Zapoczątkowały ją same władze eBaya i spółka dobrze na tym wyszła, bo jej kurs w poprzednim tygodniu skoczył o 14 proc. (wciąż jest o ponad 70 proc. niżej niż w szczycie hossy).
Spekulacje podgrzał raport Jima Friedlanda, analityka firmy doradczej Cowan & Co., który stwierdził, że właściciel znanego serwisu aukcyjnego z pewnością zamierza sprzedać komunikator głosowy. Zasugerował on, że zarząd eBaya umyślnie wysyła sygnały o możliwości pozbycia się Skype’a, by wywołać bitwę na oferty pomiędzy Microsoftem i Google.
Podczas środowej konferencji dla inwestorów prezes eBaya John Donahoe przyznał, że spółka pomyliła się, licząc, że zakup komunikatora zwiększy zainteresowanie jej podstawowym biznesem – aukcjami internetowymi. Donahoe dodał, że Skype to „świetna, samodzielna firma”.
Amerykanie nabyli stworzonego przez szwedzkich programistów Skype’a w 2005 r. za 2,5 mld USD. Już w dwa lata później przyznali, że nie był to dobry interes. W styczniu tego roku Donahoe stwierdził, że „synergie między Skypem i innymi częściami portfolio są minimalne”. Co ciekawe, zyski samego komunikatora systematycznie rosną. Dlatego eBay, zdaniem analityka Merrill Lynch Justina Posta, nie powinien się go pozbywać. Zwłaszcza że cena, jaką mógłby otrzymać w obecnych warunkach rynkowych, musiałaby być o wiele niższa od wyłożonej cztery lata temu.
Według Friedlanda, zakup Skype’a byłby atrakcyjny zarówno dla Google, jak i dla Microsoftu, gdyż mógłby zwiększyć atrakcyjność ich internetowych serwisów.