Inwestor, który chciałby ulokować środki z perspektywą ich zwrotu w terminie od sześciu do dwunastu miesięcy, tym razem może przebierać wśród obligacji korporacyjnych zapadających w tym właśnie terminie. Oferują one zróżnicowany profil ryzyka, płynności i rentowności. Od ujemnej (!) w przypadku obligacji Dino po dwucyfrową w przypadku deweloperów. Inwestorzy powinni jednak uważać na rynkowe okazje – mogą okazać się mniej atrakcyjne, niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Nie dlatego, że wybranym emitentom grozi rychła upadłość, ale ze względu na ryzyko przedterminowego wykupu. Taki los spotka np. wymienioną w zestawieniu emisję Victorii Dom oprocentowaną na 7 pkt proc. powyżej WIBOR – spółka zapowiedziała przedterminowy wykup tej serii, po tym, jak jej marcowa emisja przyniosła jej 180 mln zł wpływów, a wysokość marży ustalono na 4,3 pkt proc. Nic dziwnego, że emitenci chcą pozbyć się drogiego długu i zastąpić go tańszym.
Wyjeść wisienki
Na Cataliście nie brak jednak obligacji o krótkim terminie zapadalności z rentownością rzędu 8–9 proc., którym raczej nie grozi przedterminowy wykup (ich emitenci nie mają takiej praktyki, a dogasające obligacje nie są aż tak wysoko oprocentowane, by opłacało się jak najszybciej dokonać przedterminowych wykupów). Przed rokiem wskazywaliśmy, że krótkoterminowe papiery na Cataliście pozwalają myśleć o zarobieniu 7–11 proc. brutto i wiele się od tego czasu nie zmieniło, może tyle, że dwucyfrowa rentowność pojawia się jeszcze rzadziej.
Ale czasem stabilizacja też może oznaczać zmianę. W tym wypadku korzystną dla inwestorów. Stabilna rentowność obligacji krótkoterminowych zwiększa ich atrakcyjność. Po pierwsze dlatego, że nowe emisje – ze znacznie odleglejszymi terminami wykupów – nie oferują znaczącej premii za ryzyko. Jeśli przyjąć, że sytuacja gospodarcza Polski po ostatnich zmianach na świecie (wojna handlowa z USA) w najlepszym razie staje się mniej przewidywalna, to ryzyko kredytowe rośnie wraz z wydłużeniem terminów zapadalności.
Czytaj więcej
Notowania kontraktów FRA nie przewidują przyszłości, ale wskazują na rynkowe oczekiwania. I jeśli kierować się nimi, to za półtora roku, pod koniec 2026 r. stopy procentowe w Polsce powinny znajdować się o 175 pkt bazowych niżej niż dziś (5,75 proc.). Abstrahując od tego, czy te przewidywania spełnią się za półtora roku czy za dwa i pół roku, wskazują one na oczekiwania co do wysokości stóp po osiągnięciu celu inflacyjnego.