywnym czynnikiem dla waluty w krótkim okresie, gdyż zwiększa polityczną niepewność. W dłuższej perspektywie może być ona jednak dobra dla procesu reform – stwierdził Jon Harrison, strateg z Dresdner Kleinwort.
[srodtytul]Bank wyczekuje[/srodtytul]
Wczoraj węgierski bank centralny utrzymał główną stopę procentową na poziomie 9,5 proc. Niektórzy analitycy wskazywali, że może on, w wyniku decyzji Gyurcsanya, podnieść stopy, by powstrzymać forinta przed dalszą deprecjacją.
Bank centralny ma stosunkowo małe pole do manewru. Walczy on nie tylko z osłabieniem narodowej waluty, ale również z recesją, w którą kraj wkroczył w drugiej połowie 2008 r. PKB, według tej instytucji, spadnie w tym roku o 3,5 proc.