Szczyt w brytyjskim Horsham odbyło się po wielu dniach słownych utarczek między przedstawicielami USA a rządów europejskich na temat najlepszego sposobu rozwiązania kryzysu ekonomicznego. Zdaniem Amerykanów, kluczem jest zwiększenie przez władze poszczególnych krajów wydatków budżetowych w ramach planów stymulacyjnych, natomiast według Europejczyków, rozwiązywanie problemów należy zacząć od wprowadzenia nowych regulacji dla rynków finansowych.
Odmienność poglądów znalazła wyraz w końcowym oświadczeniu. Ministrowie, reprezentujący kraje odpowiadające za 85 proc. światowego PKB, napisali w nim, że należy zarówno wspierać wzrost i tworzenie nowych miejsc pracy do momentu przywrócenia rozwoju, zwiększać dostępność kredytów, jak i opracować regulacje obejmujące np. fundusze hedgingowe i inne podmioty działającej w „szarej strefie” rynku finansowego. Szczegółami ma zająć się każdy kraj z osobna. Ma to dotyczyć m.in. sposobów usunięcia tzw. toksycznych aktywów z bilansów banków.
Kwestia zwiększenia finansowania dla MFW, instytucji pomagającej w wyjściu z kryzysu gospodarkom rozwijającym się, m.in. także w Europie Wschodniej, również okazała się trudnym polem kompromisu. Pomimo zgody co do takiej konieczności, po weekendzie nadal nie wiadomo, ile pieniędzy i kiedy Fundusz może otrzymać.
Według szefa MFW Dominique’a Straussa-Kahna, środki dostępne dla należałoby podwoić do 500 mld USD. Amerykanie zaproponowali jednak zwiększenie tej kwoty do 750 mld USD.
Japonia już zadeklarowała dla MFW 100 mld USD. Na podobne kwoty organizacja z Waszyngtonu może liczyć od rządów USA i państw Europy. Mają one jednak nadzieję, że do puli dołożą się także kraje z dużymi rezerwami walutowymi, jak Chiny. Ale te nie są zbyt chętne, bo w zamian żądają większego głosu we władzach MFW. W najbliższych tygodniach potrzebne będą więc dalsze negocjacje.