Czy to już początek recesji?

Wraz z pogarszaniem się koniunktury zagranicznej będzie słabła koniunktura w Polsce. W pierwszej kolejności będzie to odczuwalne na rynkach finansowych, a następnie - w sferze realnej

Publikacja: 09.08.2007 09:33

Tysiące osób ulokowało swoje oszczędności w funduszach inwestycyjnych, akcjach, nieruchomościach. Wszyscy wiedzą, że na polskiej giełdzie narósł bąbel spekulacyjny i że musi kiedyś pęknąć. Kilkanaście ostatnich dni było dość nerwowych na giełdach światowych. Czy przyszedł już czas wycofać środki z najbardziej ryzykownych inwestycji, lokując je w bezpieczniejsze walory? Czy mamy do czynienia z krótkotrwałą korektą? Czy może zaczyna się już recesja?

Sytuacja na świecie

Studenci ekonomii uczą się, że w gospodarce występują cykle koniunkturalne, czyli naprzemiennie występują okresy bardzo dobrej koniunktury, a także recesji. Uczą się zazwyczaj o kilku rodzajach cykli koniunkturalnych, z których najbardziej znane to cykle Kondratiewa (około 45 lat). Znacznie rzadziej już słyszą o cyklach typu Kitchina (około 4-5 lat), występujących na rynkach towarowych, Juglara (8-10 lat) czy Kuznetsa (około 16-20 lat) - występujących np. na rynkach nieruchomości i środków transportu. Przeprowadzona przez autora analiza cykli koniunkturalnych na świecie od drugiej połowy XIX wieku prowadzi do wniosku, że wahania koniunktury światowej odpowiadają długości cykli Juglara. Ponadto, po pierwszym kryzysie naftowym (1974 r.) na świecie wykształcił się cykl koniunkturalny o długości około 10 lat. Dobrze to widać na wykresie.

Tempo wzrostu i prognozy

Abstrahując od zawiłości metodologicznych, można byłoby stwierdzić już jedynie na podstawie analizy wykresu, że sytuacja gospodarki światowej w obecnej dekadzie jest lepsza niż w poprzedniej. Ostatnie lata to okres bardzo pomyślnej koniunktury. Obecny rok natomiast może być jednym z ostatnich z nich. Jeśli wierzyć prawidłowościom wynikającym z cykliczności rozwoju gospodarczego świata, w następnych latach koniunktura będzie się pogarszała, osiągając dno około 2011 r.

Głównym czynnikiem sprawczym pogorszenia się koniunktury są często zbyt optymistyczne oczekiwania. Jeśli wszystko przez kilka lat idzie dobrze, ludzie często zaczynają wierzyć, że będzie tak również w przyszłości. Wycofują pieniądze z bezpiecznych instrumentów, takich jak lokaty bankowe czy obligacje, a za uzyskane pieniądze kupują akcje lub jednostki uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych, ponieważ wiedzą, jak dużo można było dotąd zarobić na giełdzie. Gdy widzą, że ceny nieruchomości rosną, często biorą kredyty hipoteczne, śrubując do maksimum swoje zdolności kredytowe, by móc zarobić na wzrostowym trendzie cen mieszkań i domów. Sytuacja zaognia się szczególnie wtedy, gdy ta euforia obejmuje również banki: gdy bankowcy - z natury konserwatywni w ocenie ryzyka - również zaczną wierzyć w eldorado: obniżają wymagania kredytowe zarówno dla osób prywatnych, jak i dla firm. Obniżają często swoje marże, licząc na stałe zyski w przyszłości. Dodatkowo nakręcają tym samym koniunkturę, przyczyniając się do późniejszej recesji.

Procesy te widać jak na dłoni już obecnie. W krajach anglosaskich, a szczególnie w Stanach Zjednoczonych, mamy do czynienia z kończeniem się cyklu na rynkach nieruchomości. Okres pomyślnej koniunktury w poprzednich latach przyniósł znaczące obniżenie oprocentowania i złagodzenie procedur udzielania kredytów hipotecznych, co skutkowało boomem na rynku nieruchomości.

Sytuacja ta jednak już się kończy. Ceny nieruchomości w Stanach Zjednoczonych spadły w ciągu ostatniego roku o 2,6 proc. Szczególnie trudna jest sytuacja na rynku tzw. kredytów subprime (tj. dla kredytobiorców o trudniejszej sytuacji finansowej; połowa z tych kredytów udzielona była Afroamerykanom). Amerykański Center for Responsible Lending szacuje, że co piąty kredyt udzielony w tym segmencie w USA w latach 2005-2006 nie zostanie spłacony. Ceny akcji American Home Mortgage Investment Corp., która udzielała kredytów właśnie biedniejszym klientom, spadły w ciągu jednego dnia aż o 90 proc., po tym jak firma poinformowała o utracie płynności finansowej. Coraz więcej firm, które udzielały kredytów hipotecznych, odczuwa podobne problemy, a kilkunastu pożyczkodawców już zbankrutowało. Powoduje to też trudności po stronie firm ubezpieczających kredyty hipoteczne.

Niepewna zaczyna być sytuacja funduszy hedgingowych: Bear Stearns - jeden z największych na świecie banków inwestycyjnych - wstrzymał wypłaty już w trzecim swoim funduszu, właśnie z powodu kryzysu na rynku subprime. Firma poniosła już straty w wysokości około 4 mld dolarów.

Trudna sytuacja na rynku kredytów hipotecznych w USA przenosić się będzie na inne kraje: najpierw bardziej związane z gospodarką amerykańską, a następnie - na pozostałe.

Polska i świat

Kryzysy naftowe i postępujące procesy globalizacji sprawiły, że cykle koniunkturalne na świecie są coraz bardziej do siebie zbliżone (dochodzi do tzw. synchronizacji cykli koniunkturalnych). Innymi słowy, oznacza to, że coraz więcej krajów na świecie rozwija się w sposób zbliżony do siebie.

Procesy te obejmują również Polskę. Co ciekawe, zaczęły się one jeszcze w latach 80., w wyniku otwarcia się Polski na zmiany na światowych rynkach finansowych. Olbrzymiej wartości zadłużenie zagraniczne Polski powstałe w wyniku krótkowzrocznej polityki gospodarczej Edwarda Gierka, ale także prywatne transfery dewiz dokonywane przez emigrantów wystawiły nasz kraj na ryzyko zmian stóp procentowych (i kursu walutowego). Spowodowało to, że nasz kraj jeszcze w okresie socjalizmu zaczął rozwijać się w sposób coraz bardziej podobny do koniunktury gospodarczej na świecie.

Lata 90. to nasilenie procesów integracji Polski z gospodarką światową, i to nie tylko w zakresie handlu zagranicznego, ale też w przypadku rynków finansowych. Co więcej, zmiany na naszych rynkach finansowych mają coraz większy wpływ na koniunkturę makroekonomiczną. Te zaś są bardzo powiązane z zagranicą. Szczególnie dotyczy to giełd: przykładowo, jeśli na giełdach amerykańskich wystąpi krach, szybko przenosi się na warszawską giełdę. Obliczenia autora pokazują, że spośród różnych dużych giełd światowych indeksy giełdy warszawskiej wykazywały największe podobieństwo przebiegu do amerykańskiego indeksu Nasdaq.

Pogorszenie koniunktury giełdowej często przekłada się później na koniunkturę makroekonomiczną. Potwierdza się tu powiedzenie: gdy gospodarka amerykańska kichnie, cały świat choruje. Gdy znacząco pogorszy się koniunktura w Stanach Zjednoczonych, odczują to też inne kraje.

Wpływ sytuacji za granicą na Polskę widać też na rynku walutowym. Przykładowo, słabnący dolar powoduje aprecjację złotego. Co ciekawe, moje obliczenia pokazały, że wahania polskiego złotego były najbardziej zbliżone do randa południowoafrykańskiego. Spowodowane to było zapewne tym, że ocena ryzyka Polski i RPA, z punktu widzenia krótkoterminowych inwestorów zagranicznych, była podobna.

Są też inne możliwości przenoszenia impulsów koniunkturalnych: poprzez nastroje. Jeśli zaufanie do gospodarki pewnego kraju maleje, to zanim jeszcze widać wpływ na sferę realną, spadek zaufania oddziałuje na inne gospodarki. Ponadto, w historii gospodarczej świata odnotowywano już kryzysy związane z rynkami nieruchomości: gdy w jednym kraju zaczęły one tanieć, podobnie było i w innych. Takie oddziaływanie widoczne było również w przypadku kryzysów walutowych: załamanie waluty jednego kraju prowadziło do kryzysu w innym, nawet niepowiązanym z nim gospodarczo. Wystarczyło, że spadło zaufanie do emerging markets.

Co nas czeka?

Wszystko to oznacza, że wraz z pogarszaniem się koniunktury zagranicznej osłabiała się będzie koniunktura w Polsce. W pierwszej kolejności będzie to odczuwalne na rynkach finansowych, a następnie - w sferze realnej.

Interesowałoby nas, oczywiście, kiedy sytuacja zacznie się zmieniać? Jeśli porównalibyśmy przebieg koniunktury światowej i polskiej, okazałoby się, że mamy do czynienia ze zmianami równoczesnymi. To znaczy, jeśli koniunktura gospodarcza na świecie zacznie się pogarszać w 2008 r., rok ten będzie również słabszy dla polskiej gospodarki. Jeśli dno obecnego cyklu koniunkturalnego na świecie wystąpiłoby w 2011 r., to również w Polsce w tym roku powinien być najsłabszy wzrost gospodarczy.

Oczywiście, wcale tak nie musi być. Można tu przytoczyć powiedzenie: jedynymi, pewnymi rzeczami na świecie są śmierć i podatki. Jednak pamiętajmy, że sytuacja polskiej gospodarki w dużej mierze będzie zależała od tego, co będzie się działo za Atlantykiem.

Przypomnijmy jeszcze sytuację z 1988 r., która przypomina bardzo obecną, kiedy doszło do eskalacji spekulacji na rynkach akcji i nieruchomości. Wtedy amerykański bank centralny szybko podjął decyzję o interwencji i obniżył stopy procentowe, co doprowadziło do przejściowej poprawy koniunktury. Miała ona jednak charakter przejściowy. Poluzowanie polityki pieniężnej wywołało inflację, zaś walka z nią doprowadziła po kilkunastu miesiącach do recesji w USA i w Wielkiej Brytanii. Spowodowało to serię upadków instytucji finansowych w USA, które kosztowały podatników około 500 mld dolarów. Widzimy zatem, że walka z cyklem koniunkturalnym za pomocą środków pieniężnych może opóźnić recesję, ale jej nie zapobiegnie. Podobnie jak osłabienie koniunktury za granicą - jeśli jest pewne, równie pewne jest też i w Polsce. Dyskusyjną kwestią pozostaje tylko, kiedy się zacznie i kiedy będzie jego apogeum?

W najbliższych latach należy się spodziewać znacznie słabszej koniunktury gospodarczej niż w poprzednich. Świat powoli będzie zmierzał ku recesji, a Polska wraz z nim. Napływ funduszy unijnych niewiele w tym zakresie zmieni: co prawda dotychczasowe oficjalnie publikowane symulacje pokazywały, że w wyniku ich napływu wzrost gospodarczy do 2011 r. będzie wyższy średniorocznie o około 1,8 punktu procentowego, ale obliczenia te nie uwzględniały mechanizmów cyklu koniunkturalnego ani oddziaływania na aprecjację złotego.

Obecna sytuacja to początek odwracania się koniunktury gospodarczej. Będzie ona dość długa (około 3 lat), a sama recesja, która później nadejdzie, będzie "łagodna". Będzie to raczej spowolnienie wzrostu gospodarczego niż spadek PKB - taka jest logika ostatnich cykli koniunkturalnych.

Co z tego wynika dla nas?

Co zatem powinien robić zwykły śmiertelnik? Można by tu udzielić kilku rad:

- nie zaciągać kredytów, zwłaszcza hipotecznych (stopy procentowe mogą wzrosnąć, zarobki nie będą rosły tak bardzo, jak dotąd. A ponadto pojawi się ryzyko wzrostu bezrobocia;

- stopniowo (można to rozłożyć na wiele miesięcy) dywersyfikować portfel, pozbywając się akcji i jednostek uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych rynków akcji na rzecz obligacji czy lokat bankowych.

Znajomość przyszłych zmian koniunktury przydatna jest też w polityce. Obecny okres końca szczytu koniunktury to najlepszy czas na przeprowadzenie wyborów. Można dobrze, propagandowo wykorzystać obecną, bardzo dobrą koniunkturę. Deficyt budżetowy nie jest zbyt duży, a więc rządzący mieliby środki na ewentualne "kupowanie" głosów wyborczych (podwyższenie emerytur, zasiłków itp.). Ponadto płace wszystkich zatrudnionych od stycznia kolejny raz wzrosną w wyniku redukcji klina podatkowego. Kolejne lata w gospodarce będą już słabsze.

Krzysztof Piech napisał też książkę "Programowanie i prognozowanie makroekonomiczne w Polsce". Jest współautorem podręcznika "Diagnozowanie koniunktury gospodarczej w Polsce".

Gospodarka
Piotr Bielski, Santander BM: Mocny złoty przybliża nas do obniżek stóp
Materiał Partnera
Zasadność ekonomiczna i techniczna inwestycji samorządów w OZE
Gospodarka
Donald Tusk o umowie z Mercosurem: Sprzeciwiamy się. UE reaguje
Gospodarka
Embarga i sankcje w osiąganiu celów politycznych
Gospodarka
Polska-Austria: Biało-Czerwoni grają o pierwsze punkty na Euro 2024
Gospodarka
Duże obroty na GPW podczas gwałtownych spadków dowodzą dojrzałości rynku
Gospodarka
Sztuczna inteligencja nie ma dziś potencjału rewolucyjnego