Unia przeznaczy większe środki na rzecz zagrożonych państw

75 mld euro składki na Międzynarodowy Fundusz Walutowy, 50 mld euro na pomoc krajom, które mogą mieć problem z refinansowaniem swojego zadłużenia oraz 5 mld euro na projekty energetyczne – to konkretne ustalenia Rady Europejskiej

Publikacja: 21.03.2009 00:37

Unia przeznaczy większe środki na rzecz zagrożonych państw

Foto: Archiwum

Wartość programu wsparcia dla krajów Unii Europejskiej, które mogą mieć problem z refinansowaniem swojego zadłużenia, zostanie zwiększona do 50 mld euro – to najważniejsze ustalenie posiedzenia Rady Europejskiej, które w piątek zakończyło się w Brukseli. Zarówno prezydent Lech Kaczyński, jak i premier Donald Tusk uznali, że polska delegacja osiągnęła na szczycie wszystkie zamierzone cele.

[srodtytul]Konkretne ustalenia[/srodtytul]

Mimo sporych rozbieżności zdań, przywódcom państw członkowskich UE udało się dojść do porozumienia w najważniejszych kwestiach. Poza zwiększeniem funduszu ratunkowego dla krajów mających kłopoty z pozyskaniem finansowania Rada opowiedziała się również za dokapitalizowaniem Międzynarodowego Funduszu Walutowego (kwotą 75 mld euro). Zapowiedziano też dodatkowe środki na unijną politykę Partnerstwa Wschodniego (600 mln euro).

[srodtytul]Polska dołoży się do MFW[/srodtytul]

Prezydenci i premierzy zgromadzeni na szczycie przyjęli zaproponowaną przez Komisję Europejską agendę na szczyt grupy G-20, który odbędzie się na początku kwietnia. Jednym z najważniejszych jej elementów jest plan zwiększenia kapitału, jakim dysponuje MFW. Miałoby to być połączone z rewizją podziału kosztów funkcjonowania tej organizacji ponoszonych przez poszczególne kraje.

Unia zaoferowała dopłacenie do budżetu Funduszu 75 mld euro. Polska zapowiedziała, że przeznaczy na ten cel 1,5 mld euro. Minister finansów Jacek Rostowski podkreślił, że Polska będzie pośrednio korzystała ze zwiększenia środków dla MFW, ponieważ środki te przyczynią się do ustabilizowania sytuacji w naszym regionie.

[srodtytul]Wydadzą kolejne miliardy...[/srodtytul]

Wykorzystując przypływ hojności przywódców, Komisja Europejska przeforsowała także swój pomysł na wydanie 5 mld euro, które pozostały nierozdysponowane w unijnym budżecie. Zostaną przeznaczone m.in. na ekologiczną energetykę. Będzie to ostatni element wartego 400 mld euro ogólnounijnego planu walki z recesją, przyjętego w grudniu. Państwa członkowskie uznały, że takie wydatki wystarczą, by „wygenerować inwestycje, rozpędzić popyt, stworzyć miejsca pracy”.

[srodtytul]...i wzmocnią nadzór[/srodtytul]

W dokumencie znalazł się również szereg postulatów dotyczących rynków finansowych, jak poddanie ściślejszej kontroli agencji ratingowych oraz funduszy inwestycyjnych czy regulacja dystrybucji instrumentów pochodnych. Unia zamierza również wykorzystać kryzys do rozprawienia się z rajami podatkowymi. Rada Europejska uznała też, że należy wzmocnić nadzór nad instytucjami finansowymi. Podstawą prac nad nowymi rozwiązaniami ma być raport Jacques’a de Larosiere’a. Szczegóły zostaną przedstawione jesienią tego roku.

Wczoraj kolejny raz spotkali się także prezesi sześciu banków centralnych naszego regionu, wśród nich Sławomir Skrzypek. Omawiano oddziaływanie kryzysu finansowego na gospodarkę.

[ramka][b]Dla kursu złotego kluczowe były relacje między euro i dolarem[/b]

Straty względem euro przyniósł ostatni tydzień większości walut z rynków wschodzących, w tym złotemu. Spośród 26 walut zaliczanych do tej grupy przez Bloomberga, jedynie koreański won odnotował zwyżkę. Złoty poszedł w dół o ponad 2 proc., a spadkom przewodziły argentyńskie peso i islandzka korona (poszły w dół po ponad 5 proc.). Odwrotnie było w przypadku relacji walut z rynków wschodzących względem dolara. Tu straciły tylko dwie najsłabsze wobec euro waluty. Gdybyśmy wzięli pod uwagę tygodniową zmianę złotego względem koszyka złożonego po połowie z euro i dolara, to okazałoby się, że kurs naszego pieniądza przez ten czas nawet nie drgnął. To pokazuje, jak duże znaczenie w ostatnich dniach miały relacje euro do dolara. Ten czynnik wydaje się kluczowy w kontekście dalszych notowań złotego. W piątek euro kosztowało 4,584 zł (zanotowało niewielki spadek), a za dolara płacono pod koniec dnia 3,382 zł. [/ramka]

[ramka][b]pytania do... Piotra Kalisza, głównego ekonomisty Banku Handlowego[/b]

[b]Czy dwukrotne zwiększenie limitu pomocy dla 11 krajów Unii Europejskiej, które są poza strefą euro, jest potrzebne?[/b]

Ewidentnie kraje takie jak Węgry czy Rumunia, ale również Polska, są w znacznie trudniejszej sytuacji finansowej niż te, które używają wspólnej waluty. Są bowiem obarczone znacznym ryzykiem walutowym. Mogą mieć wkrótce problem z rolowaniem swojego długu publicznego, który będzie zapadać w najbliższych miesiącach.

[b]Czy nie znajdziemy się jednak przez to znów w jednym worku z innymi krajami regionu?[/b]

Będzie to zależało od tego, w jaki sposób zostanie to przedstawione inwestorom przez rząd. Jeśli uda nam się ich przekonać, że jest to jedynie zabezpieczenie na czarną godzinę przed ewentualnymi problemami ze spłatą zadłużenia zagranicznego, to może mieć pozytywny efekt.

[b]Czy stać nas na 1,5 mld euro składki do Międzynarodowego Funduszu Walutowego?[/b]

Tę kwestię również rozpatrywałbym z punktu widzenia wizerunkowego. Dzięki temu możemy przekonać inwestorów, że nie mamy problemów, lecz wręcz przeciwnie, stać nas na pomoc innym krajom.

[b]Jean Claude Juncker, premier Luksemburga, powiedział, że rozmowy z Polską w sprawie wejścia do ERM2 są na poważnym etapie.[/b]

Gdyby prawdziwe negocjacje były już prowadzone, byłyby objęte tajemnicą i nic byśmy o nich nie wiedzieli.[/ramka]

[ramka][b]Dlaczego potrzebna była pomoc?[/b]

Szybko rozwijające się w poprzednich latach gospodarki z naszego regionu, szczególnie państwa bałtyckie, padły ofiarą globalnego kryzysu. Z jednej strony spadła aktywność gospodarcza między innymi na skutek mniejszego zapotrzebowania na wytwarzane w tej części świata produkty, z drugiej – zmalała dostępność kapitału. Dodatkowym czynnikiem była niechęć do Rosji, związana z dramatycznym spadkiem ceny ropy naftowej. To wszystko wpłynęło na stan bilansów płatniczych i zagroziło niewypłacalnością niektórych państw. To spowodowało odwrót inwestorów od państw z naszego regionu. Efektem była gwałtowna wyprzedaż walut krajów z naszego regionu. To dodatkowo osłabiło ich wizerunek w oczach inwestorów. Kłopoty regionu nie pozostały bez echa w całej Europie z uwagi na duże zaangażowanie kapitałowe i kredytowe banków i przedsiębiorstw produkcyjnych. Skala deprecjacji walut była na tyle duża, że do akcji musiały wkroczyć banki centralne, próbując bronić je przed dalszym spadkiem. Problemem okazało się też zadłużenie w zagranicznych walutach. Pomocy najbardziej zagrożonym krajom udzieliły wcześniej również instytucje międzynarodowe. Skorzystała na tym między innymi Ukraina. [/ramka]

Gospodarka światowa
Donald Trump uderza cłami. Co to znaczy dla świata, gospodarek i rynków?
Materiał Partnera
Zasadność ekonomiczna i techniczna inwestycji samorządów w OZE
Gospodarka światowa
1,7 bln dolarów wyparowało z Wall Street
Gospodarka światowa
Janusz Jankowiak: Trumpowska recepta dobrze się sprzedaje, choć jest chora
Gospodarka światowa
Piotr Kuczyński: Odpowiedź na cła Trumpa? UE ma potężną broń – podatek cyfrowy
Gospodarka światowa
Jak doradcy Trumpa wyliczyli cła odwetowe?
Gospodarka światowa
Cła Trumpa uderzyły w rynki. Będzie krach na Wall Street?